Wolontariusze spod znaku jaja

Wolontariusze spod znaku jaja

Overview

Gimnazjaliści i emerytki, pracownicy rodzinnych firm i korporacji, bezdomni i byli narkomani wspierają działalność banków żywności

Byli tacy, którzy im się dziwili. No bo czy to rozsądne w takim momencie tracić czas na organizację „Akcji JAJO!”? Gdzie jajo to wcale nie wygłup, lecz zwyczajne jajko, akcja zaś to po prostu wielkanocna zbiórka jaj pod kościołami. A dlaczego „taki moment” miałby być niedobry na działanie społeczne? Bo to czas poprzedzający egzaminy gimnazjalne. Trzydniowy maraton zacznie się 18 kwietnia. Jednak Paulina Podpora i Kacper Nowak, jako koordynatorzy tegorocznej akcji w całej Warszawie, zamiast siedzieć w domu i zakuwać, od końca lutego biegali po kościołach, ustalali z księżmi szczegóły organizacyjne i werbowali wolontariuszy.

A przecież aż połowa z 200 punktów, które można zdobyć na zakończenie gimnazjum i które zdecydują o przyjęciu do liceum, zależy od wyników kwietniowego egzaminu. I jeśliby – odpukać! – zawalili te sprawdziany, to dwa punkty za wolontariat nie pomogą (bo zdarzają się i tacy gimnazjaliści, którzy z powodu tych dwóch punktów są przez kilka godzin wolontariuszami).

– Nie siedzę z książką cały dzień, mogę też się zająć czymś innym. Od czasu do czasu warto się oderwać od nauki – tłumaczy Paulina.
Najwięcej pracy było przed rozpoczęciem akcji. Wytypowano te same siedem kościołów co w poprzednich latach: cztery na lewym brzegu Wisły i trzy na prawym. Kacper sądził, że wszystko pójdzie jak z płatka. Mógł tak zakładać, bo przecież jak się robi zbiórkę po raz 13., można przypuszczać, że reguły współpracy między kościołami a Bankiem Żywności SOS są już utrwalone. Okazało się jednak, że wszystko trzeba ustalać na nowo: żeby proboszcz się zgodził, żeby księża zapowiedzieli akcję, żeby informacja znalazła się na stronie internetowej parafii, żeby można było rozwiesić plakaty, a w Niedzielę Palmową obok kościoła rozstawić stoły, na których wierni będą mogli położyć pojemnik z jajkami…

Kacper ma dopilnować, żeby pod kościoły dotarły na czas stoły, kartony, łubianki i wytłaczanki do jajek – bo zdarza się, że ktoś przyniesie kilka sztuk, a dziecko tylko jedną – i żeby o godz. 7.30 wszystko było już gotowe na przyjmowanie jajecznych darów. A po 20 cały ten niedzielny zbiór musi pojechać do magazynu Banku Żywności.

– Sami wolontariusze wpadli kiedyś na pomysł, by organizować tę akcję – mówi Kacper. – Tu chodzi o znaczenie symboliczne. Ale na pewno jest to także wymierna pomoc. Nam trudno to wytłumaczyć, bo nikt z nas nie był w takiej sytuacji. Ale są osoby, dla których nawet jajko znaczy naprawdę dużo.

Drogą Niemena

Kacper Nowak i Paulina Podpora chodzą do gimnazjum nr 25 na warszawskiej Saskiej Kępie, noszącego imię Czesława Niemena. Tu lepiej niż gdzie indziej rozumie się słowa jego piosenki: „Dziwny jest ten świat, gdzie jeszcze wciąż mieści się wiele zła (…)”. Stąd żywy ruch wolontariatu.

To jedno z najlepszych stołecznych gimnazjów, dlatego uczą się tu również młodzi ludzie spoza dzielnicy. Kacper i Paulina dojeżdżają z Wawra, oboje są w III klasie. Do tej samej klasy chodzi Patrycja Wysocka z Saskiej Kępy. Patrycja i Paulina są przyjaciółkami. Ponad rok temu koleżanka Pauliny, która jest koordynatorką w Banku Żywności SOS w Warszawie, spytała, czy nie chciałyby zostać wolontariuszkami tej organizacji. Pomyślały, pogadały, zdecydowały. I wtedy dowiedziały się, że z Bankiem Żywności współpracuje także Kacper. Tak zaczęło się ich wspólne działanie na rzecz ludzi, którzy egzystują na granicy minimum socjalnego.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 12/2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy