Fajnie być Polakiem

Fajnie być Polakiem

Jak podaje Eurostat, Polska jest jednym z państw o najniższych zarobkach w Europie (według danych średnia pensja to u nas ok. 450 euro). Ta średnia statystyczna i tak jest zawyżona przez bogatą i bardzo nieliczną mniejszość społeczeństwa. Jeżeli posłużymy się innym wskaźnikiem statystycznym, np. medianą, która pokazuje najczęściej występujące w populacji wartości środkowe, to średnia dochodów w Polsce wynosi ok. 370 euro na rękę. Mniej od Polaków zarabiają tylko Bułgarzy i Rumuni – odpowiednio ok. 300 i 200 euro
miesięcznie. Ale premier Tusk na łamach „Polityki” (nr 27) cieszy się: „Chyba każdy już wie, że fajnie być Polakiem”.
Na uwagę zasługują systematycznie oddalające się od polskiego poziomu życia Czechy – tam średnia pensja wynosi już 650 euro. Pragmatyczni Czesi zawsze byli bliżej Europy Zachodniej niż Polacy. Zamiast debatować o przeszłości, Duchu Świętym czy dumie narodowej, sąsiedzi z południa wysyłali i wysyłają na światowe rynki czeską škodę. Również Węgrzy (ponad 500 euro) i Estończycy (ponad 550 euro) zarabiają więcej niż Polacy. Ale nie zapominajmy: „Chyba każdy już wie, że fajnie być Polakiem”.
Bardziej dramatycznie liczby te wyglądają, jeżeli popatrzymy z perspektywy ich siły nabywczej. W będącej bankrutem Grecji za przeciętną pensję obywatel może sobie kupić ok. 510 l benzyny. W tkwiącej w głębokim kryzysie Portugali miesięczna pensja pozwala na zakup 550 l paliwa, a w proszącej o pomoc dla swoich banków Hiszpanii za średnie dochody można kupić 1050 l benzyny. O Niemczech (1,4 tys. l paliwa) i Austrii (ponad 1,5 tys. l paliwa) za bardzo nie wypada w tym kontekście wspominać. Na polskiej „zielonej wyspie” średnia pensja wystarcza na ok. 330 l paliwa. Ale „chyba każdy już wie, że fajnie być Polakiem”.
Tworząca peryferie Europy Polska wbrew głosom różnych analityków nie ma realnych szans – przy obecnej polityce – na dogonienie poziomu państw Europy Zachodniej. Naiwnie brzmią obietnice, że może za 20-30 lat dorównamy krajom starej UE. Te głosy słychać od początku zmiany systemowej w Polsce. Już w latach 90. obiecywano, że w ciągu 10-15 lat dogonimy najbiedniejszą wśród państw zachodnioeuropejskich Portugalię. Minęło ponad 20 lat od początku transformacji systemowej, a Portugalczycy zmagający się z kryzysem zarabiają wciąż dwa razy więcej niż Polacy (ponad 900 euro miesięcznie). Szwecja, Dania, Niemcy, Austria czy Holandia ze średnimi pensjami netto ponad 2 tys. euro to dla większości Polaków nadal zupełnie inna planeta. Według Eurostatu polski PKB na głowę osiąga ok. 65% średniej UE. Jak dobrze pójdzie, to może za kilka lat dogonimy Grecję. Ale „chyba każdy już wie, że fajnie być Polakiem”.
W firmie Chung Hong Electronics, która ma zakład w podwrocławskich Biskupicach Podgórnych i jest dostawcą płyt głównych dla LG, wybuchł strajk. Pracownicy, którzy zarabiają ok. 1,1 tys. zł na rękę, domagali się podwyżek. Większość zatrudnionych przez koreański LG to osoby z całego Dolnego Śląska, które każdego dnia dojeżdżają po kilkadziesiąt kilometrów z Nowej Rudy, Świdnicy i Wałbrzycha – z miejsc, gdzie trudno znaleźć jakąkolwiek pracę. Kiedy premier Tusk czy Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia, mówią o rozwoju polskiej gospodarki i powstawaniu nowych miejsc pracy, udają, że nie wiedzą, iż w większości przypadków kryją się za tym umowy śmieciowe i niegodne współczesnej Europy warunki. Ale czym można przyciągnąć nowe inwestycje do Polski, jeśli nie tanią siłą roboczą? Rząd nie inwestuje ani w naukę, ani w badania naukowe. Woli dawać ulgi Kościołowi i wysyłać polskie wojska na misje okupacyjne. Jeżeli nie będziemy obozem taniej siły roboczej, już nikt nie będzie chciał inwestować w Polsce.
Dlatego nie pomogło wsparcie wrocławskiej lewicy dla strajkujących – 25 związkowców spośród aktywnie popierających strajk pracowników LG zostało dyscyplinarnie zwolnionych. W Polsce w zakładach pracy nie ma miejsca na dyskusję, postulaty ani demokrację. Ale za miesiąc, w kolejną rocznicę powstania „Solidarności”, usłyszymy slogany o wolności i demokracji, którą zdobyli polscy pracownicy. Jak to się ma do dzisiejszych warunków pracy i płacy? Ale premier do spółki z prezydentem znowu powiedzą: „Chyba każdy już wie, że fajnie być Polakiem”.
Młodzi ludzie w Polsce wiedzą, że czekają na nich śmieciowe umowy o pracę, dlatego wybierając się na studia, kierują się przede wszystkim perspektywą dużych zarobków. Własne zainteresowania i fascynacje już dawno porzucili. Naiwnie wierzą, że wbrew tendencjom na rynku pracy akurat im się uda. Dzięki cudownym działaniom min. Kudryckiej szkoły wyższe mogą tworzyć zupełnie nowe kierunki studiów. W ten sposób powstają takie dziwolągi jak „komunikacja wizerunkowa” na Uniwersytecie Wrocławskim. Młodzież z telewizji i z internetu wie, że w kapitalizmie trzeba umieć się sprzedać, należy zatem się znać na reklamie, public relations oraz na finansach i rachunkowości. Dlatego na te kierunki było w tym roku we Wrocławiu najwięcej chętnych. Młodzież ulega oficjalnej nowomowie, uczelnie zamieniają się w szkoły zawodowe, a samodzielne myślenie wypierają rankingi kierunków, które dają szansę na jakiekolwiek zatrudnienie. Ale każdy kretyn „chyba już wie, że fajnie być Polakiem”.

Wydanie: 29/2012

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy