Oni też kradną

Dzisiejszy numer dziennika „Rzeczpospolita” przynosi na pierwszej stronie sensacyjną wiadomość o wykryciu mafii paliwowej, która nacięła skarb państwa na l0 miliardów złotych. Mafia to oczywiście zmowa prywatnych firm handlujących paliwami, a 10 miliardów to jedna czwarta naszego deficytu budżetowego.
Minister finansów indagowany w rannej audycji radiowej „Sygnały Dnia” o ową mafię, stwierdził, że nie zna tej sprawy. Czas pokaże, ile w tym doniesieniu jest poszukiwania sensacji, co media uwielbiają, a ile prawdy.
Dzieje się to krótko po tym, jak padła stocznia w Szczecinie na skutek przekrętów (ogromnych) dokonanych ponoć przez jej prywatnych właścicieli. A przecież zapewniano nas, a czynili to poważni ekonomiści, że tylko prywatyzacja może uratować owe giganty czy jak kto woli molochy socjalizmu od permanentnego kryzysu. Kapitalizm jako taki był nam, obywatelom socjalistycznego państwa, prezentowany jako cud natury, jako remedium na wszystkie nasze zmartwienia z gospodarką. Prywatyzacja miała być wybawieniem nawet w szkolnictwie wyższym. Cóż się jednak okazało? Znakomita większość wyższych uczelni prywatnych uczy źle albo bardzo źle, gdyż nikt nie dokonał zawczasu prostego rachunku kadrowego, a to, co się stało, było do przewidzenia. Mamy trzy razy więcej studentów niż za czasów nieboszczki komuny, ale kadry nauczającej zalewie o 35% więcej. Także jakość tej nieco powiększonej grupy nauczających nie zawsze odpowiada potrzebom wyższych uczelni, który to fakt bezsporny jest raczej ukrywany przed opinią publiczną. Podobnie dzieje się z prywatyzacją zakładów przemysłowych i handlowych. Kapitalistyczne i przeważnie zagraniczne molochy handlowe są cenione przez klientelę, ale źle traktują pracowników i robią poważne przekręty finansowe.
Sporo zastrzeżeń budzi także prywatny sektor wytwórczy, choć rośnie w siłę i budzi coraz większe nadzieje.
Krótko mówiąc, kapitalizm choć przez wielu wymarzony, większość rozczarował, głównie dlatego, że razem z nim wkroczyły bardzo poważne nadużycia finansowe i złe traktowanie pracowników. Co gorsza, sygnały płynące z szerokiego świata na temat kapitalizmu są mocno zatrważające, szczególnie te z USA. Wzorcowy bastion kapitalizmu okazał się bardzo zdemoralizowany. Jedna za drugą padają tam potężne firmy, wysoko notowane na giełdzie. Dla nas, tu w Polsce, są to zaledwie sensacyjne wiadomości, ale tam, w kraju, gdzie to się dzieje, ruina potęg giełdowych jest zarazem tragicznym końcem marzeń o spokojnej starości, o bezpieczeństwie dalszej egzystencji, są – krótko mówiąc – wielkim nieszczęściem życiowym. Nasze reakcje na te wiadomości również są pełne troski, gdyż kompromitują ustrój, który nas właśnie ogarnia. „Oni też kradną”, powiedział mi mocno wzburzony młody człowiek do niedawna zapatrzony w liberalne ideały amerykańskiej gospodarki, gdy się dowiedział, że menedżerowie wielkich firm giełdowych zarabiali olbrzymie pieniądze na fałszowaniu księgowości i wykazywaniu, że ich interesy kwitną, gdyż od tego kwitnienia były wyliczane ich zarobki, ponoć olbrzymie.
Nie wiem, jakie są polityczne konsekwencje amerykańskich przekrętów finansowych. O skutkach naszych wiem więcej. Myślę, że tak zwany szary człowiek obserwujący na każdym kroku przeróżne nadużycia, przekręty, kradzieże, łapówki i co tam jeszcze może posłużyć do obrzydzenia życia, wpada z olbrzymią łatwością w łapy populistów i zaczyna bezkrytycznie wierzyć ich oskarżeniom, często bezpodstawnym, jak i pomysłom na uzdrowienie sytuacji, polegającym na zamykaniu każdego podejrzanego do kryminału i skazywaniu go na długoletnie uwięzienie.
Polityczne kariery populistów biorą się nie z ich wyjątkowej sprawności intelektualnej, lecz rosną i rozwijają się błyskawicznie z uproszczonego objaśniania świata pełnego nagannych zjawisk, trudnych do zrozumienia dla przeciętnego umysłu. Populiści o tym dobrze wiedzą i nie zadają sobie trudu wyszukiwania prawdy o świecie nas otaczającym. Walą jedno uproszczenie za drugim i cieszą się, że mają taki znakomity kontakt ze społeczeństwem.
Konkluzja, „że oni też kradną”, ci Amerykanie, jest łatwym argumentem, pozwalającym nabyć przekonanie, że już się zrozumiało tajemnice całego świata. Oni kradną, my kradniemy – tak toczy się światek. Nie warto nad tym dłużej rozmyślać. Gotowa recepta łatwo wchodzi do głowy, jak i pomysł na lekarstwo przeciw chorobie.
W takim uproszczonym rozumowaniu, jakże często i powszechnie spotykanym, tkwi wielkie zagrożenie bezpieczeństwa naszego kraju, którego obywatele nie zadają sobie trudu analizowania przyczyn naszych rozlicznych kłopotów napotykanych w codziennym życiu, lecz dokonując wyborów, łapią się na pięknie brzmiące obietnice wyborcze i raz po raz zmieniają władze, stąd olbrzymia niestabilność naszego życia politycznego rządzonego co kilka lat przez inną orientację. Widać to wyraźnie teraz, gdy odziedziczone po poprzedniej koalicji władzy olbrzymie kłopoty finansowe państwa obciążają rachunek nie tych, którzy spowodowali obecną katastrofę finansów publicznych, lecz ich następców próbujących nie zawsze skutecznie wydobyć kraj z zapaści.

25 lipca 2002 r.

 

 

Wydanie: 30/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy