W supermarkecie sztuki

W supermarkecie sztuki

W pogoni za oryginalnością współcześni artyści sięgają po świeże marchewki i skręcone druty

Reportaże z życia codziennego, relacje z podróży, malowane ilustracje do gazet, plakaty informacyjne i reklamy. Prace ze skręconego drutu, litografie, obrazy olejne, akrylowe, wykonane pastą woskową i temperą. Różnorodna stylistyka i środki wyrazu. Tak można najkrócej określić wystawę „Supermarket Sztuki – Wybór należy do Ciebie”, na której można obejrzeć prace 19 artystów debiutujących w latach 90. XX wieku.
– To artysta tworzy sens dzieła bez oglądania się na autorytet, ponieważ pozycja autorytetu została mocno osłabiona. W podobnej sytuacji jest odbiorca. W świecie wolności i tolerancji istnieje bogactwo form sztuki i sensów, które mają „taką samą wartość”. Nieufność wobec narzuconego sposobu myślenia stawia zarówno twórcę, jak i odbiorcę w sytuacji podejmowania decyzji – twierdzi Agnieszka Żechowska, kurator wystawy.
Młodzi ludzie, którzy przychodzą na wernisaż, rozglądają się dokoła nieco zakłopotani. Przyciąga wzrok magnetyzujący obraz „Krótki sen” Ireneusza Kojły. – Ale jak takie trzymetrowe dzieło zmieścić w domu na ścianie? – pytają studenci ze szkoły aktorskiej.
Spora grupka przygląda się instalacji „Marchewki” Grzegorza Niemyjskiego. Podłogę całej sali zajmują stojące marchewki, całe i pokrojone, proste i powykręcane. Na stolikach świeże pęczki z nacią. Ktoś się głośno zastanawia, czy te same warzywa będą do końca wystawy, czy może trzeba je zmieniać, bo przecież zwiędną. – Jaki sens ma ta marchewka – dziwi się pani w średnim wieku – może jest moda na warzywa, bo niedawno jakaś artystka obierała w galerii ziemniaki?
Uwagę zwiedzających przyciągają olejne „Portrety trumienne” Marka Sobczaka. Wpisane w czerwony ośmiokąt, kojarzący się ze znakiem „Stop”, wyglądają złowieszczo.
„Mechaniczna panna młoda” z drutu (Piotr Śledziewski) kojarzy się im z neonem dyskotekowym, płótno „New vision” (Joanna Korecka) z plakatem reklamowym. Dziewczyny patrzące na obrazy „Martwa natura” (Mariusz Dąbrowski), przedstawiające przedmioty użytku codziennego (filiżanka, łyżka w dwóch kolorach), mówią, że taki „obrazek” wolałyby mieć na podkładce na stół albo na ręczniku, nie na ścianie.
– Nie wiem, co większość artystów chciała przez te prace powiedzieć – komentuje znajomy grafik – ale udało im się znaleźć klimat naszych czasów.


Wystawa czynna jest w Galerii DAP w Warszawie przy ul. Mazowieckiej od 11 do 28 lipca.

Wydanie: 28/2001

Kategorie: Kultura
Tagi: Ewa Wituska

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy