Zgoła, a nawet w ubraniu

Teledelirka

W powodzi, a nawet w potopie afer zalewających nas z góry i z dołu umknęła ważna wiadomość, pozytywny sygnał społeczny. Naród albowiem znów okazał się mądrzejszy, niż się wydaje politykom oraz przywódcom duchowym.
Jest to nowina na temat telewizji o. Rydzyka, ochrzczonej imieniem Trwam. Otóż trwa ona słabo, a może przestać trwać w ogóle. Sama nazwa od początku wydawała mi się kiepska. Ta zbitka spółgłosek i tępa pompa zawarta w pojęciu trwam! Odstręczające. Z równym, a może lepszym skutkiem można było nazwać ją Opoka.
Jest parę rekwizytów w Biblii, które bardziej się nadają, ale zostały już wykorzystane. Zespół Arka śpiewający religijne pieśni w rytmie disco dobrze się kojarzy, bo arka Noego to ocalenie z potopu. Albo doradcy ojca R. są kiepscy, albo – co pewniejsze – poskąpił on grosza i zmajstrował to sam. A tu trzeba słuchać podszeptów diabła medialnego, jasne, że za dużą kasę.
I znów stało się to, co przewidywałam, a czemu dałam wyraz w programie „Oblicza mediów”, poświęconym wtedy nowo powstającej telewizji o. Rydzyka. Zapanowała wówczas wśród ludzi światłych lekka histeria, że twór ojca R. rzuci widzów na kolana, zdziesiątkuje widownię zarówno telewizji publicznej, jak i prywatnej. Świat mediów zatrząsł się ze strachu, że pełna nienawiści telewizja będzie sączyła w mózgi widzów truciznę.
Dajcie ojcu telewizję, a przejedzie się na niej! – mówiłam. Do tego, by wylansować swoją TV, trzeba wielkiej kasy i pomysłów. Zrobienie telewizji, która miałaby dużą oglądalność, a byłaby tak nabożna jak Radio Maryja, jest niemożliwe, bo lud na wynos niemożliwie religijny, w domu całkiem co innego czyni. Jak pisał poeta: „Modli się pod figurą, a diabła ma za skórą”.
Ojciec Rydzyk dla swych wyznawców jest postacią charyzmatyczną. W radiu ma głos radiowy, mówi biegle po polsku, ale ekran wymaga zgoła, a nawet w ubraniu, innych predyspozycji. Bezlitośnie obnaża nie tylko defekty urody.
Musiałby ojciec R., prowadząc religijny talk show, zastosować jakąś dietę, bo telewizja na wejście dorzuca około siedmiu kilogramów. Widać to po kruchych w naturze jak uciekające kurczaki (kultowy film animowany) prezenterkach, które na wizji wyglądają na osoby przy kości. Ojciec Rydzyk posiada co prawda urodę silną jak cios, bowiem sprzężoną w całość z jego ego, niemniej jednak jest za mało kultowy. Gdyby zwyciężył w „Wielkim Bracie”, wystąpił w serialu „Klan” albo „M jak Miłość”, może mógłby startować z własnym show.
Jego wizerunek nie odbiega od polskiej normy, prezentuje się ów mężczyzna nie gorzej niż inni. Jednak żeby złapać widzów za serce, trzeba by dać show komuś ładniejszemu i lubianemu powszechnie. Mógłby to być ksiądz Arkadiusz Nowak, który jest prawdziwym przystojniakiem, a do tego ma dobrze w głowie poukładane, ale on nie należy do odłamu ojca R. Poza tym wiadomo, że gwiazdy takie jak ojciec nie znoszą konkurencji.
Wiedziałam, że ludność, nawet ta słuchająca Radia Maryja, nie rzuci się na Trwam, ponieważ w większości, gdy już popsioczy na spiski antynarodowe, upuści żółci na Unię Europejską, która zabierze nam niepodległość, poboleje nad upadkiem obyczajów, wyrazi niepokój, że może zostać jako klasa starszaków poddana eutanazji, a wnuki jej zostaną siłą wyskrobane z macic przez zwolenników złagodzenia ustawy antyaborcyjnej, otóż wtedy ludność nazywana dalej widzami sięgnie po pilota, by obejrzeć dalsze losy Mostowiaków i innych.
Po wzruszeniach spowodowanych losami ulubieńców serialowych, małej drzemce, zażyciu geriavitu i zjedzeniu owsianki wyznający kult ojca R. znów na chwilę włączą się w nurt modlitw za Ojczyznę i Papieża albo odwrotnie. Potem zejdą na żelazne tematy, popieprzą sobie inaczej o seksie, bo nie wiedzą, że jako weteranom należy im się viagra, i znów wpuszczą się w kanał TV publicznej albo prywatnej.
Telewizja Trwam, żeby nie wiem jak była nabożna, nie ma szans, bowiem nie przebije ani publicznej, ani prywatnych w pobożności. Widzimy to podczas obchodów 25. urodzin pontyfikatu Papieża. Okno w Krakowie, okno w Watykanie, błogosławieństwa, jakich udzielał, miejsca, które nawiedził Ojciec Święty, migawki i filmy dokumentalne, zajmowały długie godziny.
Szelmowsko uśmiechnięty Papież rozprawiający o kremówkach po maturze, pokazywany był prawie równie często jak nogi Aleksandry Jakubowskiej wchodzącej po schodach, prezes Kwiatkowski w czapce z daszkiem oraz Czarzasty śmiejący się wprost w zbiorową twarz Komisji Śledczej. Samo dobro w najświętszej osobie przeciwstawione zostało złu w osobach uznanych przez diabła Rokitę, udzielającego wywiadów na prawo i lewo (!), za grupę trzymającą władzę.
Widzowie, zwani dalej telewidzami, bombardowani przez wszystkie telewizje wcale nie samym Papieżem, lecz słodyczą lejącą się z ust prezenterów, zwłaszcza mówiących o jego „dobrej formie”, przerzucali się z kanału na kanał, usiłując znaleźć jakiś film albo program rozrywkowy, ale nic takiego się nie trafiało.
Jako osoba doświadczona przez chorobę lepiej rozumiem, o co chodzi Papieżowi, wiem, dlaczego pokazuje się w takim stanie. Szanuję go i podziwiam jego twardość, ale na Boga, trzeba chyba zachować umiar w ocenie jego formy, jak i w ilości czasu antenowego, by deseru nie przesłodzić.
Cóż więc mógłby zrobić ojciec Rydzyk? Może telewizję, która będzie pokazywała wyłącznie seriale i filmy, a pomiędzy nimi, zamiast reklam, które telewidzów sakramencko wkurzają, może krótka modlitwa o zdrowie Papieża oraz nasze? Sama natychmiast kupiłabym dekoder. Amen.

 

 

Wydanie: 43/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy