Zaszczepieni przez obcych

Zaszczepieni przez obcych

Portrait of the company founders Dr. Ugur Sahin, CEO and Dr. Özlem Türeci, and board member medicine of the Mainz pharmaceutical company Biontech. Taken on June 1st, 2020 in Mainz, Rhineland-Palatinate, Deutschland,Image: 568585433, License: Rights-managed, Restrictions: Model release available. Property release available., Model Release: no, Credit line: Felix Schmitt / Focus / Forum

Sukces twórców szczepionki Pfizera pokazuje, jak ważna jest inteligentna polityka migracyjna Kiedy 9 listopada upubliczniono informację, że amerykański gigant farmaceutyczny ma w laboratoriach substancję dającą ok. 90% ochrony przed zarażeniem się COVID-19, świat znów na chwilę zatrząsł się w posadach. Tym razem z radości, bo informacja o skutecznej szczepionce była dla wielu pierwszą dobrą nowiną w całym roku 2020. W zdecydowanej większości depesz prasowych czy nagłówków w serwisach internetowych widniała informacja, że uwolnić planetę od pandemii będzie w stanie jako pierwszy właśnie Pfizer – gigant generujący rocznie 51 mld dol. przychodu, czyli prawie 9% całkowitego PKB Polski. Niewielu autorów doprecyzowywało, że choć to właśnie pod patronatem tego holdingu przeprowadzano przez ostatnie miesiące przełomowe badania kliniczne nad wirusem, sama szczepionka nie jest bezpośrednim dziełem Amerykanów. Powstała w firmie BioNTech, zarejestrowanej zaledwie 12 lat temu w Moguncji, nieco ponad 200-tysięcznym mieście na zachodzie Niemiec. Pfizer oczywiście zainwestował w cały proces ogromne zasoby finansowe, zapewni też dystrybucję szczepionki po dopuszczeniu jej do masowego użycia, jednak nowojorscy prezesi niewiele mogliby zrobić, gdyby nie partnerstwo z jeszcze niedawno skromnym rodzinnym przedsiębiorstwem badawczym. BioNTech założyło troje mieszkających w Niemczech naukowców. Żadne z nich jednak nie jest z pochodzenia Niemcem. Austriackiemu onkologowi Christopherowi Huberowi w stworzeniu przedsiębiorstwa zatrudniającego dzisiaj przeszło 1,3 tys. osób pomogła dwójka immunologów o tureckich korzeniach. Özlem Türeci jest dziś szefową pionu medycznego firmy, Uğur Şahin – prezesem całego BioNTech, przede wszystkim jednak od 2002 r. są małżeństwem. Poznali się w Homburgu, gdzie połączyła ich najpierw miłość do nauki. Ale zaczynali od tego, co mogli zidentyfikować najszybciej – od tureckich korzeni. Şahin urodził się w İskenderun na wschodnim krańcu śródziemnomorskiego wybrzeża Turcji. Bliżej stamtąd do Damaszku niż do Ankary, nie mówiąc o Europie. Tereny te nigdy nie należały do bezpiecznych ani stabilnych. Lata konfliktów przygranicznych, represje wobec Kurdów zamieszkujących wschód Turcji oraz kryzysy gospodarcze sprawiły, że właśnie stąd najliczniej rekrutowała się turecka diaspora, która w latach 60. i 70. rozpoczęła podróż na północ, przede wszystkim do Niemiec. W tej masowej migracji wziął udział ojciec Şahina, który znalazł pracę jako monter w fabryce samochodów Forda w Kolonii. To tam naukę rozpoczął mały Ugur, który zamieszkał z tatą na zachodzie Niemiec w wieku czterech lat. Od zawsze wykazywał ponadprzeciętne zdolności naukowe i wyróżniał się na tle rówieśników. Do tego stopnia, że nie mógł się zdecydować, na której dziedzinie się skupić – interesowały go praktycznie wszystkie. Ma to zresztą odzwierciedlenie w jego życiorysie naukowym. Najpierw zapisał się na studia medyczne, spędzając na kolońskiej uczelni osiem lat i broniąc doktoratu poświęconego guzom nowotworowym, ale wciąż mało było mu nauki akademickiej. Kolejne trzy lata studiował matematykę. Jak sam mówi, to pokłosie zainteresowań z dzieciństwa, kiedy czytał wszystkie książki popularnonaukowe, do których był w stanie się dokopać. Pozwoliły mu one nie tylko poszerzyć horyzonty, ale też opanować przynajmniej podstawowe słownictwo naukowe po niemiecku. Najciekawszym jednak elementem tej historii jest fakt, że Şahin wypożyczał je z biblioteki… pobliskiego kościoła katolickiego. Liceum ukończył jako pierwsze w historii szkoły dziecko gastarbeiterów – maturę zdawał z matematyki i chemii. Do dziś wspomina, że choć wyjazd ze słonecznego wybrzeża do deszczowej Nadrenii-Północnej Westfalii nie był łatwy dla dziecka, w Niemczech mógł rozwijać swój talent naukowy. Podobnie czasy szkolne i uniwersyteckie wspomina jego żona – jedyna z trójki założycieli BioNTech, która urodziła się w Niemczech, w Cloppenburgu w Dolnej Saksonii. Niewiele to jednak zmienia w jej historii, bo oboje rodzice byli Turkami. Ojciec, lekarz, od początku chciał zaszczepić w córce pasję do medycyny. Ta początkowo była oporna, bo bardziej interesowało ją życie religijne, myślała nawet o zostaniu zakonnicą. Ostatecznie posłuchała rad ojca, poświęcając życie nauce. A dokładnie nowotworom, które pasjonowały również jej przyszłego męża. Oboje tak bardzo kochali naukę, że ledwo znaleźli czas na ślub. Kiedy tylko stali się sławni jako współtwórcy prototypu szczepionki na COVID-19, media obiegła anegdota, że małżeństwem zostali w czasie przerwy obiadowej w pracy laboratoryjnej. Zaraz po ceremonii wrócili na swoje

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2020, 49/2020

Kategorie: Świat