Toksyczna śliczna

TELEDELIRKA

Policjant Paweł Biedziak mówił z dumą do kamery telewizyjnej, że jego wysoko wyszkoleni ludzie udaremnili zatrzymanemu gościowi, którym był nie byle kto, bo były szef PZU SA vel Jamroży, zjedzenie dowodów w postaci notatek oraz chyba, choć nie było to całkiem jasne, także karty SIM. Konsumpcja trefnych materiałów bez popijania to powszechna w świecie kryminalnym praktyka. Ostatnio zjadła taką lekkostrawną kolację znajoma „Pershinga”, który zginął z rąk konkurencji pod hotelem Kasprowy w Zakopanem. Od tamtej pory rodziny mieszczańskie spacerujące Pod Reglami pokazują sobie: ooo, tam, widzicie dzieci, w tamtym miejscu padł.
A mówiło się, że Sopot i Zakopane to święte miejsca, w których nie wolno się wybijać, i nagle taka plama! Co innego Klif, gdzie wykonano wyrok na oczach kilkuset osób. Jedna pani powiedziała potem w TV, że ludzie byli zajęci kupowaniem i mało ich to obeszło. Społeczeństwo jest okrutne we własnym interesie, cieszy się, gdy gangi wzajemnie się wybijają, bo policja ma znacznie gorsze giwery. To okazało się ostatnio w kawiarence internetowej, gdzie zginęli dwaj stróże porządku po cywilnemu: mieli gnaty sześciostrzałowe, a bandyci byli wyposażeni jak Sylwek Rumbo w Wietnamie.
I po co cała ta strzelanina? Po co zabijać policjantów, kiedy można było dać się złapać, odstawić do aresztu i spoko na rozprawę czekać pod celą. A gdy już by do niej doszło, poprosić narzeczoną, żeby szorty przyniosła. W szortach normalnie z sądu się wychodzi, kamera nawet ze zdumienia oko przymyka, nie rozumie, co jest grane, jak to tak po korytarzach sądowych oskarżeni w szortach mogą biegać?
Nie znam się za dobrze na piłce nożnej, wiem, że jest okrągła, a bramki są dwie, bo platynowa myśl ubóstwianego przeze mnie trenera Górskiego wbiła mi się w pamięć, jak samobój strzelony przez, mniejsza z tym, nie rozdrapujmy ran przed naszymi meczami, ale jeszcze jedno wiem na pewno: indywidualne krycie jest podstawą, nie ma krycia, nie ma zwycięstwa. Jak więc to możliwe, że drużyna spod ciemnej gwiazdy nie była szczelnie kryta, bez żadnych odstępstw, przez cały mecz. Owszem, powie wytrawny selekcjoner, podczas meczu – tak, ale podczas przerwy? Oczywiście, to zdarzyło się podczas przerwy, i tu jest pies pogrzebany.
Narzeczone gangsterów jak wiadomo, zawsze były różne, o jednych śpiewano i marzono, jak o Hance śród bezsennych nocy, o innych, jak o Mańce, też śpiewano, ale już jak była całkiem zimna. Zadaniem narzeczonej, jak i ślubnej żony jest wierną być i wiernie czekać, jak zadaniem psa jest wiernie szczekać. Tak przykazuje patriarchalny świat, nie tylko gangsterów, ale również na ten przykład marynarzy, których żony albo kochanki zgodnie z tekstem pieśni Młynarskiego czekają i czekają, bo „męska rzecz być daleko, a kobieca wiernie czekać…”, choć dziś często zdarza się i tak, że kobieca rzecz być daleko, a zaś męska wiernie czekać, nerwowo czkać przy piwie, oglądając mecz, bo czasy zmieniły się i dziewczyny oraz żony wypuszczają się na damskie wieczorki, niekiedy z porankiem.
Żeby jednak zaraz zjadać kartę SIM? Nowoczesność wkroczyła do kodeksu honorowego mafii. Tej prawdziwej i tej, co udaje porządnych ludzi. Polityków, ministrów. Może Jamroży ujęty przez siły specjalne jest niewinny, a połknął, bo był głodny? Prokurator sprawdzi ośliniony, z gardła wyszarpany materiał dowodowy i okaże się, że absolutnie nic na nim nie ma, że siedem milionów siedemset tysięcy wyparowało z PZU SA z całkiem innych powodów…
A posłanka Hojarska, co wielką karierę polityczną zrobiła? Gdyby sześć sfałszowanych przepustek przełknęła ze śliną toksyczną, nie byłaby z braku dowodów po sądach ciągana. Ślina posłanki różne rzeczy na język jej przynosi, jak ta myśl, że kiedy Samoobrona zwycięży, to ona sama – przecież była przewodnicząca Komisji Sprawiedliwości – porządek zrobi, pokaże, co potrafi, gdy już Lepper ministrem sprawiedliwości ją obwoła, często przecie z tym wymiarem miała do czynienia, choć ślepej Temidzie trudno śliską jak węgorz posłankę złapać w sieć sprawiedliwości. Oczka sieci wielkie, więc nawet grube, choć nie całkiem pachnące ryby przelatują przez nią swobodnie i w szlamie lądują.
Czy immunitet chroni posła przed płukaniem żołądka, czy też przed wydobyciem trefnych materiałów z jego wnętrzności w jakiś inny operacyjny sposób? Mówiąc: „operacyjny”, mam na myśli chirurgię, a nie operacyjne metody policyjne. Niedawno wszakże oskarżona została osoba, z której wnętrza wydobyto kilkanaście prezerwatyw z narkotykami.
Ciężkie życie ma pani minister Piwnik, delikatna, choć twarda kobieta, tego resortu nie zazdrości jej chyba nikt. Zresztą równie ciężkie miał pan minister Kaczyński, dla odróżnienia podaję, że Lech. Teraz obaj bracia z PiS siedzą na Platformie i jako ludzie rozsądni chcieliby Unię Wolności na tę Platformę wciągnąć, ale Donald Tusk nie pozwala, spycha bosakiem ręce Frasyniuka, nie chce za nic w świecie mieć lepszych od siebie na pokładzie. Zapomniał, że Unia Wolności przyjęła go kiedyś z otwartymi ramionami. Osobiście sympatyzuję z Unią W. i wiedziałam, że to błąd, stracą na tym Unici, zyskają liberały. Nie powiem: a nie mówiłam!, bo nauczyłam się w długoletnim małżeństwie, że nie ma nic gorszego niż ta zbitka słów.
Rękę, co nakarmiła, napoiła, fuchy dała, teraz toksyczny Tusk gryzie. Frasyniuka się boi, bo on może strzelić z woleja. Kaczyńscy z PiS-em i Piesiewicz oraz Frasyniuk z Unią mogliby niezłą drużynę stworzyć. A Platformę olać, niech dryfuje.

 

 

Wydanie: 23/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy