Więcej światła!

To wydarzenie zostało przez wielu zbagatelizowane, a zupełnie niesłusznie. Otóż poseł Palikot domagał się w ubiegłym tygodniu raportu o stanie zdrowia prezydenta. I usłyszał w odpowiedzi, że prezydent raportu nie ujawni, bo – jak powiedział jego minister Michał Kamiński – „każdego polityka można rozegrać, jeżeli chodzi o stan jego zdrowia”. Więc „żeby nie dać się rozegrać”, Kancelaria Prezydenta raport o zdrowiu głowy państwa będzie trzymała w tajemnicy.
Jak wiele ten epizod mówi nam o dzisiejszej Polsce i o prezydencie Kaczyńskim!
Nie widzę niczego niestosownego w tym, że opinia publiczna ma prawo znać stan zdrowia najważniejszych osób w państwie. To standard. To, czy prezydent lub premier cierpią na jakieś przeszkadzające im w pracy choroby, jest naprawdę ważniejsze od stanu ich konta czy też zawartości ich IPN-owskich teczek. Jeżeli więc teczki SB i oświadczenia majątkowe najważniejszych osób w państwie są jawne, dlaczego ich stan zdrowia ma być tajemnicą?
Tym bardziej że odpowiedź ministra Kamińskiego zamiast uspokajać, budzi niepokój. Logika podpowiada przecież, że gdyby Kaczyński był w pełni zdrowy, to zawiesiłby stosowny komunikat w internecie i byłoby po krzyku. Ale tego nie robi, bo nie chce „dać się rozegrać”. Zapytajmy więc wprost: na co choruje prezydent Kaczyński? Co mu dolega? Czy to coś poważnego, czy wręcz przeciwnie, po prostu prezydenccy urzędnicy budują atmosferę oblężonej twierdzy?
Na te pytania musi paść odpowiedź. Opinia publiczna musi ją poznać, a nie żywić się plotkami. Choćby po to – tu sięgam do języka fanów IPN-owskich teczek – by nikt niepowołany, kto dostałby raport w swoje ręce, nie zaczął szantażować prezydenta. Argument to z kosmosu? Być może, ale tak samo argumentują fani lustracji.
Natomiast bardziej poważnie brzmią inne racje. Po pierwsze, naprawdę ważne jest, czy rządzi nami polityk zdrowy, czy chory. Po drugie, ta wiedza to element konstrukcji państwa. A konstrukcją najbardziej pożądaną jest państwo, w którym jak najwięcej jest rzeczy jawnych, w którym politycy jak najmniej chowają przed nami swoich tajemnic.
W tym świetle wypowiedź ministra Kamińskiego to jak okrzyk troglodyty, człowieka z innej epoki. Przeciętnego Polaka mało obchodzi, czy jeden lub drugi polityk będzie „rozgrywany”. Za to przeciętny Polak sam nie chce być „rozgrywany” przez cwanych, trzymających istotne sprawy w tajemnicy, polityków. Dozujących nam dostęp do prawdy. Na zasadzie: to możecie wiedzieć, tego nie, a tego – kawałek. Zła władza otacza się tajemnicami. Dobra – ma ich niewiele.
O jawność w życiu publicznym warto się bić. Polacy powinni wiedzieć, ile zarabia się w państwowych firmach, powinni wiedzieć, kto ile zarabia w mediach publicznych. Po prostu, dzięki temu trudniej byłoby politykom wciskać swoich krewnych do państwowych firm, a i PiS-owscy propagandyści, kasujący dziesiątki tysięcy złotych w mediach publicznych, może byliby mniej bezczelni, gdybyśmy wiedzieli, ile biorą za swoje usługi.
Jawność i przejrzystość – warto dodać – to najlepsze lekarstwo na korupcję. To także domena rozwiniętych demokracji, a zwłaszcza państw skandynawskich, gdzie w internecie możemy dowiedzieć się o zarobkach swojego sąsiada. Zdaje się, Skandynawia to jeden z wzorów naszej lewicy. Panowie posłowie – na co czekacie?

Wydanie: 33/2008

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy