Wirtualny kalifat

Wirtualny kalifat

Jak to możliwe?

– Działają szybko, nietransparentnie i anonimowo. Anarchia i nieprzejrzystość nowych mediów jest wielką zaletą dla młodych hakerów ISIS, gwarantującą im poczucie bezpieczeństwa. I rzeczywiście – zachodnie służby po prostu za nimi nie nadążają, nie są w stanie przefiltrować tak wielkiej ilości informacji w tylu różnych językach. Cyfrowi żołnierze ISIS porozumiewają się zresztą za pomocą zakodowanych wiadomości, co dodatkowo utrudnia pracę służbom. Ostatnio nawet szef FBI przyznał, że nie jest w stanie okiełznać ruchów terrorystów w sieci. Wyposażoną w najlepsze środki agencję rządową stać jedynie na reakcję, a nie na prewencję. W internecie islamiści są zawsze o jeden krok do przodu, wyrosła z tego istotna strategia.

O jakiej strategii pan mówi?

– Kiedy z ekranów i głośników płynęły pierwsze informacje o wydarzeniach w Monachium, nie wiedzieliśmy jeszcze, że Ali Sonboly działał z rasistowskich pobudek. Kilka dni po Nicei natychmiast byliśmy przekonani, że to islamiści. Początkowo mówiono nawet o kilku sprawcach krzyczących „Allahu akbar”. Wydawałoby się, że była to tylko zwykła dezinformacja, spowodowana chaotycznym splotem wydarzeń. Ale nie do końca, po prostu reagujemy już panicznie. Europa pogrążona w panice – to strategia i główny cel przyświecający wirtualnym terrorystom ISIS. Prezydent Francji, przewrażliwiony François Hollande, teraz już każdy wybuch i wypadek na ulicy traktuje jak atak dżihadystów, twierdząc, że nasz kontynent jest pogrążony w wojnie.

Joachim Gauck użył podobnego określenia. Może coś tu jest na rzeczy?

– Mimo ostatnich wydarzeń nie użyłbym tak mocnego określenia. Państwo Islamskie posługuje się bliźniaczo podobną retoryką, dlatego wypowiedzenie „wojny” dżihadystom przez zachodnich przywódców byłoby dla al-Baghdadiego zaszczytem i dowartościowaniem jego poczynań. Oni dokładnie tego chcą. Wojna ma swoje prawa, zna wygranych i przegranych, ma początek i koniec. W tym przypadku nie dostrzegam ani jednego, ani drugiego. To przede wszystkim walka z terroryzmem, która będzie jeszcze długo trwała, przy czym – tak jak mówiłem – wojskowe interwencje nie wystarczą. Będą niezbędne, ale powinny być uzupełnione zabiegami dyplomatycznymi oraz szerszą debatą o problemach społecznych w naszych krajach. Młodzież radykalizuje się bowiem najpierw u nas. Nie możemy popełniać tych samych błędów, jak w 2001 r., kiedy Bush uruchomił wojnę z terroryzmem, która doprowadziła do dzisiejszej sytuacji. Bin Laden nie żyje, a Afganistan nadal jest niestabilnym państwem generującym islamskie bezprawie.

Mówi pan o zabiegach dyplomatycznych. Jak to miałoby wyglądać w przypadku Państwa Islamskiego?

– Nie mówię oczywiście o konsultacjach z przywódcami ISIS, to zwyczajni terroryści. Ale polityczne rozwiązania w tym regionie są możliwe, o czym świadczy choćby porozumienie między zwaśnionymi ze sobą Iranem i Arabią Saudyjską. Nie zapomnijmy, że niektóre irańskie organizacje walczące z ISIS, które są zdominowane przez szyitów, stosują dokładnie te same brutalne metody, tyle że opatrzone odwrotnymi znakami wartości. Gnębią niewinnych sunnitów, którzy często z dżihadem nie mają nic wspólnego, i wpędzają ich w ramiona dżihadystów. Obawiam się jednak, że same bomby i żołnierze nie zatrzymają terroryzmu, przeciwnie – prędzej czy później doprowadzą do dalszej destabilizacji regionu.

Zamachy w Nicei i Rouen przekraczają granice wyobraźni. Zabójstwo księdza było nie tylko bezpośrednim atakiem na chrześcijaństwo, lecz także budzącym grozę dowodem nowej jakości terroryzmu. Trudno nie odnieść wrażenia, że każdy kolejny atak jest bardziej bestialski. Co nas jeszcze czeka?

– Głównym celem terrorystów pozostaje zakłócenie naszego normalnego życia i ten cel został po części osiągnięty. Po ostatnich wydarzeniach we Francji i w Niemczech lęki Europejczyków są potencjalnie większe i wraz z rosnącą siłą ISIS w sieci trzeba się spodziewać kolejnych zatrważających ataków. Mam jednak dobrą wiadomość: w ostatnim stuleciu żadna organizacja terrorystyczna nie wygrała w Europie wojny, którą sama rozpętała. Ani włoscy faszyści, ani terroryści Frakcji Czerwonej Armii nie mogli odnieść zwycięstwa. Jestem przekonany, że także Państwo Islamskie zapisze się w historii porażką. Żeby sobie jednak z tym poradzić, musimy nieugięcie ubiegać się o nasze wartości, opierając się na państwie prawa. Konieczna jest intensywniejsza obserwacja tzw. stowarzyszeń kulturalnych w Europie, w rzeczywistości propagujących nie tyle kulturę, ile przemoc, będąc zakamuflowanymi wylęgarniami terrorystów. Zważywszy, że np. zamożna Arabia Saudyjska nie wspiera uchodźców, za to szczodrze finansuje meczety w Niemczech i we Francji, to coś jest nie tak.

Strony: 1 2

Wydanie: 33/2016

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy