Zanim media przejdą do historii

Zanim media przejdą do historii

Kilka lat temu prof. Leszek Kołakowski podczas wręczania mu nagrody Klugego, czyli najwyższego wyróżnienia amerykańskiego dla humanistów, powiedział kilka niezwykle ważnych zdań na temat najważniejszej z wszystkich wolności. Warto jego słowa przypominać, bo są i będą fundamentem demokracji. I mediów, bo o nich chcę tu pisać. A Kołakowski powiedział wówczas tak: „Jest jedna wolność, od której zależą wszystkie inne wolności – i to jest wolność wypowiedzi, wolność słowa, druku. Jeżeli ta wolność zostanie odebrana, żadna inna wolność istnieć nie może albo rychło zostanie stłumiona”. Te słowa powinni sobie powiesić nad biurkami politycy nieustannie polujący na niezależne media i szukający sposobu, by tak im przyciąć skrzydła, by latały tylko do ich gołębników. Tabliczka z cytatem Kołakowskiego nie zaszkodziłaby też mediom, które mają coraz większe problemy z bezstronną i udokumentowaną informacją. A i ci czytelnicy, którzy mają wysokie wymagania zwłaszcza wobec poważnych mediów, mogliby się zadumać nad tym, czy te media mają szansę sprostać ich oczekiwaniom. Czy mają chociażby warunki finansowe, by obronić się przed zalewem szmiry i tandety?
Jest nad czym myśleć, bo mamy najgłębszy kryzys mediów w ich, nie tak znowu długiej, historii. Choruje niestety cały system. Bo i układ właścicielski, coraz mniej przejrzysty i coraz bardziej globalny, i pracownicy mediów, wśród których dziennikarze są tylko częścią, i to coraz mniejszą. W ponadnarodowych koncernach gromadzi się wszystko, co jest choć trochę związane z mediami. Od prasy przez telewizję, internet, reklamę itp. Jednym słowem wszystko, co wzajemnie powiązane i podpierające się może przynieść zyski. I to zysk jest teraz nadrzędnym celem nowych mediów. A skoro tak, to stare media mogą się albo dostosować, albo przejść do historii. Historii prasy. Coraz bardziej skomplikowane powiązania kapitałowe i właścicielskie sprawiają, że bardzo trudno jest zajrzeć za kulisy tego ostatniego, ale najważniejszego dla odbiorców kłębka, czyli informacji, jaka trafia jednocześnie do milionów ludzi. Manipulacje, fałszywki, tendencyjne spekulacje tak się u nas mnożą, że coraz mniej ludzi wierzy w to, że dostaje naprawdę uczciwą informację.
Dziennikarze stają się coraz słabszym ogniwem rynku medialnego. Dlaczego? W cenie i łaskach właścicieli mediów są ci, którzy potrafią dostarczyć jak najwięcej materiałów, i to jak najszybciej. Jak to się ma do jakości? Oczywiście nijak. Wydawcy tną koszty, a więc na krótką metę wygrywa młodzież dziennikarska, bo tańsza. ródłem wiedzy dla tych autorów są internet i wikipedia. Takiej wiedzy nie potrzebują oczywiście coraz bardziej wymagający czytelnicy. I koło się zamyka. Mniej czytelników, kolejne cięcie kosztów i kolejny spadek poziomu. Czy na końcu zostaną tylko tabloidy?
Jeśli są środowiska, grupy społeczne, organizacje pozarządowe lub jakiekolwiek inne, które nie chcą przyglądać się temu wyniszczającemu procesowi, to wraz z częścią poważnych mediów muszą podjąć działania ratunkowe. Świat już zauważył ten problem. Amerykanie, Francuzi, Niemcy i Hiszpanie szukają sposobów wspierania mediów opiniotwórczych. Szukają, bo myślą tak jak prof. Kołakowski.

Wydanie: 46/2009

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy