Łopata i depresja

Łopata i depresja

Nadal nie mogę w pełni dojść do siebie po wyborach do europarlamentu. Prawdziwy dramat to zapewne stan duchowy Europy. Trzeba jednak się martwić ostrożnie. Historia uczy, że tam, gdzie współcześni widzą dramat, często go nie ma. Za to dramat prawdziwy czai się gdzieś w ukryciu. Ukraina przecież wyskoczyła nam jak diabeł z pudełka.
W Polsce, i nie tylko w Polsce, niska frekwencja była spowodowana też niechęcią, nawet pogardą dla polityków. Ich wysokie zarobki, za to niskie kwalifikacje, monstrualne, żałosne niechęci wzajemne to już nasza specjalność. Wielu z nas obdarzało w przeszłości kogoś zaufaniem i z reguły to zaufanie było zawiedzione. Miliony młodych uwierzyły w Janusza Palikota. I co on z tym zrobił? Ci, którzy teraz postawili na Korwin-Mikkego, już mu nie ufają, chcą tylko, żeby nagadał i narozrabiał. W tym na pewno nie zawiedzie. Są politycy, którzy w moich oczach nie mają już nic do stracenia. Kilku, których chyba ceniłem, coś jednak straciło.
Z okazji 25. rocznicy wzdęło szefa „Solidarności” Piotra Dudę, który uważa, że jest spadkobiercą całego dorobku „Solidarności”, a nie pamiętam go z tamtych czasów. Dzisiaj odwaga staniała, polega na pyskowaniu i na chamstwie. Dudę wzdęło, gdyż tylko internetowo zapraszano go na obchody 25-lecia. Lech Wałęsa, który ma prawdziwe zasługi, taki nadęty, że już nawet się nie oddyma. Wzdęcia godnościowe – polska przypadłość.
Aleksander Kwaśniewski nigdy na to nie cierpiał. Ale teraz wrócił do polityki w złym czasie i w złym miejscu. I nie udało się. Chciałbym wierzyć, że „dom kazimierski” jest widmem. Nie rozumiem, dlaczego Kamińskiemu potrzebny immunitet, skoro jest krynicą prawdy. Dziwna prokuratura. A były prezydent chyba powinien pokazać dowody, że padł ofiarą pomówień, jeśli padł. Jakaś powszechna niefrasobliwość i niekompetencja w tej sprawie, jakby nasze urzędy i Sejm urzędowały w piaskownicy. Sypanie piaskiem w oczy, pomówienia, aluzje, mgła i smoła. Rodzi się przekonanie, że gdziekolwiek u nas wbije się głębiej łopatę, tam korupcja. W efekcie totalna jest nieufność obywateli wobec polityków i urzędników państwowych.
Spieramy się, dużo czy mało zrobiliśmy przez minione 25 lat. Bez sensu jest wystawianie ocen, jeśli nie bierze się pod uwagę punktu wyjścia. Wszystko było wtedy, w roku 1989, nadgniłe. Nasze dusze też. I trzeba brać pod uwagę, jak radzą sobie teraz kraje, które były w bliźniaczej sytuacji: Węgry, Czechy, Słowacja, Rumunia, Bułgaria. Radzimy sobie nie gorzej, jeśli nie o wiele lepiej. Od tłumacza polskiej poezji na bułgarski wiem, jak tam ciężko i jak bardzo im się nie udało.
Ekonomia, co już wiemy, bywa nauką, ale jest też sztuką. Każda społeczność jest w jakiś sposób inna, ponieważ ma inną historię. Podobnie jest z wychowaniem dzieci. Są uderzająco do siebie podobne, ale i uderzająco różne. I co dla jednego dziecka może być dobre, dla drugiego potrafi być niszczące. Dlatego skandynawska recepta na państwo u nas nie musi działać. Cenię północną socjaldemokrację, która po liberalnych modyfikacjach znowu świetnie sobie radzi. To piękny przykład, jak można humanitarnie urządzać świat. Ale pouczające są też ich porażki. Choćby w integracji imigrantów. W Szwecji przyjmowano ich miękko, zapewniając pełne bezpieczeństwo, naukę języka, dach nad głową, wikt i opierunek. A to demoralizowało ludzi, którzy zapadali na wyuczoną bezradność. System amerykański to wrzucanie na głęboką wodę. Tam imigranci o wiele szybciej się integrują. Osobiście jednak wolałbym nie być tak wrzucany. Jest tu podstawowy spór między myśleniem socjalistycznym a liberalnym. Polska osobliwość, narodowi konserwatyści przejęli tak wiele idei socjaldemokratycznych. Socjalizm narodowy jednak fatalnie się kojarzy. Lepiej teraz rozumiem, jak taka hybryda mogła się narodzić i jakie są źródła takiego myślenia. I też na czym polegało „odwrotne myślenie” w czasach stalinowskich. Wystarczy wziąć do ręki prawicowe pisma.

*

Z zupełnie innej beczki. To ważna beczka – Justyna Kowalczyk opowiedziała publicznie o swojej depresji. A ta choroba to plaga XXI w. Otwierałem tu kiedyś małą furteczkę, ona otworzyła bramę. To w Polsce problem setek tysięcy, jeśli nie milionów ludzi. Czasami nie rozumieją sami siebie, nie rozumieją ich bliscy. Bywa, że nie wiedzą, że depresja mija i że coraz skuteczniej się ją leczy. Żyją w piekle, jakby zatruci sami sobą. Media, jak to media, z jednej strony informują, z drugiej – robią sensację. Przy okazji lustruje się życie osobiste narciarki. Setki durnych komentarzy, ten cały kloaczny ogon w pełnej krasie.
Ważne, by wiedzieć, że samą siłą woli nic tu się nie zwojuje, może ona nawet obrócić się przeciwko wojownikowi. Tak pewnie było w przypadku znanej biegaczki.

Wydanie: 25/2014

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy