Zielona niesprawiedliwość

Podczas gdy najbogatsze kraje korzystają z zasobów naturalnych nadmiernie, najuboższe nie mają do nich dostępu

Zasoby naturalne to bogactwa występujące w naszym środowisku, bez których nie byłoby życia: woda, powietrze, światło słoneczne, rośliny, zwierzęta. Należą do nich także, bardzo ważne z gospodarczego punktu widzenia, surowce energetyczne i mineralne czy rudy metali. Korzystamy z owych dobrodziejstw na co dzień, nie zdając sobie sprawy z tego, że pewnego dnia może ich zabraknąć.
Tymczasem według danych Światowego Funduszu na rzecz Przyrody (WWF) – największej na świecie pozarządowej organizacji zajmującej się ochroną przyrody – już w 2030 r. może się okazać, że

wiele z bogactw Ziemi utraciliśmy bezpowrotnie.

Powód to nadmierna globalna konsumpcja, przekraczająca o 20% możliwości regeneracyjne naszej planety.
Autorzy opublikowanego przed Szczytem Ziemi w Johannesburgu raportu WWF “Żyjąca Planeta” ostrzegają, że jeśli tempo konsumpcji utrzyma się na tym poziomie, co współcześnie, w 2050 r. będziemy potrzebować dwóch planet do wyżywienia wszystkich ludzi i zaspokojenia ich potrzeb.
Aby utrzymać zdolność regeneracyjną zasobów, każdy z ponad 6 mld ludzi zamieszkujących Ziemię powinien dysponować 1,9 ha gruntów uprawnych. Obecnie spożycie kształtuje się na poziomie 2,3 ha. Nie wszyscy jednak korzystamy z bogactwa przyrody w tym samym stopniu. Poziom konsumpcji statystycznego mieszkańca Afryki czy Azji odpowiada 1,4 ha. Za to Europejczyk eksploatuje 5 ha, a mieszkaniec Ameryki Północnej aż 9,6 ha. Europejczyk korzysta przeciętnie z ponad stu litrów wody, normy sanitarne muszą zakładać 180 litrów na mieszkańca na dobę. W tym samym czasie około 1 mld ludzi nie ma dostępu do wody pitnej. Minimum niezbędne do przeżycia dnia to pięć litrów.
Eksploatacja bogactw naturalnych wzrasta zwłaszcza w krajach rozwijających się. W XX stuleciu zużycie wody – przemysłowej i pitnej – w skali globu wzrosło sześciokrotnie, a przecież ekosystemy słodkiej wody nadal obejmują mniej niż 1% powierzchni globu. Nieracjonalna gospodarka sprawiła, że w wielu regionach świata (m.in. w b. republikach ZSRR, Indiach, Chinach i na Bliskim Wschodzie) następuje obniżanie się poziomu wód gruntowych, co będzie miało w przyszłości katastrofalne skutki.
To, czego może nam zabraknąć w pierwszej kolejności, to bezcenna, choć niestety często niedoceniana różnorodność biologiczna. Według organizacji ekologicznych, znika z naszego globu wiele unikalnych zakątków przyrody. Dane zebrane przez ONZ są zatrważające – ponad 10 tys. gatunkom fauny zagraża wyginięcie. Dotyczy to 24% ssaków, 12% ptaków, 25% gadów, 20% płazów i 30% ryb. Niepokojące jest także nadmierne wycinanie lasów. Obecnie pokrywają one jedną trzecią lądów. Ekolodzy oceniają, że za 10 lub 20 lat powierzchnia lasów może zmniejszyć się o 40%. Następuje także ogromna erozja gleby – już teraz powierzchnia ziem nienadających się do uprawy jest równa terytorium Ameryki Północnej.
Naukowcy szacują, że za kilkadziesiąt lat wyczerpią się zasoby ropy. A trzeba pamiętać, że ok. 40% energii pochodzi właśnie ze spalania ropy i jej produktów. Ważny we współczesnej energetyce gaz ziemny może się skończyć w następnym stuleciu, natomiast zasoby węgla za 200-300 lat. Czy oznacza to brak energii? Nie, jeśli przyszłość będziemy wiązać ze źródłami odnawialnymi. Najwyższy czas więc nauczyć się

umiejętnie czerpać energię z mórz

i oceanów czy wiatru.
Już dziś trzeba również zadbać o racjonalne wykorzystanie metali, tak aby zachować ich zasoby dla przyszłych pokoleń. Rozwiązaniem może być – stosowany z powodzeniem w wielu krajach – recykling żelaza, stali, miedzi i aluminium. Za 100 lat natomiast skończą się zasoby cyny, srebra, złota i ołowiu, wolframu i cynku.
Bez zasobów naturalnych nie ma mowy o rozwoju gospodarczym, a więc o dobrobycie. Czy naprawdę warto dziś pławić się w luksusie, aby jutro zobaczyć w skarbcu Ziemi dno?

 

Wydanie: 38/2002

Kategorie: Ekologia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy