Trzy polityczne lekcje z „Odysei” Christophera Nolana

Trzy polityczne lekcje z „Odysei” Christophera Nolana

Fot. materiały prasowe

Czyście już Państwo oglądali „Odyseję” Christophera Nolana? Słyszę, że w Warszawie w IMAX-ach (film kręcony specjalnymi kamerami pod format tych kin) do 1 sierpnia bilety były wykupione. To dzieło trzeba zobaczyć. Trzeba także pogodzić się z faktem, że podstawowe toposy naszej kultury będą docierały do szerokiej publiczności w ten właśnie sposób. Poziom wyrafinowania interpretacyjnego „Odysei” prezentowany przez prof. Ewę Miodońską-Brooks przechowuje się w nielicznych głowach absolwentów ujotowskiej polonistyki i teatrologii. Już nie wróci.

Film Nolana jest szeroko omawiany przez krytyków filmowych, blogerów, youtuberów, hosztaplerów i nie mam zamiaru wtrącać się do ich dyskusji. Interesują mnie głębia i doniosłość wiedzy politycznej zawarte w filmowym dziele. Powie ktoś, że z ekranu przemawia do nas po prostu mądrość polityczna Homera. To oczywiście prawda, ale nie znaczy to, że brytyjsko-amerykański reżyser nie mógł pójść łatwą drogą i pokazać Odyseusza jako sprytnego poszukiwacza przygód. Reżyser ma zasługę w przekazaniu nam politycznych lekcji Homera. Lekcji niezwykle istotnych w świetle społeczno-politycznych problemów współczesnego świata.

„Odyseja” jest filmem antywojennym i pokazuje autentyczną grozę wojny. Odziera ją z blichtru bohaterstwa i wzniosłości, jakim karmi się społeczeństwa w przededniu jej inicjowania. Homer, podobnie jak Tukidydes, doskonale wie, że wojna nikogo nie pozostawia na swoim miejscu, zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Jak pisał Bronisław Łagowski w eseju o Tukidydesie, „wojna okazuje się wielką pomyłką, zbrodniczym głupstwem, niedającym żadnych zaspokojeń, drogą zawsze prowadzącą donikąd. (…) Wojna zawodzi [człowieka – P.K.] zawsze i jest jego błędem absolutnym”.

Odys w filmie Nolana jest tego doskonałą egzemplifikacją. Niesie brzemię świadomości zniszczenia podstępem świetnego miasta i, co może jeszcze gorsze, świadomości podcięcia sił witalnych nomokratycznemu wymiarowi własnej kultury, wyrażającemu się w posłuszeństwie prawom boskim i ludzkim. To on i jego towarzysze stają się w końcu niesławnymi „ludźmi morza” – uosobieniem grozy i barbarzyństwa w oczach cywilizowanej ludności. Nie tylko dowcipnie, ale prawdziwie mówi Kirke do towarzyszy Odyseusza, przemieniając ich z powrotem ze świń w ludzi: „Wróćcie do swoich przebrań”. Ludzkie fizjonomie są jedynie kamuflażem dla nieszanujących zasad i prawa zdziczałych ludzi, którymi uczyniła ich wojna.

Antymilitarystyczne przesłanie filmu Nolana jest w kontekście współczesności tak istotne, że samo w sobie przesądzałoby o jego doniosłości. Ale istotnej wiedzy politycznej mamy w „Odysei” więcej. Film jest opowieścią o potędze determinizmu w świecie polityki. To szczególnie ważne dzisiaj, gdyż mainstreamowy przekaz płynący z kultury popularnej (nade wszystko, rzecz jasna, z kina amerykańskiego) jest ze swej istoty woluntarystyczny. Sprowadza się do banalnych twierdzeń, że człowiek jest panem siebie, kowalem swojego losu, wszystko może, o ile tylko dostatecznie mocno tego chce.

Homer, Tukidydes, ale także Nolan

Prof. dr hab. Piotr Kimla pracuje w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Polityki Zagranicznej Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2026, 33/2026

Kategorie: Opinie