Wybory: święto, pogrzeb, gra?

Wybory: święto, pogrzeb, gra?

Stara, dobra anarchistyczna gnoma, paremia, proverbium, sól attycka powiada, że gdyby wybory naprawdę mogły coś zmienić, to dawno by ich zabroniono. Jak w każdej tego typu mądrości są w niej i szczypta prawdy, i łyżka nieporozumienia, i kęsik fałszu, i ogryzek pustego jak dzban (dzban – przypomnę tylko – to słowo roku 2018, ale w innym znaczeniu) krytykanctwa, i garstka utopijnej nadziei. Wybory (idzie teraz o wybory polityczne do instytucji demokratycznych, takich jak parlament) często zmieniając wiele/u przedstawicielek/li, równie często generują niewielką zmianę. A czasem zmieniając niewiele/u – potrafią wywrócić stół politycznej gry do góry nogami. Będzie bez przykładów, bo – jak wiadomo – przykłady zawsze się znajdzie, jak się chce tezę uderzyć. W ostatnim felietonie przed polskimi wyborami parlamentarnymi 2019 r. spróbuję się zastanowić, czy wybory i udział w nich mają sens same w sobie, uniwersalnie („zawsze i wszędzie wybierać będziesz”), czy jednak uczciwie byłoby powiedzieć: „Te wybory – tak, inne – nie”, a jeśli chodzi o te konkretne, to lepiej, czytaj: skuteczniej, z mojej perspektywy politycznej byłoby tych namawiać, a tamtych zniechęcać, jak nam Cambridge Analytica przykład dała. Tak więc uczciwie byłoby jednak powiedzieć: „Nasi/nasze, idźcie i głosujcie na naszych/nasze, Wasi – siedźcie w domu, jedźcie na działkę, idźcie do kościoła, do kina, napijcie się, poleżcie, książkę poczytajcie, nie wychylajcie nosa spod koca”. Albo jakoś subtelniej: „Co tam będziesz skreślał, to jedna banda, wszystko złodzieje. Jeśli dotąd jeszcze nie, to od jutra, gdy ich wybierzesz, już tak. To i tak niczego zmieni. Może być tylko gorzej. Myślisz, że coś możesz? Nic nie możesz i taka jest prawda! Sam jeden świata nie zbawisz ani powiatu nawet. Tylko obiecują, a nawet, jak dadzą, co obiecali, to swoim i wszystkim innym niż ty. Po co będziesz to firmował? Zupę zjedz. Telewizję obejrzyj. Doktorat skończ. Naczynia umyj, śmieci wynieś – to jest prawdziwa zmiana, to jest prawdziwe życie, to jest prawdziwa polityka, tu i teraz, zmieniaj świat, zaczynając od siebie, a nie od tych pasibrzuchów z Wiejskiej”. Powyższe zniechęty nie są oficjalnym stanowiskiem politycznym żadnej z partii. Oficjalnie. A do swoich: „Toż to nasze największe święto demokratyczne. Wybieramy godnych reprezentantów i reprezentantki. Obronimy konstytucję, trybunał, wolne sądy. Przywrócimy rozsądek i umiar. Twój głos się liczy. Twój głos jest ważny. Jak nie wybierzesz – wybiorą za ciebie. Zabierz głos, bo go stracisz. Nie bądź bezradny, głosuj! Nie rydzykuj, urna twoja mać”. Spore ciśnienie. Ale tylko teoretycznie. Na 10 dni przed wyborami ok. 10% Polaków i Polek nie ma pojęcia, na kogo zagłosuje, jeszcze jakaś część nie wie, czy w ogóle pójdzie na wybory, a ogromna społeczność wie, że nie pójdzie. My tu rozmawiamy – mam wrażenie – w gronie tych, co pójdą i nie mają wątpliwości, na kogo zagłosują, ale to nie w nas problem. Ci, którzy nie wiedzą, są gdzie indziej, nasze korytarze komunikacyjne się nie łączą, nasze autostrady poglądów się nie przecinają, nasze masy krytyczne się nie ścierają, nasze przestrzenie nie mają styczności. Więcej o nas wie Facebook niż rodzina, sąsiedzi, przyjaciele. I ci, którzy to wiedzą, korzystają z wiedzy portalu o nas samych, żeby na czyjeś zlecenie podrzucić nam sugestię zaangażowania lub zalecenie nicnierobienia. Zdecydują niezdecydowani. Nikt o niczym nie zdecyduje. Samo się zdecyduje. Idę na wybory. Nie mam wątpliwości, na jaką listę będę głosował do Sejmu, na kogo do Senatu. Ale nie mam poczucia, że wiem, co się stanie. Raczej sceptycznie oceniam szanse, że Polska po tych wyborach przesunie się w taką stronę przyszłości, która przeze mnie i ludzi bliskich mi poglądami jest wyczekiwana, spodziewana, wymarzona. Tak czy owak wciąż żywię nadzieję na efekt samotnego kamienia z miłoszowej lawiny, opisanej w „Traktacie moralnym” („Nie jesteś jednak tak bezwolny, / A choćbyś był jak kamień polny, / Lawina bieg od tego zmienia, / Po jakich toczy się kamieniach. I, jak zwykł mawiać już ktoś inny, / Możesz, więc wpłyń na bieg lawiny”). Naiwnie? Zapewne. Ale naiwni byli wszyscy, którzy kiedykolwiek decydowali się na zmianę tego, co wokół nich, walczący z niewolnictwem, feudalizmem, pracą dzieci, pracą bez przerwy, dyskryminacją płciową, rasową itd. Trzeba iść, wrzucić kartę do urny, choćby i białą (są kraje, w których starannie

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2019, 41/2019

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz