Waszczykowski strzela z kapiszona

Waszczykowski strzela z kapiszona

Można się nadymać, grozić, a potem przychodzi moment próby i… nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać.

W ostatnich tygodniach minister Waszczykowski prowadził wielki bój z ukraińskim IPN, robiąc z tej wojny najważniejszy element dwustronnych stosunków. Chodziło o to, że ukraińscy urzędnicy wstrzymali polskie prace poszukiwawcze i ekshumacyjne na Wołyniu, a także budowy upamiętnień ofiar ludobójstwa UPA. Oficjalnie był to rewanż za rozebranie (nielegalnego) pomnika UPA na cmentarzu w Hruszowicach na Podkarpaciu.

Chcąc zmusić Ukraińców do ustąpienia w tych sprawach, Waszczykowski wytoczył najcięższe działa. To znaczy ogłosił, że osoby odpowiedzialne za „antypolskie działania” nie będą wpuszczane do naszego kraju, zostaną wpisane na polską czarną listę i na czarną listę systemu informacyjnego Schengen (SIS). Z zasady na te listy wpisuje się nazwiska osób, które naruszyły prawo w jakimś państwie strefy Schengen lub są uznawane za stanowiące zagrożenie dla bezpieczeństwa, czyli podejrzewane o działalność przestępczą lub terroryzm.

Szef MSZ sprawiał wrażenie osoby bardzo zadowolonej ze swoich decyzji. Mówił, że i tak na czarnej liście umieścił zbyt mało urzędników, że jest krótka i że to przejaw jego dobrej woli.

W tym samym czasie ministrowie prezydentów Dudy i Poroszenki, ewidentnie zaniepokojonych awanturą, spotkali się w Krakowie, gdzie ustalili, że ekshumacje będą się odbywać, a czarna lista zostanie zawieszona. Pożar ugaszono?

Niestety, nie znamy dalszego ciągu tych ustaleń, bo już po spotkaniu mieliśmy pierwszą ofiarę „listy Waszczykowskiego”. Był nią Światosław Szeremeta, sekretarz ukraińskiej komisji międzyresortowej ds. upamiętnień (właśnie ta komisja zatrzymała polskie ekshumacje), który 17 listopada został cofnięty na przejściu w Medyce.

Rząd, MSZ i MSW dały prezydentowi prztyczka w nos.

Nie minęły dwa tygodnie, a ten sam Szeremeta upublicznił swoje zdjęcie z berlińskiego lotniska Schönefeld, gdzie bez problemu przeszedł przez kontrolę paszportową. „Ambasada Niemiec (na Ukrainie) wydała mi wizę, która obowiązuje na terenie Niemiec – napisał, szyderczo dodając: – Pozdrowienia dla Waszczykowskiego”.

Tak oto groźby i zapowiedzi szefa MSZ okazały się strzałami z kapiszona.

Niemcy nie przejęli się polskimi wpisami na czarną listę, wydali Szeremecie wizę i wpuścili go na swoje terytorium. Uznali, że im nie zagraża. I że polskie wpisy nazwisk ukraińskich urzędników na listę Schengen są bezpodstawne.

Innymi słowy, zlekceważyli Polskę koncertowo. Tym razem więc prztyczka w nos otrzymał Waszczykowski.

A to nie koniec. Wyobraźmy sobie Szeremetę, który postanowił wrócić do Lwowa drogą lądową. Do Polski może wjechać bez kłopotów, bo na granicy polsko-niemieckiej nie ma żadnej kontroli. Jest na granicy polsko-ukraińskiej. I co wówczas może zrobić polska Straż Graniczna, gdy pokaże jej swój paszport? Co najwyżej wydalić go z Polski na Ukrainę.

Straszna to kara.

Dla Polaków. Że mają tak niezbornego szefa MSZ.

Wydanie: 50/2017

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy