Niech orkiestra gra

Niech orkiestra gra

Pożytki ze zdarzenia społecznego często są niewidoczne, ujawnią się później, co nie znaczy, że zostaną dostrzeżone w przyszłości, także dlatego, że są rozciągnięte w czasie. Podobnie bywają utajone katastrofy.
Rozumiem naszą prawicę, która atakuje Orkiestrę. Sam wygląd Jurka Owsiaka oraz to, co i jak mówi, są okropnie nieprawicowe. Inaczej – nie zgadzam się z krytyką, która płynie z kręgu ludzi myślących podobnie jak ja. Są głosy, że akcja Owsiaka demoralizuje państwo, że to tylko pospolite ruszenie tam, gdzie potrzebna jest armia. Przy okazji można usłyszeć, że szczodrość bogatych zawsze jest podejrzana, a nawet obłudna.
Człowiek w ogóle ze swej natury jest podejrzany, a w Polsce jakoś szczególnie. Czy nie lepiej jednak szukać naszej jasnej strony niż ciemnej? I uznać, że nawet bogaty miewa sumienie, instrument, na którym można ładnie, a nawet pięknie zagrać.
Dzięki odkryciom psychologii każdy serdeczny gest da się tłumaczyć egoizmem. Tylko po co? Przy okazji słyszę krytykę, że rząd zamiast szpitalnych łóżek kupuje czołgi. A czy nie mamy słabej armii? Tak, w pobliżu nigdzie nie widać wojny. Wiemy jednak, jaką naiwnością był sąd, że w nowoczesnym świecie historia się skończyła.
A co do Orkiestry: skoro tak mało łączy Polaków, a tak wiele dzieli, budowanie w ten sposób wspólnoty nawet raz w roku jest zdrowsze i pożyteczniejsze niż choćby poprzez emocje piłkarskie. I są jednak konkretne, spore pieniądze.
Stopniały niezręczne słowa premiera Davida Camerona. Nie znika jednak ukryty dramat, jakim jest emigracja z Polski milionów ludzi. Tu słowa brytyjskiego szefa rządu mogłyby nawet być pożyteczne, gdyby chociaż część rodaków, którzy mieszkają i pracują na Wyspach, obraziła się na gospodarza i wróciła do ojczyzny. Nic takiego jednak się nie dzieje. Polska straciła, traci i będzie tracić więcej zdolnych ludzi, niż poległo na wszystkich naszych wojnach razem wziętych.
Skutecznie działa tu selekcja pozytywna. Emigrują z reguły młodzi, zdolni i przedsiębiorczy. Jeśli ktoś wraca, to na ogół ten, komu się nie udało. I kto nie ma dzieci. Dzieciom szybko wrasta w inną glebę korzeń nowego języka.
Już nie tylko młodzi emigrują z Polski. Pospolite ruszenie zaczyna nagle dotykać zdrowych, prężnych i starszych. To lęk przed polską emeryturą. Jak z niej wyżyć?
Emigracja na taką skalę to dla kraju ciężka choroba, nie śmiertelna, ale przewlekła i wycieńczająca. Objawy to np. mała innowacyjność, kurczenie się populacji. Gorzej, że nie ma u nas politycznego pomysłu, co z tym zrobić. Dystans między nami a Zachodem będziemy pewnie długo nadrabiać. Nie ma więc innej metody oprócz jednej, nie bez wad, ale stosowanej już gdzie indziej. Otworzyć się na imigrantów. W naszym przypadku nie tylko jednak tych ze Wschodu. Lubię i cenię Ukraińców, problem w tym, że bywają zbyt do nas podobni, również w swoich wadach.
Donald Tusk nadal się boi gwałtownych ruchów. Jeśli prawica dojdzie do władzy, będzie unikać mieszania prawdziwego Polaka z obcym. Jeszcze bardziej więc się skurczymy i zgłupiejemy.
Nasi emigranci często pracują poniżej kwalifikacji i talentu, podobnie jak Ukraińcy u nas. To pierwsze widzę na przykładzie ludzi, których znam. P. była młodą, zdolną polonistką – od lat w Paryżu jest listonoszką. I długo mógłbym tak wyliczać.
X. jest młodym chirurgiem ortopedą. Dlaczego chce wyjechać z Polski, on, taki zafascynowany ojczystą sztuką? Musiał wziąć kredyt, by kupić mieszkanie, raty będzie spłacać przez kilkadziesiąt lat. Robi na co dzień skomplikowane operacje, ratuje ludziom życie albo wyzwala ich od bólu nie do zniesienia. Mówi, że jego praca w szpitalu to tylko piękne hobby. Zarabia gdzie indziej, w firmach medycznych, pracując po 12 godzin dziennie. Doświadcza pięknych stresów, ale też brzydkich, gdy przedłużająca się operacja grozi tym, że się spóźni do innej pracy, już zarobkowej. Od lat ma wrażenie, że jest jakby w oddziale partyzanckim. Napór rzeczywistości, polskie „jakoś to będzie”. Myśli więc o wyemigrowaniu tam, gdzie za jego pracę dobrze zapłacą i nie będzie musiał pracować ponad siły. Inny lekarski i ludzki dramat: za często kładą mu na stół ludzi zaniedbanych z powodu braku odpowiedniej opieki zdrowotnej w Polsce. Na międzynarodowej konferencji pokazywał kolegom z Zachodu przypadki, które operuje. Byli zdumieni, że coś takiego, jakby z innej epoki, jest jeszcze w Europie. Za często więc naprawia to, co inni przez lata zepsuli.
Ten „partyzancki” wątek dotyczy również mnie. Sporo lat życia spędziłem w „opozycji”. Minęło ponad ćwierć wieku i znowu zaczynam się czuć jak partyzant, tylko sił mniej i łatwiej marznę. Las języka, w którym się ukrywam, wypalany jest przez internet, zdycha prasa papierowa. Nie umiem jednak emigrować z języka. I nie chcę. A młodym mówię: zamiast wyjeżdżać z Polski, zmieniajcie ją. Żeby jednak taki argument działał, musimy być wobec siebie mniej podejrzliwi i bardziej dla siebie życzliwi. Trudniej opuścić ojczyznę, nawet biedną, w której gra Orkiestra i którą się lubi.

Wydanie: 4/2014

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy