Zakneblowana drogówka

Zakneblowana drogówka

Policjantom zakazano wypowiadania się na temat filmu Smarzowskiego

„Policjanci z drogówki są jak małe dzieci. Przejeżdżając obok nich, trzeba zwolnić, bo nigdy nie wiadomo, kiedy wybiegną na ulicę”. Taki wpis na portalu Demotywatory.pl oddaje poglądy społeczeństwa na temat tej policyjnej formacji, ukształtowane m.in. pod wpływem komedii Barei. Wojciech Smarzowski rysuje w „Drogówce” obraz jeszcze bardziej krytyczny. Co na to sami policjanci?

WERSJA OFICJALNA

Na internetowych forach policyjnych (np. www.ifp.pl) – cisza. Choć premiera „Drogówki” odbyła się już ponad miesiąc temu, można znaleźć tylko jeden wpis, cytat z łódzkiego „Expressu Ilustrowanego”. „To jest wizja artystyczna reżysera. Trudno nam ją komentować”, powiedział mł. insp. Krzysztof Hajdas z zespołu prasowego Komendy Głównej. Rzecznik prasowy łódzkiej policji podinsp. Joanna Kącka dodała, że „funkcjonariusze bez zgody przełożonych nie mogą wypowiadać się na temat filmu”.
Uzasadnienie takich decyzji, które podejmowali szefowie komend w wielu regionach, podaje rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Sokołowski: „Chodziło jedynie o to, by policjanci nie dali się wciągnąć w reklamę filmu i nie wybierali się na pokazy w mundurach”.
Rzecznik podkreśla, że przecież ten wizerunek drogówki jest fikcją filmową. Czy wszyscy funkcjonariusze są wciąż pijani i gonią za kasą? Jednostkowe przypadki się zdarzają, ale na co dzień policjant musi zachowywać pewne formy. Zdaniem rzecznika, taki obraz krzywdzi wielu policjantów, robi z nich pośmiewisko.

GŁOSY ANONIMOWE

To wyjaśnia, dlaczego policjanci są tak dyskretni, choć na wiele opinii funkcjonariuszy można jednak się natknąć na innych forach oraz we wpisach pod recenzjami i komentarzami dotyczącymi filmu. Można nawet znaleźć opinie, że milczenie w tej sprawie było niewłaściwe.
„Policja popełniła błąd, że nie chce się wypowiadać oficjalnie – pisze anonimowy policjant z patrolu drogówki.
– To tworzy klimat, że coś ukrywamy i że pewnie film opowiada prawdziwe historie. Być może gdzieś doszło do czegoś takiego. Ale my nie mamy czasu na takie intrygi, jakie pokazano na ekranie. Nie mówiąc już o przestępstwach”.
„Tego się właśnie spodziewałem po filmie – wyznaje inny funkcjonariusz.
– Chlania wódy na umór, zdradzania żon, chodzenia na dziwki i takiego, jak by to nazwać, poczucia bezkarności. Że ma się władzę absolutną i mało kto może podskoczyć. Widziałem wcześniej zajawki filmu – dodaje – więc byłem na to przygotowany. Ale ja wiem, że to nie jest prawdziwy film”.

TYLKO POSEŁ PRAWDZIWY

„Kiedyś może rzeczywiście trochę się piło na komendach – komentuje funkcjonariusz. – Ale jeśli już, to raczej u kolegów z kryminalnego, z dochodzeniówki. W Wydziale Ruchu Drogowego nie ma jak. Ci z kryminalnej raczej nie mają dobrego zdania o nas. Częściej można się spotkać z pogardą niż z uznaniem. Mówią na nas »ruchacze« albo »ruchole«. To niby od nazwy wydziału, ale wiadomo, że ma być obraźliwe. My jesteśmy od trzepania kasy z kierowców, a oni łapią prawdziwych przestępców. Mam wrażenie, że społeczeństwo ma o nas jeszcze gorsze zdanie. Że się czaimy w krzakach z suszarkami, że piszemy mandaty na siłę i wymuszamy łapówki. Bo wiadomo, że wszyscy kierowcy nienawidzą nas tak jak fotoradarów. Ci z kryminalnej przynajmniej czasem jakiegoś pedofila złapią. Każdy kiedyś spotkał policjanta z drogówki, a z kryminalnego już niekoniecznie. Bluzgi? Strasznie dużo ich w tym filmie. My możemy się co najwyżej grzecznie przedstawić. Podać nazwę jednostki, wyjaśnić przyczyny zatrzymania. Poza tym to raczej na nas bluzgają”.
Znający policyjne realia wytykają Wojciechowi Smarzowskiemu rozmaite wpadki. Nie tylko mundurowi osłaniający wizytę papieża nie mieli takich nowoczesnych telefonów komórkowych, ale i obecne obyczaje są inne. Nie ma świętowania imienin w komendach, co kiedyś było normą. „Tylko leming uwierzy, że film odwzorowuje obraz służby w policji. Choćby taka scena, gdzie gość pokazuje koleżance, że tu przyciska, nie kasuje i cały czas ma 130 km/h. Bzdura, ponieważ przy prędkości podawany jest też czas, w którym dokonano pomiaru, a to tylko jeden z absurdów z tego filmu. Jednym z nielicznych prawdziwych motywów jest rola posła, grana przez Andrzeja Grabowskiego, który zasłania się immunitetem”, wytyka internauta.

JEST JESZCZE GORZEJ?

Ale są i opinie środowiskowe, które wskazują, że fikcja Smarzowskiego wcale nie jest tak odległa od prawdy. Mało tego – trafiają się głosy, że w rzeczywistości jest jeszcze gorzej.
„Policja nigdy nie miała dystansu do siebie i nie umiała się z siebie śmiać – powiedział „Głosowi Szczecińskiemu” Marek Zajdel, emerytowany funkcjonariusz policji z województwa zachodniopomorskiego. – Na filmie jeszcze nie byłem, ale patrząc na zwiastuny, to wszystkie postaci z »Drogówki« mógłbym wymienić z imienia i nazwiska z ruchu drogowego w Polsce. Albo przynajmniej dwie trzecie. Według mnie, genialnie zostało to uchwycone”.
„A jak wyglądało ubiegłoroczne zatrzymanie w waszym garnizonie (Szczecin-Dąbie) kobiety, której za 200 zł długu męża chciano zabrać samochód wart kilkadziesiąt tysięcy? – pisze w komentarzu pamiętliwy kierowca. –  Nie jesteście tacy święci, za jakich się podajecie”.
„Nie tylko policja, cała Polska jest skorumpowana, nie ma co się obrażać na obraz prawdy, tylko trzeba robić coś, aby to zmienić. Tu nie ma problemu filmu »Drogówka«. Problem tkwi w społeczeństwie”, zauważa inny internauta.
Dyskusja na internetowych forach jeszcze trwa. Zdania na temat filmu są podzielone, ale wyraźnie widać, że urzędowe embargo na wypowiedzi nie było najmądrzejszym rozwiązaniem. Lepiej już przełknąć gorzką pigułkę, jaką jest ten film, i podyskutować, jak jest naprawdę. A nuż coś udałoby się zmienić i poprawić w kontaktach kierowcy-policjanci? Szczera rozmowa na temat błędów i niedociągnięć podniosłaby autorytet tej grupy zawodowej w społeczeństwie. Z milczenia powstają jedynie plotki i mity.

Wydanie: 11/2013

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy