Terroryści i populiści

Terroryści i populiści

Jaka jest siła zła w człowieku, wiedzieliśmy dotychczas głównie dzięki wojnom. Dzisiaj możemy to śledzić codziennie w internecie, gdzie anonimowa nienawiść kwitnie, a media też nas nie oszczędzają. Mój z trudem zdobyty optymizm, wywalczony po latach myślenia mrocznego i katastroficznego, jest teraz narażony na brutalny atak. Terroryzm krzepnie. To jakiś rodzaj makabrycznej mody, przykład jednak został dany i jest powielany. Świat stał się jednym organizmem, szczególnie nasz krąg cywilizacyjny, więc każdy atak, choćby na niemowlę w wózku w małym europejskim miasteczku, staje się atakiem na nas wszystkich. W imię grupy czy sprawy atakują nas czasami pojedynczy ludzie, nie ma więc możliwości, żeby się przed nimi obronić. I jesteśmy bezbronni. Najprostsza broń jest nieludzka – przestać się tym tak przejmować. Traktować ataki terrorystyczne, tak jak traktuje się wypadki samochodowe. Wtedy odpada element szantażu. Ale to też byłby triumf terrorystów, którzy chcą, byśmy byli tak nieczuli jak oni. Źródła obecnego dramatu tkwią w krajach arabskich i w islamie. I to właśnie w obszarze tego języka, kultury i religii można szukać rozwiązania problemu. Tylko czy to realna nadzieja?

Paweł Kukiz kontynuuje tradycję mącenia ludziom w głowie. A namącono już wiele. Zawiedli ci, którzy zdawali się mieć najwięcej zdrowego rozsądku, dlatego promowany jest brak rozsądku. Porażka tego ruchu, która jest nieuchronna, do końca skompromituje politykę w oczach społeczeństwa. A na razie jest promocja brutalnego języka i nienawiści, której już przecież i tak dużo w internecie i na scenie politycznej. Kukiz używa myślenia populistycznego, w jego ramach jest niechęć i pogarda dla elity. Łże-elity – to już było. Intelektualista brzmi teraz jak obelga. Kult prostego człowieka, który niewiele wie, ale jest wściekły i zbuntowany. Myślenie, że każdy wróg mojego wroga jest moim przyjacielem, przyjmowanie do ruchu politycznych kreatur. Historia uczy, że takie kompromisy niszczą nawet dobrą sprawę. Kukiz jednak nie zna historii i ona go za bardzo nie interesuje. Uwierzył, że to on tworzy historię. Uderza też jego spiskowe myślenie, tu jest pokrewny prawicy, mówi: „Obecny system oparty jest na hakach”, czyli rządzą tajne służby i obcy, banki i media są w niepolskich rękach. Niby nie chce wyprowadzać Polski z Unii, ale chce, aby była w niej na innych zasadach. Na jakich, nie wiadomo, ale można się domyślić, że byłyby one dla Unii niemożliwe do przyjęcia. Ta postać i ten ruch to jakieś kuriozum, zjawisko jednak nie potrwa długo.

Wśród moich znajomych, a mam ich wielu, przynajmniej na Facebooku, prawie nikt nie jest zwolennikiem PiS ani wyznawcą tego myślenia – nasza osobność, jakby życie w dwóch odległych światach, zawsze mnie to poruszało – wyjątkiem jest jedna osoba. Ewę lubię i cenię, wykształcona, zdolna i rozumna, jest teraz w Anglii, gdzie opiekuje się brytyjskimi starcami. W Polsce nie mogła znaleźć odpowiedniej pracy, a nad jej głową wisiała głodowa emerytura. Czuła się zdegradowana i odtrącona. I wyjechała w wieku, kiedy ludzie na ogół już nie wyjeżdżają. Na dodatek miała w kraju złe doświadczenia z ludźmi z PO na szczeblu średniego miasta. To jednak nie wystarczy. Odkrywam nagle ze zdumieniem, że ma skłonność do spiskowego myślenia. Wyszło to jakoś przypadkiem, mówiłem jej o niewielkim mieście, kiedyś znanym z mafii, której już nie ma, ale nadal ciągnie się za miasteczkiem zła opinia z dawnych czasów. Ona: „Jak to nie ma, na pewno jest, tylko ty o tym nie wiesz”. Wyjaśniam, że pytałem mieszkańców miasteczka. Zaprzeczają. Ewa pyta: „Byłeś na Sycylii? Jeśli ich pytać, też mówią, że mafii tam nie ma. A na pewno jest”.

Takie myślenie upraszcza i wyjaśnia zagmatwany świat. Historia uczy, że były spiski, ale nie wpływały na losy świata tak często, jak myśleli współcześni. Słynna była sprawa Dreyfusa, która podzieliła Francję na dwa jakby odrębne narody, jeszcze mocniej niż Polskę katastrofa smoleńska. W sprawie Dreyfusa, który miał zdradzić Francję, rzeczywiście był spisek, by udowodnić, że był spisek tam, gdzie go nie było. A katastrofa smoleńska w jakiś zdumiewający sposób zniknęła nam z horyzontu. Tyle emocji, a teraz palec na usta i cisza. Jeśli wróci w innym układzie politycznym, to ciekawe, ilu fachowców z różnych dziedzin trzeba by wziąć na tortury, aby udowodnić teorię zamachu.

Dlaczego tylu ludzi daje się nabrać na fikcję? Nie dlatego, że są głupi, chociaż i taka grupa istnieje. Trzeba przyjąć, że część ludzi nie śledzi sceny politycznej, a to jest jak nauka języka. Niektórzy mają dosyć polityki, zrazili się do niej, mają ważniejsze sprawy na głowie. Dla kobiet zwykle ważniejsza jest rodzina. Brakuje więc im treningu umysłu, ucha i oka. A bez tego doprawdy niełatwo pojąć, co właściwie się dzieje. Warto tu jednak ostrzec, że jeśli nie interesujecie się polityką, to być może ona kiedyś przyjdzie do was i załomoce do waszych drzwi.

Wydanie: 28/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy