Archiwum
MIREK CZYŻYKIEWICZ – MA CHERIE
Znany polski pieśniarz, gitarzysta, poeta, bard o najbardziej rozpoznawalnym męskim głosie Mirek Czyżykiewicz oddaję w ręce słuchaczy swój najnowszy album zatytułowany „Ma Cherie”. Na płycie znajdziemy muzykę skomponowaną przez Mirka do tekstów : Norwida,
Czy nowe partie polityczne mają w Polsce marne szanse?
Prof. Magdalena Środa, filozof, Uniwersytet Warszawski Cała nadzieja jest w nowych partiach. Partiach o nowej formule, nowoczesnych, z „rozproszonym” przywództwem (dość tych naburmuszonych ambitnych liderów, którzy wszystko trzymają w swoim ręku i nie potrafią sobie nawet dobrać doradców). Partiach, które w swoich programach dokonałyby jakiejś poważnej zmiany priorytetów politycznych. Marzy mi się partia, która poważnie potraktowałaby edukację, neutralność państwa, kulturę, przyszłość, europejskość Polski. U ludzi takich jak ja czy Agnieszka Holland, która oświadczyła niedawno, że nie ma na kogo
Kalisz z wozu, komu lżej?
Z ogólnym przesłaniem wszyscy się zgadzają. A przynajmniej udają zgodę. Bo trudno polemizować z poglądem, że wielobarwna i różnorodna w zainteresowaniach lewica – jeśli chce coś znaczyć – musi ze sobą współpracować i szukać porozumienia. Tylko idąc tą drogą, polska lewica może wypracować atrakcyjną ofertę programową na szybko zbliżające się potrójne wybory. I co dla wyborców jest równie ważne – pokazać, że nie tylko ma ławkę kadrową, ale że siedzą na niej ludzie kompetentni i sprawniejsi intelektualnie i organizacyjnie od obecnej ekipy rządowej. Efekty
Nie chciałbym być Kasandrą
Podobno historia z reguły się nie powtarza, a jak się powtórzy, to już tylko jako farsa. Kiedyś Kuroń i Modzelewski napisali „list do członków partii” i dostali za to po parę lat więzienia. Ostatnio „list do członków partii” napisał eksminister Gowin. Czasy inne, partia adresatka inna, konsekwencje inne. No i przede wszystkim gdzie tam Gowinowi do Kuronia czy Modzelewskiego. Zgodnie z przewidywaniami, gdy siła Platformy maleje, co widać po ostatnich sondażach, w których przegrywa ona z PiS i nawet premier Tusk wreszcie zobaczył, że ma z kim
Pracowity biograf Iwińskiego
Jakież kompleksy muszą targać duszą Jerzego Bukowskiego, autora znanego głównie sekretarzom dużych i małych redakcji z lawiny listów, które kieruje, do kogo się tylko da? A jak się nie da, to pisze do internetu, który tenże Bukowski ubogaca nieustannie powtarzanymi zwrotami typu: wieczna hańba, haniebna antypolska postawa, nieodrodni spadkobiercy itp. I pisałby tak sobie pan B., i pisał, gdyby „Rzeczpospolita” nie upchnęła długaśnego listu pod wytwornym, jak na tego autora, tytułem „Profesor głuptasek z SLD”. Z wynurzeń Bukowskiego
Wołoszański (też) z octu
Na listę „Ludzi z octu” czyli tych, którzy przeżyli, mimo że w sklepach był tylko ocet, wpisał się Bogusław Wołoszański. Lista, przypominamy, jest całkowicie dobrowolna i absolutnie demokratyczna. Zainteresowani sami zgłaszają swoje aspiracje do męczeństwa. Znany (i ceniony przez nas) propagator historii zwierzył się „Playboyowi”, że „w 1983 r. w Polsce było, co było, czyli ocet i zielony groszek, ja ze swoimi 194 cm nie miałem szans, by cokolwiek dla siebie kupić, bo wtedy po prostu nie produkowano takich ubrań”. Prawdziwie szekspirowski dramat.
Policja testuje Sienkiewicza
Jeszcze jeden taki Marzec, a policjanci zaczną chodzić kanałami. Chyba że Bartłomiej Sienkiewicz, nowy minister spraw wewnętrznych, weźmie za mundur galowy Marka Działoszyńskiego, komendanta głównego policji, i pogoni go na cztery wiatry. Powodów jest wiele, a najnowszy nazywa się Marzec. Nadinspektor (generał) Leszek Marzec – do 27 maja komendant policji w Opolu. Sławny na cały kraj z wulgarnych rozmów(?) ze swoją podwładną. Policjantką i kochanką w jednym. Nagrany i opisany Marzec poszedł sobie dzięki łaskawości
Terroryści wygrali
Wydawałoby się, że media polskie zajęte przede wszystkim i ponad wszystko Smoleńskiem i Watykanem zaszyły się ostatecznie w partykularnych ostępach. Na szczęście pojawił się w nich ostatnio, prawda, że gdzieś daleko w tle, ale lepszy rydz niż nic, temat rzeczywiście istotny i ważny dla każdego obywatela Rzeczypospolitej i Europy, ba! – dla podstaw naszej cywilizacji: fotoradary. Nie ma w tym ironii ani przesady. Tutaj właśnie jesteśmy u podstaw dyskusji o wolności, demokracji i prawach człowieka. Jest kwestią
Wołyń: nienazwane ludobójstwo
Polityczna poprawność zamiast prawdy w relacjach polsko–ukraińskich – taki jest sens przekazu europosła PJN Pawła Kowala Ze zdumieniem i zażenowaniem przeczytałem wywiad z europosłem PJN Pawłem Kowalem „Nie obciążać Ukrainy za tę zbrodnię” („Rzeczpospolita”, 14 maja). Takiej ilości wykluczających się stwierdzeń i niedorzeczności, jakie zawiera ten tekst, nie sposób pozostawić bez komentarza, a sposób formułowania tez, często ze sobą sprzecznych, praktycznie uniemożliwia jakąkolwiek racjonalną krytykę. W myśl bowiem jednej z naczelnych zasad logiki:
Bohater bez skazy?
Pilecki został skazany nie za pobyt w Oświęcimiu, ale za działalność wywiadowczą na rzecz Londynu Jak wielkie emocje może wywoływać historia, widać na przykładzie burzy po publikacji w „Polityce” artykułu prof. Andrzeja Romanowskiego na temat rotmistrza Witolda Pileckiego. I świadczy o tym nie tyle niemała liczba publikacji, ile ocen, a raczej inwektyw pod adresem profesora. W całej tej publicystyce, a dokładnie w nagonce na Romanowskiego w prawicowych mediach, autorzy tekstów poświęconych publikacji i wnioskom profesora odsuwają z pola widzenia dwa zasadnicze problemy, które







