Unia rzuca miliardy na stół

Unia rzuca miliardy na stół

Czy plan Merkel i Macrona zmieni Europę i świat?

Prof. Marek Belka – były premier, były minister finansów, były prezes Narodowego Banku Polskiego, poseł do Parlamentu Europejskiego

Komisja Europejska przedstawiła projekt nowego funduszu pomocowego dla państw Unii. To 750 mld euro! Gigantyczne pieniądze. Temu funduszowi odbudowy nadano już nazwę Next Generation EU. Tymczasem czytam w polskich mediach, że więcej będziemy musieli na ten fundusz wpłacić, niż dostaniemy.
– Jeżeli ktoś tak pisze, to nie rozumie, o co tu chodzi. Przede wszystkim 750 mld zaproponowane przez Komisję to nie jest składka krajów członkowskich, a tylko wtedy można byłoby mówić, że mielibyśmy „zapłacić”. Tu takiego niebezpieczeństwa nie ma.

Skąd więc Unia weźmie te pieniądze?
– Ma je pożyczyć na rynku na bardzo niski procent. A wiadomo, że uzyska bardzo dobre warunki, bo jest najbardziej wiarygodnym, znakomitym płatnikiem. Oczywiście te pożyczki będą gwarantowane przez kraje członkowskie, więc także przez Polskę. Tylko że gwarancja nie oznacza, że to jest do zapłacenia. Poza tym kto powiedział, że my będziemy gwarantować większe kwoty, niż otrzymamy?

Plan jest taki, że Unia te pożyczki będzie spłacać w latach 2028-2058, z kolejnych unijnych budżetów.
– Czyli to kwestia dość dalekiej przyszłości. I nacisku na Unię, skądinąd znakomitego, żeby stworzyła nowe, własne źródła pozyskiwania pieniędzy. Podatek cyfrowy, być może podatek od transakcji finansowych… Te podatki zapewniłyby Unii istotne wpływy, poza tym – są sprawiedliwe. A tak przy okazji – nasz rząd nie ma nic przeciwko temu.

Te 750 mld euro jest podzielone na dwie części. 500 mld to suma, która zostałaby rozdysponowana w formie grantów, a 250 mld – to byłyby nisko oprocentowane pożyczki.
– Nie dzielmy tego. Mówmy o 750 mld, bo pożyczki są czasami skuteczniejszymi instrumentami stymulującymi działania niż granty. Otóż te 750 mld euro nie będzie prostą kontynuacją dotychczasowych priorytetów, tylko to mają być pieniądze na nowe priorytety. Tam nie będzie dodatkowych pieniędzy na rolnictwo ani na typową infrastrukturę. To będą środki przede wszystkim na tzw. Zielony Ład. Cyfryzację gospodarki, nowe technologie, wspólną politykę zdrowotną… Przecież ten kryzys tak naprawdę pokazał, że Unia powinna być także unią zdrowotną! A nie jest, w żadnym wypadku nie jest.

Dlatego ponad 9 mld euro ma zasilić program medyczny EU4Health.
– Mówiąc krótko – to wszystko są pieniądze dla Unii Europejskiej nowej generacji, Next Generation EU. Problem w tym, czy nasz rząd będzie chciał poczynić odpowiednie deklaracje i przygotować plany inwestycyjne, które by tym nowym priorytetom odpowiadały. Powinien też być nacisk społeczny w Polsce, żeby sięgać po te pieniądze. Jeżeli będziemy tylko czekać, nic z tego nie wyjdzie. I wtedy rzeczywiście sytuacja może być taka, że nic z tego nie będziemy mieli.

Kiedy przegonimy Hiszpanów?

Nie wiadomo jeszcze, według jakich zasad fundusze będą rozdzielane, to będzie negocjowane. Ale już pojawiła się informacja, że Polska może otrzymać ponad 60 mld euro grantów i pożyczek.
– Dlatego uważam, że tutaj nie ma miejsca na wydziwianie, na jakieś fochy. Ten plan to niewątpliwie coś, co może Europę zdynamizować, a także – w skali świata – wzmocnić. I to w Parlamencie Europejskim się czuje. Tak np. w imieniu Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, czyli tej frakcji, do której należy Prawo i Sprawiedliwość, wypowiadał się były minister finansów Belgii, Johan Van Overtveldt. Zresztą współpracuje mi się z nim w różnych sprawach znakomicie. Muszę powiedzieć, że do tej frakcji to on pasuje jak pięść do nosa, m.in. jest zwolennikiem małżeństw jednopłciowych. Ale wracając do debaty – wypowiadał się w sposób bardzo roztropny, podnosząc kwestię, że to nie mogą być pieniądze wydawane tak po prostu, tylko muszą być przeznaczane na określone cele. Żeby ich nie zmarnować! Nie można więc sfinansować z nich np. zwiększenia dopłat dla rolników! Bo wiadomo, że to tylko utrwala złą strukturę własności rolnej. Dlatego nie ma co szukać podziałów politycznych, trzeba po prostu wykazać się, tutaj mówię o polskich władzach, wyobraźnią, spojrzeniem w przód. Naprawdę jest kolejna szansa, żebyśmy dołączyli do tej Europy pierwszej prędkości.

I przegonili Hiszpanów!
– Absolutnie! Jak najszybciej! Nawiasem mówiąc, to będzie dodatkowy problem dla nas. Mentalny. Że my, co wynika z danych, mimo wszystko przejdziemy ten kryzys łagodniej niż np. Hiszpania czy Włochy. A skoro mamy być solidarni, to czy te kraje nie powinny otrzymać więcej pomocy z funduszu odbudowy?

Kiedy mówi się Zielony Ład, u nas pojawiają się różne komentarze próbujące to ośmieszyć.
– Że ocieplenie klimatu to bzdury. Albo że nie mamy co w Europie się starać, bo Chińczycy nadal będą zatruwać, więc i tak tej planety nie uratujemy. Muszę powiedzieć, że te poglądy są bezsensowne. Szkoda czasu na polemizowanie z nimi. Proponowałbym zwrócić uwagę na dwa inne aspekty Zielonego Ładu, absolutnie realne. Po pierwsze, ten program to chęć narzucenia Europie nowej rewolucji technologicznej. Na to idą przecież te pieniądze. Po drugie, to prowadzi do uniezależnienia Europy, w bardzo dużym stopniu, od dostawców ropy i gazu. Wyobraża pan sobie, że bylibyśmy jako Europa niemal niezależni od dostaw ropy i gazu? Jaka byłaby wtedy pozycja np. Rosji? Jak radykalnie zmieniłaby się sytuacja na Bliskim Wschodzie? Ha! Stany Zjednoczone też miałyby problem. Czy to nie jest dla Europy atrakcyjna perspektywa?

Lobby antywiatrakowe i lobby górnicze zaraz się ujawnią.
– Lobby górnicze chyba jeszcze nigdy nie było tak słabe jak dzisiaj. Nie umiemy węgla wydobyć tanio. A w końcu za najbardziej nacjonalistycznych rządów w historii Polski bijemy rekordy w imporcie węgla, i to z Rosji. Gorzej – z Donbasu! Czy można sobie wyobrazić sytuację jeszcze bardziej kompromitującą?

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 23/2020, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 23/2020

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. Radoslaw
    Radoslaw 7 czerwca, 2020, 12:55

    Właśnie przeczytałem, że zaczyna się realizacja „Narodowego Programu Poszukiwania Wraku Polskiego Okrętu Podwodnego ORP Orzeł”.
    Nie „Narodowego Programu Biotechnologii”, nie „Narodowego Programu Budowy Przemysłu Elektromaszynowego” (albo nanotechnologicznego, albo aparatury medycznej, albo czegokolwiek równie ważnego dla przyszłości kraju). A może po prostu programu ZBUDOWANIA okrętu podwodnego? Ale nie – naród polski swoją energię i pieniądze postanowił przeznaczyć na odnalezienie stalowego truchła, pokrytego mułem i wodorostami. A jak już się je odnajdzie, to się wdroży Narodowy Program Wydobycia Truchła, który będzie realizowany przez kolejne 10 lat, ku uciesze licznego grona dobrze opłacanych „programistów”.
    A dlaczego tak jest? A dlatego, że przez 30 lat tzw. „wolnej Polski” wytrzebiono całkowicie wykształcone w czasach Polski Ludowej grono specjalistów – ekonomistów, inżynierów itd. – zdolnych merytorycznie i mentalnie do realizacji konkretnych, przydatnych działań, myślących na pokolenia naprzód, pasjonatów swojej pracy. Kto ich zastąpił ? Oto fragment komentarza autorstwa Wiesława Żółtkowskiego p.t.”Balon się nadyma” (źródło: Facebook/Przegląd Socjalistyczny):

    „Warto też zauważyć, że wiceministrami i pełnomocnikami w ministerstwach gospodarczych są młodzi ludzie, absolwenci historii,politologii, prawa, czy etnografii, bez doświadczenia w zarządzaniu korporacjami. Ciągle występują w programach informacyjnych, ale mówią tam głównie o wyborach, LGBT, przepychankach politycznych. Nie można znaleźć informacji o ich dokonaniach gospodarczych, czy choćby opracowaniach teoretycznych z zakresu techniki i ekonomii. To wszystko nie spotyka się z właściwą krytyką opozycji, bo tam niestety też są podobni specjaliści i boją się formułować bardziej jednoznaczne oceny, jak na to zasługują te hucpiarskie pomysły.”

    W Polskę można wpompować dowolne ilości środków z UE, a i tak zostaną one albo mistrzowsko zmarnotrawione, albo wpompowane do prywatnych kieszeni za pośrednictwem rozmaitych programów rozdymania narodowego pęcherza. 30 lat destrukcji systemu edukacji pod hasłem „kształtowania przedsiębiorczości i kreatywności” zaowocowało jedynie wygenerowaniem pokolenia przedsiębiorczo i kreatywnie wyłudzającego środki z UE albo zadłużającego kraj w bankach (oczywiście zagranicznych). A na samym końcu przedsiębiorczo wykreują sążnisty raport, gdzie przy dużej ilości mętnej wody uzasadnią, jak im się udało wydać wszystkie pieniądze, bez najmniejszego efektu naukowego czy gospodarczego.Tylko że w UE nie pracują idioci i nikt Polsce żadnych znaczących pieniędzy już nie przyzna. Poza tym – kelnerów nie zaprasza się do biesiadowania, szczególnie, kiedy przy stole toczą się poważne rozmowy.
    Tak oto naród, który w heroicznym wysiłku odbudował kiedyś, bez żadnej pomocy z zewnątrz, najbardziej zniszczony po II w.św. kraj Europy, dokonał największego postępu cywilizacyjnego w swojej historii – po 1989 roku stał się narodem żyjącym mitomania, a całą swoją przyszłość bazuje na tym, co wyżebrze z UE, pożyczy w zagranicznym banku, albo co przywłaszczył sobie po Polsce Ludowej. Tak właśnie – przywłaszczył, korzysta z tamtego dorobku, jednocześnie bezczelnie negując wkład jego twórców i jeszcze ich szkalując.
    To na jaką przyszłość zasluguje taki naród?

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. zgryźliwy
    zgryźliwy 8 czerwca, 2020, 13:32

    Ta wypowiedź jest tak bulwersująca, że „Przegląd” poleciał do kąta na kilka dni, żeby ochłonąć nad tym, jak bezkrytycznie można odrzucać dyskusję o OZE. Przejście z własnego węgla na amerykański gaz ( w przypadku Polski ) i rosyjski gaz ( w przypadku całych Niemiec ) nie jest uniezależnieniem się. No po prostu nie jest. Będziemy czekali na statki z amerykańskim gazem tak, jak kiedyś na statki z cytrusami na święta. Bulwersująca jest wypowiedź, że „nie warto z nimi ( sceptykami ) polemizować”. No drogi „Przeglądzie”, to po co krytykujecie tych, którzy arbitralnie wiedzą lepiej i odrzucają każdą dyskusję ? To właśnie brak rzeczowej krytyki spycha oponentów do roli sceptyków na forach internetowych, skoro zdawało się poważni ludzie z definicji uważają, że nie warto polemizować… Uważacie, że żadna krytyka OZE jest niedopuszczalna ? A mi wydawało się, że każdą złotówkę dotacji należy trzy razy w ręku obrócić przed wydaniem, żeby społecznych środków jednak nie marnować. Brak fachowej krytyki źródeł odnawialnych szkodzi samemu rozwojowi OZE, bo skoro dotacje są na wszystko, to można rozwijać dowolnie głupi pomysł.
    Źródła odnawialne mają szereg błędów założycielskich, których nie da się poprawić żadnymi grantami na badania. Wsp. wykorzystania mocy zainstalowanej dla wiatraków śródlądowych wynosi zaledwie 0,27, dla wiatraków morskich 0,45, a dla fotowoltaiki zaledwie 0,15. Przez pół roku jest noc, a najwięcej prądu potrzebujemy zimą, gdy Słońca praktycznie nie ma. To są fatalne parametry biznesowe. Każdego bezwietrznego wieczora całe OZE znika do zera, choćbyśmy go nastawiali kilkaset procent mocy zainstalowanej. Dlatego musimy utrzymywać komplet elektrowni sterowalnych, które bez OZE sobie znakomicie poradzą, a OZE bez dotychczasowych elektrowni – nigdy. 25 GW elektrowni gazowych po 3,9 mln zł/MW to jest 97,5 mld zł, ale przecież jeszcze miałoby powstać kilkadziesiąt GW elektrowni wiatrowych i słonecznych, więc 400 mld zł na zielone marzenie w samej Polsce to mało. A tak trzeba liczyć, bo zielonym zawsze będzie mało, zrobimy udział 50 %, „to zażądają 200 %”. Dyskusja o ociepleniu klimatu ma charakter religijny, stąd „ze sceptykami nie warto polemizować”. Jednak kubeł zimnej wody na głowy apologetów zielonej rewolucji naprawdę by się przydał. Zapewniam wszystkich zielonych, że żadna budowa wiatraka na Pomorzu, ani nawet powieszenie panelu foto na Urzędzie Gminnym Koziej Wólki nie doprowadzi do wymiany nawet jednego pieca kopciucha w tejże Koziej Wólce. Nawet po likwidacji wszystkich zawodowych elektrowni węglowych ( akurat tych najczystszych obiektów ) cała Polska będzie oddychała smrodem indywidualnie spalanego węgla w 3 mln pieców, węgla spalanego z najgorszą sprawnością w centrach ludzkich siedlisk i z kominami w odległości 10 kroków od sąsiada. Tak będzie, bo program buduj wiatraki dużo i głupio to nie to samo, co „tani gaz dla ogrzewnictwa”, albo „przymusowe uciepłownienie”. Program budowy wiatraków niskich i nisko sprawnych w każdej bezwietrznej gminie, w której wójt chciał na tym zarobić był skazany na porażkę od początku, dlatego, że „nie warto dyskutować”. Zbudowaliśmy 6 GW nisko sprawnych wiatraków i dalej smogiem oddychamy, bo budowa wiatraka, to nie masowa modernizacja ogrzewania. Było o czym dyskutować, ale religijny charakter dogmatu i zakaz krytyki OZE tego nie umożliwił. Po spadku cen zielonych certyfikatów z 300 do 30 PLN/MWh wiatraki splajtowały, bez dotacji nie da rady. Dopiero wtedy na zawodowym forum autor przeczytał wypowiedź: „to w takim razie będzie musieli zacząć konstruować takie wiatraki, które by się opłacały” ! Pan prof. Belka, zanim stał się obrońcą neoliberałów podobno był ekonomistą, to może zrozumie: chęć budowy i utrzymania jednocześnie trzech systemów
    ( wiatr, foto i elektrownie sterowalne ) oznacza konieczność utrzymywania 300 % mocy produkcyjnych przy popycie 100 %. Owszem, zejdzie 2/3 kosztów paliwa, ale tu decydują koszty stałe – nie może być prawidłowo funkcjonującego biznesu, który utrzymuje 300 % mocy z obiorem 1/3. Wszystkie te źródła będą dotowane, powstaje chora gospodarka, słusznie wyzywana przez sceptyków euro komuną. Przykład Niemiec, Dani i Hiszpanii jasno dowodzi, że gospodarka z dużym udziałem OZE oznacza dwukrotną podwyżkę cen prądu. Może i sama energia el. na fakturze i po cenach hurtowych wygląda tanio, ale odbiorca końcowy płaci wszystkie pozycje na fakturze, także i te dodatkowe, z tytułu dotowania OZE. Pomimo zerowych kosztów paliwa OZE oznacza dwukrotną podwyżkę cen prądu z powodu wszystkich innych podatków i obciążeń, jakie się tu pojawią. A po co nam Sejm, Senat, Konstytucja i cała ta demokracja, skoro wysokość najwyższego podatku gospodarczego, tj. opłaty ETS CO2 jest ustalana arbitralnie w Brukseli ? To tak ma być, żeby podatek podniesiono z 5 do 25 EU/t CO2 latem 2019 w wyniku ustalenia nowej puli i spekulacji giełdowych ? Tak to ma być Panie profesorze ? Żaden rząd nie mógłby racjonalnie w takich warunkach rządzić, to ma być nasze uniezależnienie się ? A nie powinno być przypadkiem wieloletniej ścieżki cenowej po długich negocjacjach w Parlamencie i długiej kłótni polityków o każdą złotówkę ? Jest o czym polemizować ? Na polecenie zachodu Polska przeżyła traumę likwidacji 1650 zakładów pracy, i jak to liberałowie piszą „wprawdzie wystąpiły społeczne koszty transformacji, ale kraj poszedł do przodu”, ale te społeczne koszty to przecież trauma na kilka pokoleń. Teraz zachód po raz drugi każe nam zlikwidować gospodarkę: zbudujcie sobie nową, znacznie mniej efektywną, damy wam nawet parę ochłapów, żebyście tym razem na te koszty transformacji nie narzekali, a ludzie „lewicy” nie widzą w tym problemu ? A w ogóle dlaczegóżby walka z ociepleniem klimatu miałaby być wyróżnikiem lewicowości ? Jesteście pewni, że to akurat martwi najbardziej ludzi o poglądach lewicowych ? A może lepiej by było po staremu, żeby lewica zajęła się walką z przebrzydłymi kapitalistami i wyzyskiwaczami, niźli ratowaniem piwnic Nowego Yorku przed podniesieniem się poziomu mórz o sławetne 2 m ? Polskiej lewicy życzę, aby wysiadła z zielonego tramwaju na przystanku pragmatyzm, to od razu zdobędzie więcej, niż 3 % głosów.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy