Podwójny nelson

TELEDELIRKA

W ciągu ostatnich dni świat ujrzał trzech wielkich Polaków. Jednym jest ten, którego powinniśmy czcić jak złotego cielca za niepodległość. Dotyczy to także partii rządzących, bo i one spijają kapitalistyczne miody, jakie niosą wolny rynek, władza, zaszczyty i pieniądze. Tymczasem towarzysz Paszczyk zapytany o wyjazd Wałęsy na olimpiadę, odpowiedział, że Lechu pewnie chce dostać jakieś olimpijskie stroje. Paszczyk jest szefem ważnego komitetu, wypowiada się oficjalnie, mógłby więc swą paszczękę przymknąć, miast insynuować.
Wałęsa nie musiał dopraszać się stroju od Paszczyka. Białych kombinezonów było osiem, a Lech Wałęsa był jedynym przedstawicielem Europy. W sporcie liczą się dla niego głównie nogi, wzmacniał muskulaturę raz prawej, raz lewej, a kiedyś chciał rywalowi nóżkę podać na powitanie; poza tym lubił ping-ponga z Cebulą.
Jest jednak coś jeszcze, co kwalifikuje Wałęsę do paradowania z olimpijską flagą, podczas sportowej procesji obok reżysera Spielberga. Były czasy, gdy nasz lider miał niezwykłą inwencję językową, i nie o „warsztat na górze” tu chodzi. Wtedy dokonał językowego odkrycia na miarę La Rochefoucauld, a maksymę, którą wówczas był wypowiedział, powinno się złotymi zgłoskami zapisać na wołowej skórze: EUROPA JEST JEDNA, WIDZIAŁEM TO Z SAMOLOTU.
Oto najlepsze hasło w sprawie naszego uczestnictwa. Ujęła mnie trafna i piękna lapidarność tego obrazu.
Drugi, a hierarchicznie pierwszy z wielkich Polaków, także cały na biało, zabrał głos w sprawie węzła. Szal, jaki ksiądz nosi zwisający luźno na szyi, haftowany w złote krzyżyki, nazywa się stułą. Po spowiedzi i rozgrzeszeniu należało pocałować stułę. Dziś w dobie spowiedzi internetowej oraz higieny pewnie zarzucono ten zwyczaj.
Misją stuły jest węzeł, który zawiązuje ksiądz, wypowiadając jednocześnie formułę: „Co Bóg złączył, tego człowiek nie rozłączy”. Kto bierze ślub kościelny powinien się liczyć z tym, że nawet jeśli ta pętla zamieni się w podwójnego Nelsona, może sobie ową pętlę mocniej zacisnąć na szyi i wykopać krzesło. Co zresztą także jest grzechem śmiertelnym. Otóż najważniejszy Polak zaapelował do prawników na całym świecie i chyba w kosmosie, jeżeli jakieś UFO po galaktykach się plącze, żeby papugi, jak i sędziowie nie brali udziału w sprawach rozwodowych, bo one są zabójcze dla rodziny.
Zabójcze dla rodziny są również słowa oraz noże i siekiery, jakich ludzie niedobrani często do rozwiązania konfliktów używają, bojąc się rozwodu. Podczas pewnej mszy weselnej, głosząc kazanie ku uwadze pary młodej, kaznodzieja podał budujący przykład kobiety leżącej w szpitalu z połamanymi rękami i nogami, która jednak postanowiła wrócić do domu, do swego łamacza kończyn. Nie uległa namowom betonowych feministek. Tamten ksiądz jeszcze wówczas nie znał zwrotu biskupa Pieronka, mówił więc tylko o namowach „tak zwanych wyzwolonych kobiet”. Następnym razem pacjentka pojedzie w piórniku na cmentarz i zostanie nazwana męczennicą rodziny, a może nawet świętą, i stawiana będzie za wzór wszystkim niewiastom.
Kobieta – jak powszechnie wiadomo – już w raju słuchała podszeptów diabła, więc karę ponieść musi. A facet, który chce się rozwieść, bo uważa, że jego żona to pazerna zołza, ma sobie folgować? Przecież cierpienie jest immanentną cechą wiary naszej, a nawet jak nie wierzysz w Trójcę oraz Matkę Boską, to też nie uciekniesz, bezbożniku jeden, bo i niewierzących zakaz rozwodów obejmie, innowierców takoż. Niech się miotają, niech się dobijają, niech dzieci patrzą jak próchno, czyli rodzice się męczą. To pouczające, lepsze niż wychowanie seksualne.
W Kościele zamiast rozwodu można uzyskać unieważnienie małżeństwa. Wystarczy, że ktoś powie, że połowica nie chce albo nie może dać potomstwa, albo że nie pozwala praktyk odprawiać, albo… Poczeka chwilę i unieważnienie ma jak w banku. Pewnie, że nie każdy ćwok ma w banku, ale jeśli jest ofiarny, to czemu nie?
Oczywiście, zrobił się szum wokół papieskiej wypowiedzi, nawet wnuczka Mussoliniego, osoba wyznająca prawicowe wartości, powiedziała, że: „to nie średniowiecze, nie ma powrotu do tego, co było”. W „Rzeczpospolitej” pisano, że we Włoszech podczas demonstracji pojawiły się hasła, że papież jest faszystą, ja tylko cytuję, zastrzegam się, choć niepotrzebnie, bo odeszłam daleko od kościoła parafialnego, gdzie w jasełkach Matkę Boską w niebieskiej szacie udawałam.
Nasi prawnicy nie traktują tego wezwania poważnie. Rozwody to duże i częste pieniądze, już widzę adwokatów, jak rezygnują z tego źródła dochodów! Politycy nie wypowiadają się bo i po co świętej osobie się narażać. Na lewo rozwód, na prawo rozwód i w centrum rozwód. Rozwód jest tym, co łączy wszystkie partie.
Trzeci wielki Polak także występuje w białym kombinezonie. Pytano się wzajem na wizji, dlaczego zdobył tylko brązowy medal, kiedy my złota spragnieni jak spękana ziemia dżdżu. Bo zbyt nisko opuścił głowę, odpowiadali fachowcy. Dlaczego Adam zbyt nisko opuścił głowę? Pewnie dlatego, że wszyscy sprawozdawcy i ich goście trąbili o patriotycznym, ponadsportowym uniesieniu. O tym, że w medalu Małysza każdy z nas będzie miał jedną czterdziestomilionową udziału! Poniósł ich rumak z „Szału” Podkowińskiego, oj poniósł! Ciężki jak ołów narodowy kompleks niższości przytłoczył biednego narciarza, nic dziwnego, że zwiesił głowę. Szczęście, że potem ją podniósł.
Chcesz mieć jeden z drugim sukces, to se na niego sam zapracuj!

 

 

Wydanie: 7/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy