Zygzakiem do Unii

Zygzakiem do Unii

Wyniki najnowszego sondażu CBOS w sprawie integracji Polski z Unią Europejską dają wiele do myślenia. 30 proc. Polaków popiera wejście naszego kraju do Unii, 29 proc. jest temu przeciwna, a aż 41 proc. nie ma jednoznacznego stanowiska w tej sprawie.
Skąd bierze się ten rosnący sceptycyzm Polaków? I to już nie tylko wśród rolników. Jak duży wpływ na takie nastroje społeczne mają zaniechania i błędy rządu Buzka, który przez całe lata nie był w stanie skonstruować spójnego rządowego systemu organizacyjnego. Spory kompetencyjne i kadrowe wokół Komitetu Integracji Europejskiej i brak sensownej polityki informacyjnej skutkują dziś tym, że większość społeczeństwa nie orientuje się w przebiegu negocjacji akcesyjnych, nie potrafi ocenić ich tempa oraz przyjętej przez rząd taktyki.

Zaległości w dostosowaniu prawa krajowego do ustawodawstwa Unii Europejskiej były już tak duże, że groziły odłożeniem naszych aspiracji na długo, a na pewno poza rok 2003. W sytuacji takiego zagrożenia okazało się, że ciągle aktualne jest hasło “Polak potrafi”. Politycy pojęli, że same zaklęcia i apele do Unii w sprawie daty przyjęcia Polski już nie wystarczą. Uchwalono więc przyspieszony tryb prac parlamentu. Zdecydowaną większością (345 posłów za) powołano Komisję Prawa Europejskiego. Przeciw tej decyzji było 59 posłów PSL i kół prawicowych. Taka postawa PSL nie dziwi, bo główny spór w rozmowach z Unią dotyczy przecież rolnictwa.
Obserwując zachowania polityków, stale trzeba jednak pamiętać, że choć rozszerzenie Unii jest decyzją polityczną i zależy od woli politycznej rządów jej krajów, to ostatecznie zadecydują o tym nie politycy, ale obywatele polscy w powszechnym referendum.
I o ich głosy od dawna toczy się zakulisowa walka. Nowe w tych sporach jest odkrywanie przyłbicy przez kolejnych polityków. Zadziwiające, jak wielu z nich próbuje coś ugrać na nucie eurosceptycyzmu, na podsycaniu niechęci i wątpliwości Polaków wobec Europy. By daleko nie szukać, wystarczy posłuchać kolejnych kandydatów na prezydenta. Większość z nich (Łopuszański, Wilecki, Lepper, Kalinowski, Korwin Mikke) wpisuje się w ten nurt, choć każdy z innych pozycji. Z ich wypowiedzi łatwo można skonstruować zarówno katalog niebezpieczeństw, jakie na nas czyhają w Unii, jak i bogaty zbiór polskich kompleksów i mitów.
Do tego grona dołączył ostatnio Marian Krzaklewski. Świeżo po powrocie z pielgrzymki do Rzymu, a już niepomny tego, że Jan Paweł II jest zwolennikiem przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Krzaklewski ma za złe większości krajów Unii, że budują “lewicowe utopie”, a polskich polityków dzieli na swoich (AWS), którzy chcą dla Polski dobrze, i całą resztę, która “z powodów ideologicznych” tylko czyha na to, by Polakom zaszkodzić.
Czy słuchając takich wypowiedzi, można się dziwić, że liderzy Unii chcą bezpośrednio rozmawiać z Leszkiem Millerem i liderami SLD? Czego jak czego, ale pragmatyzmu i politycznego realizmu zachodnim politykom nie brakuje. Tylko czy zdecydowane deklaracje Millera w Brukseli o jednolitym stanowisku Polski i naszej determinacji co do daty przyjęcia do Unii w 2003 roku równoważą mruganie okiem Krzaklewskiego?
Swoją wypowiedzią na konwencji wyborczej Krzaklewski sprawił, że sprawa stosunku do integracji z Unią Europejską staje się najważniejszym z pytań, które trzeba zadawać kandydatom. Dla Polaków jest to decydujące rozstrzygnięcie w tej dekadzie.
Kandydaci na prezydenta muszą więc rozstrzygać. Są za czy przeciw. Prezydent Kwaśniewski nie ma takiego dylematu. Od lat bardzo konsekwentnie zabiega o przyjęcie Polski do Unii Europejskiej.

Wydanie: 29/2000

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy