Wschodnia baśń

Wśród bajek wschodnich jest też taka, która opowiada o potężnym dżinie zamkniętym przez króla Salomona w naczyniu opatrzonym królewską pieczęcią i ciśniętym na dno morza. Znalazca, wyłowiwszy ową butlę, zdziera pieczęć i tym samym wyswobadza uwięzionego ducha, który swojemu wyzwolicielowi opowiada następującą historię. Początkowo po uwięzieniu był gotów temu, kto go wyswobodzi, ofiarować nagrodę i wdzięczność. Gdy jednak mijały lata, wciąż daremne oczekiwanie na ratunek zamieniło się w coraz potężniejszy gniew. Wybawcę dżina – zamiast wdzięczności i darów – miał oczekiwać najgorszy los.
Bajkę tę wspomniałem, czytając o naiwnym zamiarze prezydenta Busha, ażeby wybawić naród iracki spod dyktatury Saddama Husajna. Oswobodzenie przeprowadzone w postaci kampanii wojennej udało się nawet łatwiej, aniżeli ktokolwiek mógł się spodziewać. Niestety jednak, Irakijczycy uwolnieni od tyranii Saddama, zamiast chętnie i posłusznie przyjąć z amerykańskich rąk wolność dla utworzenia demokracji, najwyraźniej poczęli zmieniać się w srogiego dżina z bajki. Coraz gwałtowniej i coraz głośniej, zamiast wyrazów podziękowania, tłumnie żądają, ażeby Amerykanie możliwie szybko opuścili ich kraj. Kiedy się pojawiły w telewizji i w prasie pierwsze oznaki irackiej krnąbrności, pomyślałem sobie, że zapewne nie skończy się na chóralnych skandowaniach adresowanych do Amerykanów, a domagających się, aby poszli sobie precz. Kilku muzułmańskich duchownych nawet otwarcie oświadczyło, że jeżeli Ameryka nie opuści ich kraju, to przez jego mieszkańców zostanie po prostu wyrzucona. Ostatnie wiadomości donoszą już o krwawych starciach, w których marines otworzyli ogień do fanatycznego tłumu niewdzięczników muzułmańskich hucznie demonstrujących, jak bardzo nie życzą sobie w swoim kraju obecności „niewiernych”.
Jest rzeczą zastanawiającą, a właściwie trywialną, że dość łatwo można było się spodziewać objawów pozornie niezrozumiałej irytacji irackiego dżina. Koncepcja zaszczepienia demokracji typu zachodniego, a zwłaszcza typu amerykańskiego na gruncie islamskim od samego początku wydawała się wielce ryzykowna. Amerykanie oczekiwali wdzięczności i chęci dość powszechnego dostosowania się Irakijczyków do wzorów ustrojowych przeniesionych z USA. Administracja Busha roiła też sobie niemało w temacie wojskowych baz, jakich użyczy im nowy Irak. Nawet jeżeli Amerykanie nie chcieli zbyt bezpośrednio i nagle \”zaopiekować\” się iracką ropą naftową, przecież i na nią też musieli liczyć. Trzeba się obawiać, że na pojedynczych starciach, do których już doszło, się nie skończy. Nie wiadomo, czy arabski dżin da się wepchnąć z powrotem do swojego naczynia.

30 kwietnia 2003 r.

Wydanie: 19/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy