Wyrok

Wyrok

Pogrzeb

Paweł, należący do innej niż Agnieszka parafii, pogrzeb miał godny. Byli motocykliści z klubu, w którym jeździł, i orkiestra dęta. Jego dziewczynę pochowano bardziej niż skromnie. Biała trumna z jej ciałem została w kostnicy. Proboszcz na czas mszy zabronił wstawienia jej do kościoła. Powód: bo zmarła w Wielkim Poście jeździła po dyskotekach i ogólnie nie tak się prowadziła. Nie pomogły prośby wielu osób, w tym nauczycielki Agnieszki z fryzjerskiej zawodówki, ani interwencja rodziny w kurii biskupiej.

– Szwagier rozmawiał z kanclerzem kurii, ten podtrzymał decyzję proboszcza. Wcześniej w rozmowie telefonicznej z synową powiedział, że negatywną opinię wystawiła Agnieszce jej chrzestna. Za co ją to spotkało? Przecież swoje już wycierpiała? – pyta matka. – A z Pawłem naprawdę się kochali, byli taką piękną parą. W ten tragiczny piątek wcale nie pojechali na dyskotekę, tylko mój syn ich zaprosił, świętował zdobycie stopnia oficerskiego. Synowa prowadzi szkołę tańca, wpadli do niej na chwilę, a potem, jak to młodzi, jeszcze polecieli na dyskotekę. Czy to aż taki wielki grzech?
W niedzielę po wypadku Agnieszka była z mamą w kościele. Przyjęła sakramenty. Po jej śmierci mama znalazła na półce przy drzwiach różaniec. Na pogrzebie Agnieszki na życzenie rodziny nie było kazania. Bliscy obawiali się, że padną jakieś niepotrzebne słowa.

Mimo własnej tragedii rodzina Agnieszki poszła na pogrzeb jej chłopaka. Na pogrzebie Agnieszki nikogo z bliskich Pawła nie było…

Rodzina

Agnieszka z Pawłem poznali się pół roku temu. To była fascynacja od pierwszego spojrzenia. Ona w tym roku skończyłaby 21 lat, on był dwa lata młodszy. Dziewczyna po skończeniu fryzjerskiej zawodówki pracowała jako kelnerka w jednym z ośrodków nad morzem, latem dorabiała też w sezonowych nadmorskich butikach z elegancką odzieżą. Paweł jeszcze się uczył.

– To był bardzo grzeczny i kulturalny młody człowiek – wspomina mama Agnieszki. – Świetnie radził sobie w szkole, zawsze miał świadectwa z czerwonym paskiem. Bardzo dbał o córkę, pilnował, żeby trochę roztrzepana Agnieszka niczego nie zapomniała. Niecałe dwa tygodnie przed wypadkiem kupiłam jej samochód. Pracowała od ósmej rano do dziewiątej wieczorem i trudno jej było dopasować dojazdy, zwłaszcza rano. Nie miała prawa jazdy, więc chwilowo odwoził ją i przywoził Paweł. Czasem wracał do domu, czasem nocował u nas. Z początku rodzina Pawła odnosiła się do Agnieszki trochę chłodno, raz córka usłyszała nawet, że powinna sobie znaleźć chłopaka w swoim wieku. Lecz od grudnia-stycznia wszystko jakby się ułożyło. Były życzenia i prezenty świąteczne, zapraszanie na wspólne, rodzinne spotkania.

– Teściowa Pawłowi trochę matkowała, lecz nie było tak cudownie, jak opowiada – kontruje Ewa. – Moim zdaniem, to był toksyczny związek. Aga próbowała od Pawła odejść. On groził, że się zabije, jeśli to zrobi. A z niej był taki wolny ptak, nie paliła się do małżeństwa, żartowała nieraz: „Wyjdę za mąż, dopiero jak skończę 25 lat, albo wcale”. Wychowywała się w męskim świecie, miała trzech starszych braci, przez co zawsze wśród jej znajomych było więcej chłopaków niż dziewczyn. Spotykaliśmy się z nimi tutaj w domu. Jesteśmy taką trochę włoską rodziną. A to nie wszystkim się podobało.

– Są tu tacy, co nic nie mówią, tylko na ciebie patrzą. Swoi, a wzrokiem by cię zabili. Obcy często mają więcej zrozumienia – denerwuje się mama dziewczyny. – Czemu jej nie wysłałam do siostry na Śląsk? Tam, w innym środowisku, może by zapomniała, może by odżyła. Czemu ją zostawiłam? Czemu kupiłam jej ten samochód, przecież nawet nie zdążyła go zarejestrować? Zawsze jej powtarzałam: „Nie słuchaj ludzi!”, czemu ich posłuchała? – pyta siebie już setny raz dzisiaj.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 22/2015

Kategorie: Reportaż
Tagi: Helena Leman

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy