Podzielona lewica umacnia PiS

Podzielona lewica umacnia PiS

Gdy w powyborczą noc słyszałem głosy młodych lewicowców, że w Polsce skończył się postkomunizm, pomyślałem: Polsce grozi nie postkomunizm, lecz skrajny nacjonalizm

Dr Gavin Rae – socjolog z Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, autor książek o polskiej transformacji: „Poland’s Return to Capitalism: From the Socialist Bloc to the European Union” i „Privatising Capital: The Commodification of Poland’s Welfare State”, obywatel Wielkiej Brytanii, a od niedawna także Polski.

„Hollande – prezydent wojny” to tytuł z portalu „Süddeutsche Zeitung”. Telewizje pokazały francuską bombę, która ma spaść na Syrię, opatrzoną napisem „From Paris with Love” („Pozdrowienia z Paryża”). Socjaliści idą na wojnę?
– To nic nowego. Spora część europejskiej socjaldemokracji od lat jest zaangażowana po stronie wojny. Premier mojego kraju, Tony Blair, w 2003 r. bez wahania przyłączył się do Amerykanów i uderzył na Irak. Podobnie było w Polsce – przewodniczący SLD Leszek Miller poparł wysłanie wojsk do Iraku.

Stan wyjątkowy

Wówczas przez Warszawę przeszły wielotysięczne manifestacje antywojenne.
– Nie przesadzajmy. Największa liczyła 10 tys. osób. W Londynie przeciwko udziałowi w wojnie manifestowało wtedy milion ludzi, w Madrycie i Rzymie – setki tysięcy.
W Polsce 10 tys. to – jak na lewicową manifestację – bardzo dużo. Kilka dni temu zapytałem lewicowego aktywistę, ile osób działa teraz w ruchu antywojennym. Odparł całkiem serio: „Trzy”.
– (Śmiech) Sądzę, że jest ich trochę więcej, zresztą przekonamy się w lipcu, gdy na Stadionie Narodowym w Warszawie będzie się odbywał szczyt NATO.
Protestowanie przeciwko NATO w Polsce może być odebrane jako działalność antypaństwowa i antypatriotyczna.
– Czy patriotyczne było manifestowanie na Majdanie obok flag UPA? Wiem, że polska lewica musi pokazać lewicy zachodniej, iż NATO nie jest tylko symbolem agresji, reliktem zimnej wojny; musi wytłumaczyć kontekst historyczny, polityczny i położenie geograficzne Polski między Wschodem i Zachodem, zwrócić uwagę na agresywną politykę Putina. To jednak nie powód, by się zgadzać na program militaryzacji kraju, rozmieszczenie stałych baz NATO. Czy Polska ma być głównym poligonem NATO, linią frontu i terenem przyszłej wojny? Rozumiem milczenie lewicy – także partii Razem i Krytyki Politycznej – w tej sprawie. Wynika ono z obawy przed posądzeniem o zdradę, wysługiwanie się Moskwie i Putinowi. Podobnie rzecz się ma z jej stosunkiem do obecnego rządu Ukrainy, w którym są oligarchowie i przedstawiciele skrajnej prawicy, ale polska lewica poszła w poparciu dla niego za daleko. Potrafiła protestować, gdy płonęła tęcza na pl. Zbawiciela, ale nie wtedy, gdy w Odessie płonęli ludzie zablokowani przez nacjonalistów w siedzibie związków zawodowych. Przecież można było powiedzieć: nie jesteśmy po stronie Putina, jednak nie możemy pozostać obojętni wobec tej bestialskiej zbrodni.
Zachęca pan do protestów, ale może demonstracje zostaną zabronione. Socjalista Hollande zażądał wprowadzenia stanu wyjątkowego na trzy miesiące w całej Francji, co grozi m.in. odwołaniem zapowiedzianych manifestacji antykapitalistycznych w czasie szczytu klimatycznego w Paryżu.
– Nie wierzę, by stan wyjątkowy mógł skutecznie zapobiec atakom terrorystycznym. To rzeczywiście bardzo niebezpieczna sytuacja, bo Francja uchodzi za jeden z najbardziej demokratycznych krajów w Europie. Rządy innych państw mogą – pod pretekstem walki z terroryzmem – ograniczyć prawa obywatelskie.

Konserwatywna kontrrewolucja

Dwa dni przed zaprzysiężeniem na ministra spraw zagranicznych Witold Waszczykowski mówił o „oszalałym lewactwie”, które rzekomo usprawiedliwia terroryzm i lekceważy zagrożenie. Jego wywiad dla RMF odebrano jako zapowiedź kontroli środowisk lewicowych.
– Uważam za bardzo niebezpieczne powiązanie przez prawicę ataków terrorystycznych z zapowiedzią nasilenia walki z lewicą. To podsyca nienawiść i może doprowadzić do bezpośrednich ataków na ludzi lewicy.
Prezydent Andrzej Duda wysłał list do uczestników Marszu Niepodległości, którzy kilka godzin później wznosili hasła nie tylko nacjonalistyczne i antyislamskie, ale i antylewicowe.
– W tym marszu szli bardzo młodzi ludzie. Jestem zaszokowany poglądami młodzieży w Polsce. Gdy PiS doszło do władzy w 2005 r., mówiono o moherowej rewolucji. W wyborach w 2007 r. zwolennicy Platformy Obywatelskiej wzywali młodych wyborców, by odbierali babci dowód, wskazując, że na PiS głosują ludzie starsi. Po katastrofie smoleńskiej wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu dyżurowały głównie starsze osoby. Konfrontowała się z nimi wychodząca z okolicznych barów liberalnie nastawiona młodzież. Teraz mamy kompletnie inną sytuację. Prawie dwie trzecie wyborców w wieku od 18 do 29 lat głosowało na prawicę: PiS, Kukiz’15 i partię KORWiN. Przeczytałem raport CBOS, z którego wynika, że starsze pokolenie Polaków jest bardziej otwarte na muzułmanów i uchodźców niż młodsze. Potwierdzają to moje kontakty z młodzieżą. Doszło do gwałtownej i nieoczekiwanej zmiany, pojawiło się bardzo konserwatywne młode pokolenie. W Wielkiej Brytanii młodzież chętnie przyznaje się do lewicy, szczególnie teraz, gdy na czele Partii Pracy stanął prawdziwy socjalista Jeremy Corbyn. Ma on wizerunek polityka antysystemowego, tymczasem w Polsce to pojęcie przechwyciła prawica.
Większość życia tych najmłodszych wyborców przypada już na okres członkostwa Polski w UE. Znają języki, wyjeżdżają na stypendia Erasmusa, do pracy, na wakacje, widzą społeczeństwa, w których mieszają się różne kultury. Jak pan tłumaczy ich postawę?
– Może chodzi o frustrację? Zapytałem młodego chłopaka, dlaczego odnosi się wrogo do uchodźców, skoro w Anglii jest tylu Polaków. Czy wobec nich też powinna być prowadzona polityka antyimigracyjna? Odparł, że mieszka w Polsce, myśli o Polsce i nie chce, żeby było w niej tak jak w Anglii. Stosunek władz Wielkiej Brytanii do polskich migrantów w ogóle go nie obchodzi. To przykład dość częstego wśród młodych Polaków braku empatii – nawet wobec rodaków w Londynie.
Brak empatii łączy się z egoizmem.
– Dostrzegam tu pewną logikę. Po 1989 r. mieliśmy w Polsce bardzo agresywną ideologię i praktykę indywidualizmu, egoizmu. W latach 90. tryumfowała utopia liberalnej demokracji Fukuyamy. Panowało przekonanie, że Polska jest skazana na sukces, pojawi się w niej silna i bardzo liczna klasa średnia. Optymistyczne wizje przyszłości kształtowały umysły młodzieży – neoliberalne poglądy na ekonomię szły w parze z liberalizmem światopoglądowym. Ale przyszły czasy trudniejsze, gospodarka nie rozwija się tak szybko, jak oczekiwano, prekaryzacja pogłębia frustrację młodzieży, klasa średnia obawia się o swoją przyszłość. W tych warunkach charakterystyczny dla neoliberalizmu indywidualizm łączy się już nie z liberalizmem światopoglądowym, lecz z ideologią konserwatywną, w której mamy bardzo wyraźnie zaznaczony egoizm. Widać go choćby w haśle „Polska dla Polaków”. O tym, że neoliberalizm i konserwatyzm mają wiele wspólnego, świadczy np. program darwinizmu społecznego popularnej wśród młodzieży partii KORWiN.

Zgubna trzecia droga

Dlaczego młodzież odwróciła się od lewicy?
– Bo lewica odwróciła się od swoich zwolenników. Socjaldemokracja po II wojnie światowej budowała kapitalizm przyjazny także ludziom pracy. To się udawało do lat 70., gdy nadszedł kryzys. Wówczas uznano, że model państwa opiekuńczego się wyczerpuje i należy zaufać „niewidzialnej ręce rynku”. Dobrze pamiętam czasy neoliberalnej ofensywy Margaret Thatcher. Pod jej wpływem znaleźli się także socjaldemokraci, którzy uwierzyli, że rynek skuteczniej niż aktywna polityka państwa zagwarantuje wzrost gospodarczy, a wzrost ten zapewni większe wpływy do budżetu, które lewica sprawiedliwie podzieli. Przyjęciu neoliberalizmu przez lewicę towarzyszyła także nadzieja rozszerzenia wpływów na wyborców centrowych.
W Polsce socjaldemokratycznym manifestem Blaira i Schrödera wyznaczającym tzw. trzecią drogę był zachwycony Leszek Miller. Kierując rządem, podkreślał, że rynek ma rację, trzeba zadbać o rozwój, bo przełoży się on na poprawę jakości życia wszystkich.
– W Wielkiej Brytanii rząd Blaira, a potem Gordona Browna kontynuował politykę deregulacji, w Niemczech Gerhard Schröder wprowadził wielki pakiet oszczędności w wydatkach na politykę społeczną. Wiemy, czym się zakończyły dla lewicy rządy Blaira, Schrödera, Millera. Tak samo było w innych krajach – stara lewica grecka straciła znaczenie, podobnie mają się sprawy w Hiszpanii. Trzecia droga wpędziła socjaldemokrację w wielki kryzys. Lewica, prowadząc lub akceptując politykę neoliberalną, sama ponosiła część odpowiedzialności za kryzys światowy w 2007 r.
Ten kryzys obnażył mechanizmy współczesnego kapitalizmu.
Wydawało się, że napędzi wiatr w żagle lewicy.
– Kryzys spowodował radykalizację poglądów w Europie – nie tylko lewicową. W wielu krajach – Polska nie jest wyjątkiem – rośnie w siłę skrajna prawica. Z lewicową ofensywą mieliśmy do czynienia głównie na południu Europy. W Grecji, Hiszpanii i Portugalii pojawiły się nowe ruchy lewicowe. Nawet w brytyjskiej Partii Pracy doszło do lewicowego zwrotu.

Widzialna ręka rynku

Jakie są praktyczne skutki lewicowej radykalizacji, widzimy na przykładzie Syrizy, która rządząc w Grecji, prowadzi politykę sprzeczną z obietnicami, za to zgodną z zaleceniami międzynarodowych instytucji finansowych i Komisji Europejskiej.
– Program Syrizy wcale nie był tak radykalny, jak mówiono. To w istocie partia socjaldemokratyczna, która domagała się postępowych zmian społecznych w ramach strefy euro. Ale międzynarodowe instytucje finansowe na żadne reformy się nie zgodziły. Syriza nie miała żadnego planu awaryjnego, akceptowała politykę oszczędności, przeciwko której głosowali wyborcy tej partii. To bardzo niebezpieczna sytuacja, bo grozi radykalnym zwrotem w prawo.
TINA tryumfuje – nie ma alternatywy dla neoliberalizmu, skoro uległa mu nawet Syriza. Sytuacja zmieniła się o tyle, że niewidzialną rękę rynku zastąpiła ręka widzialna – rządy państw, międzynarodowe instytucje finansowe i organizacje.
– Ta ręka jest nie tylko widzialna, ale i coraz bardziej autorytarna, antydemokratyczna.
W grudniu odbędą się wybory parlamentarne w Hiszpanii, Podemos słabnie, wyprzedza ją nowy antyestablishmentowy i liberalny ruch Obywatele. Lewica zrodzona w reakcji na kryzys światowy sama przeżywa kryzys.
– To w dużej mierze skutek wydarzeń w Grecji. Trojka pogroziła Grekom: „Nie idźcie tą drogą, bo pożałujecie!”. To było także ostrzeżenie dla innych państw, że nawet ograniczony program socjaldemokratyczny jest obecnie w Europie niemożliwy. Już po przegranej Syrizy z trojką przeczytałem wywiad z przewodniczącym Podemos Pablem Iglesiasem. Powiedział, że są w podobnej sytuacji, mają niewielkie pole manewru i niewiele mogą zrobić. Nawet on przyznał, że lewica w tej sytuacji jest bezradna. Po co głosować na partię, która przyznaje się do bezradności?
Bezradność to kluczowe pojęcie w odniesieniu do dzisiejszej lewicy europejskiej.
– Zobaczymy, co zrobi nowy lewicowy rząd w Portugalii, jakie będą wyniki grudniowych wyborów w Hiszpanii. Wydaje mi się jednak, że w krajach strefy euro przełamanie neoliberalnej hegemonii jest prawie niemożliwe. Być może miałby na to szansę rząd lewicowy w Wielkiej Brytanii, która ma własną walutę i silną gospodarkę.
Neoliberalizm i zaostrzająca się kontrola obywateli w imię walki z terroryzmem. Za chwilę będziemy żyć w innej Unii.
– Już chyba w niej jesteśmy, sądząc po tym, co dzieje się we Francji. Strefa Schengen się rozpada, kraje UE odgradzają się od siebie płotami, eurosceptyczni przywódcy o skłonnościach autorytarnych czują się coraz lepiej. Pamiętam, że za pierwszych rządów PiS mówiono: „Jak Kaczyński pójdzie za daleko, to Unia nas uratuje”. Teraz podobnych nadziei jest mniej.

Nie ma wroga na lewicy

Czy wynik wyborów w Polsce pana zaskoczył?
– Mimo wszystko nie spodziewałem się tak wielkiej klęski lewicy.
Lewica skupiona wokół SLD jest lewicą zmęczonych polityków i osób starszych, natomiast Razem to partia młodych aktywistów i młodego elektoratu. Stara lewica jest trupem, a młoda projektem rozwojowym?
– Lewica w Polsce jest przede wszystkim słaba i rozbita. Nie rozumiałem świętowania partii Razem w noc wyborczą, radości z tego, że przekroczyli 3% i będą mieli pieniądze. Ja nie mogłem świętować, bo widziałem, że prawica wzięła wszystko. Nie cieszyłem się – jak niektórzy członkowie Razem i przedstawiciele Krytyki Politycznej – że Zjednoczona Lewica nie weszła do parlamentu. Wolałbym najgorszą lewicę w Sejmie, byle tylko mogła zablokować groźbę zmiany konstytucji. Gdy słyszałem radosne głosy młodych lewicowców, że w Polsce skończył się postkomunizm, pomyślałem: przecież Polsce grozi nie postkomunizm, lecz skrajny nacjonalizm. Narodowcy są już w Sejmie!
„Młoda” lewica powinna się pogodzić ze „starą”?
– Jeśli SLD pozostanie w obecnym kształcie, może liczyć na poparcie podobne do PSL. Wróci do Sejmu, ale nie będzie w nim wiele znaczył. Nie podzielam opinii niektórych polityków Sojuszu, że Zjednoczona Lewica nie weszła do parlamentu z winy Razem. To przede wszystkim klęska SLD. Jego ostatnią wizją programową była wiara w trzecią drogę Blaira i Schrödera. Kiedy upadła, Sojusz kompletnie nie miał pomysłu, co dalej robić. Wiem o tym, bo pisząc doktorat o polskiej lewicy, rozmawiałem z wieloma politykami SLD. Sojusz musi się otworzyć na inne ugrupowania lewicowe. Podobnie jak partia Razem. Zamykając się na tzw. postkomunizm, nie przekroczy 5%. Czy OPZZ i ZNP to postkomunizm? Czy ludzie, którzy dobrze wspominają Gierka, bo mieli pracę, mieszkanie i dom kultury po sąsiedzku, są postkomunistami? Odcinanie się od starszych jest nie tylko dziecinne, ale i nierozsądne. Głosy starszych są tak samo ważne jak młodych. Trendy demograficzne – niski przyrost naturalny, emigracja – sprawiają, że coraz większą przewagę mają starsi wyborcy. Poza tym wśród młodszej mniejszości dominują zwolennicy prawicy, a nie lewicy. Logika podpowiada współpracę różnych nurtów lewicy.
To będzie trudne, bo partia Razem budowała tożsamość na krytyce SLD i Leszka Millera.
– Nie można się zachowywać, jak gdyby był rok 2003 i rządził Miller. Mamy inne czasy, są aktualniejsze sprawy. Nie nawołuję do zjednoczenia się w ramach jednej partii, ale do szerokiego porozumienia partii demokratycznych i lewicowych: od socjalliberałów po socjalistów. Trzeba się nauczyć walki poza parlamentem, łączyć program demokratyczny z lewicowym programem społecznym. PiS nie ma już tak socjalnej twarzy jak przed wyborami, nie odejdzie – podobnie jak w czasie pierwszych rządów – od neoliberalizmu. Nie spełni wielu obietnic, ale odpowiedzialnością za to będzie obciążało wrogów: uchodźców, Unię Europejską, liberałów, lewicę. Jeśli lewica pozostanie słaba i podzielona, ułatwi PiS zadanie. Naprawdę, nie ma wroga na lewicy. On jest gdzie indziej.

Wydanie: 48/2015

Kategorie: Wywiady

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy