Wyblakła pamięć wojny

Wyblakła pamięć wojny

Pamięć zbiorowa nie jest czymś stałym i niezmiennym. Po raz kolejny w swojej historii Polacy mają okazję boleśnie zweryfikować prawdziwość tej tezy. Trudno bez osłupienia czytać informację, że coraz więcej Polaków (ponad 50%) uważa, że Niemcy byli takimi samymi ofiarami II wojny światowej jak Polacy czy Żydzi. Właśnie taki jest realny stan świadomości historycznej naszych narodów. Zapracowaliśmy na to. Bo jak może być inaczej, skoro od kilkunastu lat obraz najpotworniejszej z wojen jest Polakom serwowany półgębkiem i wstydliwie? Byle tylko w żadnej mierze nie uchybić dobrym stosunkom polsko-niemieckim. To był błąd. Któż bowiem, jak nie my sami, ma zadbać o to, by pamięć o sześciu milionach zamordowanych, rozstrzelanych i zagazowanych ofiar wojny tak szybko nie blakła?
Prawdą jest, że Niemcy zrobili po wojnie wiele, by rozliczyć się z haniebnej przeszłości. Dlaczego więc temat niemieckich ofiar wojny wraca teraz z taką siłą? Czy Niemcy są dziś na etapie przechodzenia z jednej skrajności w drugą? Od powszechnej ekspiacji za popełnione zbrodnie do prób relatywizowania odpowiedzialności za wywołanie wojny. Co młodzi Niemcy wiedzą o zbrodniach popełnionych na Polakach? Coraz bardziej ich wiedza ogranicza się do Holokaustu. Coraz częściej Niemcy przewartościowują swoje oceny przeszłości. Pod pretekstem docierania do prawdy historycznej i odkrywania nowych źródeł przybywa niemieckich ofiar przesiedleń i bombardowań alianckich. A ubywa katów i morderców.
Z perspektywy czasu łatwo jest potępić przesiedlenie Niemców z naszych Ziem Odzyskanych i Czech, ale przypomnijmy sobie realia 1945 r. Z ówczesnej perspektywy lepiej widać fałszywość tezy o wielkiej skali niemieckiej martyrologii. Nigdy nie będzie zgody na próby zamazywania prawdziwego obrazu II wojny światowej. Na mylenie przyczyn ze skutkami. Na minimalizowanie niemieckiej winy i próby zacierania tego, kto był sprawcą i katem, a kto ofiarą.
Na to, czy i gdzie powstanie Centrum przeciw Wypędzeniom, nie mamy większego wpływu. Bo to, że po zmianie ekipy rządzącej w Niemczech ono powstanie, wydaje się bardzo prawdopodobne. Zanim to się stanie, pomyślmy o centrum poświęconym milionom robotników przymusowych, ofiarom niewolniczej pracy z całej Europy. Jakże wielu z nich nie dożyło wyzwolenia i końca hitleryzmu.

Wydanie: 36/2003

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy