To, czego marszałek Karczewski umysłem nie ogarnia

To, czego marszałek Karczewski umysłem nie ogarnia

Senatorów do przyjęcia nowelizacji ustawy o IPN marszałek Karczewski zachęcał słowami: „Ta ustawa została napisana po to, abyśmy dbali o dobre imię Polski, o nasz polski interes, o dobre imię Polaków”. Jeśli została napisana w tym celu, to jej efekt jest i na lata będzie zupełnie przeciwny do założonego.

Ustawa zabrania, pod groźbą kary więzienia, „publicznego i wbrew faktom przypisywania Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialności lub współodpowiedzialności za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie”. Wynika z niej, że to przestępstwo można też popełnić nieumyślnie, wtedy nie pójdzie się do więzienia, tylko zapłaci grzywnę albo w ramach kary ograniczenia wolności wykonywać się będzie prace publiczne. Ustawę stosuje się „niezależnie od przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia tego przestępstwa, tak do obywatela polskiego, jak i cudzoziemca”. Niezależnie od odpowiedzialności karnej, za naruszenie dobrego imienia Polski lub Narodu Polskiego można ponieść odpowiedzialność cywilną z tytułu naruszenia dóbr osobistych. Powództwo może złożyć organizacja pozarządowa lub IPN.

Ustawa jest jednak wspaniałomyślna: nie popełnia przestępstwa, kto „publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie, jeśli dopuścił się tego czynu w ramach działalności artystycznej lub naukowej”.

Jak łatwo było przewidzieć, ustawa wywołała ostrą reakcję nie tylko Izraela, ale nawet Departamentu Stanu USA. Departament Stanu potraktował sprawę bardzo poważnie i stwierdził, że ustawa ogranicza wolność słowa, a nadto – i co najważniejsze – może wywołać skutki w zakresie „naszej zdolności do bycia efektywnymi partnerami”. Tematem ustawy i oceny udziału Polaków w realizowanym przez hitlerowców Holokauście zajęły się media na całym świecie. Teraz dopiero jako argumenty będą podnoszone w świecie przykłady udziału Polaków w mordowaniu Żydów w czasie II wojny światowej. Skutek będzie więc dokładnie odwrotny.

Zostawmy na razie na uboczu świat i jego reakcje. Zostawmy relacje polsko-żydowskie, budowane z trudem od lat, które teraz jednym głupim pociągnięciem psujemy. Rozważmy spokojnie, czego ustawa zabrania. Nie wolno (pod groźbą kary więzienia!) twierdzić, że Polacy uczestniczyli w realizowanym przez hitlerowców Holokauście. Czy wymordowanie Żydów w Jedwabnem było takim uczestnictwem, czy nie? Czy takich Jedwabnych, w mniejszej może skali, było więcej? A donoszenie do władz niemieckich na ukrywających się Żydów? A działania granatowej policji wyłapującej Żydów i oddającej ich w ręce gestapo? A mordowanie i rabowanie ukrywających się Żydów? A przypadki wymordowania przez oddziały partyzanckie Żydów ukrywających się w lesie? Wszystkie te wspomniane przeze mnie przypadki znane są z opracowań historycznych i literatury. Ilu Polaków w tym uczestniczyło? Margines? Jak szeroki? Ilu musiałoby uczestniczyć, by można mówić, że Polacy pomagali w Holokauście? Czy w świetle ustawy dyskusja o tym będzie jeszcze możliwa? A czy Żyd, dziś obywatel Izraela, niebędący w dodatku naukowcem ani artystą, może – bez narażenia się na ściganie przez prokuratora IPN – publikować swoje relacje o tym, jak jego rodziców zamordowali polscy chłopi, jeszcze zanim zdążyła przyjechać wezwana granatowa policja? Czy ma prawo powiedzieć, co o tym sądzi?

Poza dyskusją jest, że polskie państwo, w przeciwieństwie do wielu państw Europy Środkowej, a także reżimów kolaborujących z Niemcami w Europie Zachodniej (takich jak rząd Vichy we Francji) nie ponosi współodpowiedzialności za Holokaust. Poza dyskusją jest, że Polskie Państwo Podziemne organizowało na miarę możliwości pomoc Żydom, jak również to, że Polaków jest bodaj najwięcej w gronie Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Ale też smutną prawdą jest, że tysiące Polaków pomagało okupantowi w realizacji Holokaustu, a jeszcze więcej korzystało z tego materialnie, przejmując żydowskie mienie. To także część naszego dziedzictwa, z którą musimy jako naród się uporać. A jak mamy się uporać, gdy za krytyczne zdanie grozi odpowiedzialność karna albo pozew cywilny złożony przez organizację pozarządową, np. Młodzież Wszechpolską lub ONR?

Jak z tym dziedzictwem się uporać, gdy krytyczne zdanie na jego temat może – dzięki wspaniałomyślności ustawy – wygłosić jedynie naukowiec lub artysta? Dziennikarz czy ksiądz już nie. Przeciętny Kowalski również nie.

A jak będzie wyglądało egzekwowanie tego prawa wobec cudzoziemca, który w Nowym Jorku czy Tel Awiwie powie coś niemiłego o Polakach mordujących Żydów czy wydających ich w ręce Niemców na pewną śmierć? Będzie za nim wystawiany list gończy? Będziemy żądać ekstradycji?

Będziemy nieskuteczni i przez to śmieszni. Jako przykład podaje się, że w świecie od czasu do czasu ktoś powie o „polskich obozach śmierci”. Czasem mówi się tak, mając na myśli wyłącznie to, że obozy te geograficznie usytuowane były na ziemiach polskich, że dziś znajdują się na terytorium Polski. W tym sensie nazwy „polskie obozy” używano i w Polsce, bez żadnych złych intencji. Czasem ktoś tak mówi, bo nie zna historii. Czasem może rzeczywiście celowo, aby dokuczyć Polsce i Polakom lub umniejszyć winę Niemców. Tym pierwszym perswadujmy, że to niezręczne i może być rozumiane dwuznacznie. Tym drugim tłumaczmy, jak było naprawdę, tych trzecich gańmy i potępiajmy.

Nie próbujmy jednak ich wsadzać do więzienia, bo i tak się nie uda. Tymczasem ograniczamy w Polsce wolność słowa, utrudniamy uporanie się z własną przeszłością, utrudniamy normalizację stosunków z Żydami, narażamy się na śmieszność i pogardę demokratycznego świata.

Temu, że nie są w stanie tego zrozumieć minister Jaki („jaki minister, taka ustawa”) czy marszałek Karczewski, nawet się nie dziwię. Śledzę dokonania i wypowiedzi tych mężów od dwóch lat i mam wyrobione zdanie o ich możliwościach intelektualnych. Dziwią mnie reakcje ludzi z różnych środowisk, którzy są przekonani, że ustawa rzeczywiście chroni dobre imię Polski i Polaków, i nie mogą pojąć, czego świat (czytaj: „światowe żydostwo”) od nas chce.

PS Prośba do Redakcji. Bardzo proszę o opublikowanie tego tekstu, zanim ustawa wejdzie w życie. Na wszelki wypadek.

Wydanie: 6/2018

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy