Wybory i postawy

Wybory i postawy

Dzień po wyborach budzę się z niesmakiem w ustach. Niby nic takiego się nie stało, ale to zapowiedź dalszego pękania Polski na dwa odrębne narody. Już przed wojną taką wizję, jako faktu przypieczętowanego zabójstwem Gabriela Narutowicza, mieli Maria Dąbrowska i Melchior Wańkowicz. Mam żal do żony, do wszystkich wyborców PO, którzy nie poszli, bo to, bo tamto.
I to odwieczne polskie bałaganiarstwo, problem z ustaleniem reguł gry. Dowodem tego był dramat smoleński, teraz jest nim katastrofa przy liczeniu głosów. Ale grubą przesadą, histerią mediów i polityków jest także mówienie, że to cios w demokrację. Polacy bywają ponad miarę krytyczni wobec samych siebie. Wobec innych zresztą też.
Jeśli ktoś na siłę szuka dobrego, może powiedzieć: „Przecież PiS ratuje Polskę przed mrokiem populistycznego nacjonalizmu”. Szacunek dla wysiłków prezesa, żeby zdobyć neoendecki elektorat, a potem nie spełnić jego nadziei. On tłumaczy im na migi: „Widzicie, co się porobiło w świecie, tak już nie można, zostawcie w spokoju Żydów, to już nieaktualne i szalone, w Polsce ich nie ma, a w Izraelu godni są szacunku, że nie patyczkują się z islamistami. Skupcie się na lesbijkach i gejach, na ochronie życia poczętego”.
W minionym tygodniu znowu wróciłem myślami do Józefa Piłsudskiego, ponieważ zmarła jego młodsza córka, Jadwiga Jaraczewska. Widziałem ją przed laty na Narbutta, kiedy odwiedzałem jej córkę Joannę, wnuczkę marszałka. Joanna po przyjeździe z Londynu pod koniec lat 70. związała się z opozycją i z Januszem Onyszkiewiczem. Pamiętam, jak wpadła do nas kiedyś w celach konspiracyjnych na Sadybę. Mój kilkuletni synek, niezwykle „przytulny” chłopczyk, siedział na podłodze i produkował kartki na przytulenia, na wzór tych na benzynę i na cukier. Tamten jej śmiech brzmi mi do dzisiaj w uszach.
Czytam wspomnienia Aleksandry Piłsudskiej, żony marszałka. Jest połowa grudnia roku 1922. Pani Aleksandra jest na mieście, oczywiście bez żadnej obstawy. Bez ochrony był też nowo wybrany prezydent Gabriel Narutowicz. Kiedy jechał dorożką, rzucano w niego śniegiem i kamieniami. I po czymś takim nikt nie pilnował go w Zachęcie. Dopiero jego trumna wieziona w półmilionowej rzeszy ludzi dostanie ochronę, która się przyda – zmarłego też atakowano.
Jak wyglądał dzień zamachu? Aleksandra Piłsudska wspomina: „Byłam wtedy w mieście. W ścisku nie mogłam się prawie ruszyć. Z jednej strony parła na mnie stara, przygłucha chłopka, która bez przerwy pytała, o co chodzi, z drugiej gruba, wielka służąca. Ta ostatnia, z czerwoną twarzą, podrygiwała całym ciałem, wymachując pięściami, krzycząc: – Precz z Narutowiczem, precz z Żydem! Gdy jej zabrakło oddechu, powiedziałam, że znam dobrze rodzinę Narutowiczów; nikt z nich nie pochodzi z Żydów. Ale to był groch o ścianę. Za chwilę znowu zaczęła wrzeszczeć: – Żydzi nie będą nami rządzili! Skończyło się na tym, że wszyscy dookoła mnie krzyczeli i przeklinali w podobny sposób”.
Zmieniło się wszystko i nic. Hitlerowcy wymordowali 3 mln polskich Żydów. A w roku 2014 marsz nacjonalistów w Warszawie jest tłumny i odwołuje się do endeckich tradycji.
Mam relację znajomych, którzy z małym dzieckiem wybrali się na miasto, by rzucić okiem, co się dzieje. Tak jak pani Piłsudska stali na chodniku i oglądali tłum, który wydał im się złowrogi. Ludzie krzyczeli: „Ruskie k… Precz z Żydami!”, dzieci też tak krzyczały. Liczne pochodnie i race, i ręce wyciągane w półfaszystowskim pozdrowieniu. Duża rodzina, trzy pokolenia, wszyscy niezwykle aktywni. Dziadek przez megafon wykrzykuje antysemickie hasła. J., która jest w takich sytuacjach nieustraszona, a może też naiwna, schodzi z chodnika i pokazuje im medalik z gwiazdą Dawida. Rodzina zdębiała, jakby zobaczyła diabła. Jak miecze z pochew wyjmują krzyżyki: „To jest nasz polski znak, wy jesteście tylko sublokatorami. Żydzi, won!”. Ale znajomi uszli z życiem.
Tak, to margines, skamielina i szaleństwo. Problem, że żerują na tym partie polityczne. Ale to też strumień, jeśli nie rzeka podziemna. Jednak czarne krople widać w zbyt wielu miejscach.
Starsza para z rodziny żony oświadczyła, że nie pójdą głosować na Gronkiewicz-Waltz, nie chcą na Żydówkę, ale też, broń Boże, na PiS. W pierwszym odruchu chcę wykrzyknąć jak żona Piłsudskiego: „Ależ to nieprawda, ona nie jest…”. Jednak to niemądra argumentacja, przyjęcie rasistowskiego punktu widzenia. Pani Aleksandra miała jak najlepsze intencje, ale kiepsko to wyszło.
Mój kolega, prowokator, zapytał proboszcza swojej warszawskiej parafii, jak katolik może być antysemitą, skoro Chrystus był Żydem. Ksiądz odpowiedział z pobłażliwym uśmiechem: „Ależ pan się myli, on był Nazarejczykiem”.
O ile więcej waży jednak nowe, niezwykle piękne Muzeum Historii Żydów Polskich. Jak ono góruje nad skrzepami dawnego myślenia.
Wracając do wyborów, prawdziwy problem to nie bałagan przy głosowaniu, ale chorobliwe ich upartyjnienie, tak że często nie widać człowieka. Sam temu też ulegam. Chociaż już także widać, że ludzie zaczynają głosować na różne niezależne komitety i stowarzyszenia. To pierwszy krok w dobrą stronę.

Wydanie: 48/2014

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy