Archiwum
Bazomania
Od kilkunastu lat widzę, że najważniejszym celem polskiej dyplomacji jest wprowadzenie amerykańskich baz wojskowych, przynajmniej jednej solidnej i stałej bazy. Rodzaj broni jest sprawą drugorzędną, chodzi o to, żeby tu byli realni, żywi żołnierze amerykańscy. Nie wyjaśnia się narodowi, dlaczego ustanowienie tych baz jest takie ważne, skoro znikąd nie grozi nam niebezpieczeństwo. Przez te kilkanaście czy 25 lat nic nam nie groziło, ale teraz, gdy Rosjanie przyłączyli Krym, żadne wyjaśnienie nie jest potrzebne, wszystko bowiem
Jak dymisje w rządzie mogą wpłynąć na wyniki wyborów parlamentarnych?
Prof. Roman Bäcker, politolog, UMK Decyzja Ewy Kopacz została podjęta, aby nie pogrążyć całkowicie PO po aferze wywołanej przez publikacje pana Stonogi. Zasięg dymisji i brak wyrazistego klucza spowodują raczej zmniejszenie poparcia, tym samym partia może stracić znaczną część swoich wyborców. Prof. Marek Chmaj, politolog, prawnik, SWPS Kroki były zdecydowane i szybkie, na pewno odebrały wiele argumentów przeciwnikom politycznym. Umożliwiły też nowe otwarcie w kilku ważnych resortach. Poza tym pani
Bezrobotna raczej nie będę
Ciekawe, jak członkowie Rady Nadzorczej TVP uzasadniali, że nie nadajemy się nawet do przedstawienia publicznie naszych koncepcji Agnieszka Odorowicz – Choć studiowała w Akademii Ekonomicznej w Krakowie, ciągnęło ją do kultury – organizowała festiwale studenckie i muzyki kameralnej. Jako absolwentka dostrzegła w europejskich funduszach strukturalnych wielką szansę Polski. Napisała o nich kilkanaście artykułów i zajęła się ich pozyskiwaniem. Najpierw jako asystentka na uczelni, potem w Ministerstwie Kultury, wreszcie w rządzie premiera Marka Belki, sprawując funkcję
Prole mimo woli
W „Roku 1984” George’a Orwella prole stanowili najniższą klasę społeczną – na co dzień byli dyskryminowani, ich potrzeby nie mogły być zaspokojone, panujący system zaniedbywał ich pod każdym względem. Dzisiaj jest nawet gorzej: oficjalny język nie pozwala dostrzec i nazwać proli po imieniu. Klasa robotnicza, proletariat, prole przestali istnieć po 1989 r. Najpierw językowo (w mediach, w publicystyce), później politycznie (żadna partia nie odnosiła się do ich interesów), a w końcu w ogóle zniknęli ze świadomości społecznej –
Handel roszczeniami trwa
Sejm musi ukrócić dziką reprywatyzację Morze gruzów. Tak po powstaniu warszawskim wyglądał stołeczny Mariensztat. Pięć lat później, dzięki wysiłkowi całego społeczeństwa, stało tu już nowe osiedle mieszkaniowe. Czas jego odbudowy upamiętnił pierwszy kolorowy polski film długometrażowy „Przygoda na Mariensztacie”. Niestety, teraz życie pisze swój smutny epilog. Roszczenia do osiedla zgłaszają spadkobiercy przedwojennych właścicieli nieruchomości. Z kamienicy Pod Łabędziem przy ul. Mariensztat 9 eksmitowano pierwszych lokatorów. Działacze stołecznego ruchu
Ruletka zmian
Mleko się wylało. Fala protestów i żądania zmian, która od paru lat przetacza się przez Europę, dotarła wreszcie do Polski. Ale choć była czymś oczywistym i nieuchronnym, kompletnie zaskoczyła zarówno partie rządzące, jak i aspirujące do władzy PiS i SLD. Mnie oczywiście najbardziej żal tego, że głucha na nastroje społeczne była lewica. Formacja, która z natury rzeczy powinna słyszeć nawet pomruki niezadowolonych, a nie czekać, aż do gabinetów dotrą głośne krzyki ciężko sfrustrowanych ludzi. Pisaliśmy o tym w PRZEGLĄDZIE wiele
Z burczenia w brzuchu
W „Nieznośnej lekkości bytu” Milan Kundera pisał, że główna bohaterka Teresa wzięła się z burczenia w brzuchu. Kiedy czytam „Ferwor. Życie Aliny Szapocznikow” Marka Beylina, myślę, że Alina też wzięła się z burczenia w brzuchu, może nawet z głodu. Że miała w sobie jakiś brak, tęsknotę, deficyt, które przez całe życie starała się wyrównać. Ludzie, którzy nie potrafią osiągnąć spokoju i zadowolenia, wciąż pozostają niezaspokojeni – zwykle w dzieciństwie przeżyli utratę kogoś bliskiego. O Szapocznikow
Życie bez znaczenia
Śpiesząc się i nieustannie trąbiąc, Bengalczycy sprawiają wrażenie, że są czymś strasznie zajęci. To jednak złudzenie Do Dhaki, stolicy Bangladeszu, przyleciałem po południu. Po wyjściu z klimatyzowanego terminalu w płuca uderza smród rozgrzanego brudu pomieszanego ze smogiem i benzyną. Ogłusza hałas. Tysiące motorowych i rowerowych riksz, trąbiąc przeraźliwie, próbuje utorować sobie drogę. Klakson to tutaj najważniejsza część pojazdu. Samochód może nie mieć przedniej szyby, drzwi albo nawet jednego koła, ale trąbkę mieć musi. I to najlepiej wuwuzelę. Ten
Opera powinna brzmieć ładnie
Czy warto poświęcić życie dla sztuki? Prof. Marcin Błażewicz– kompozytor Jak doszło do tego, że skomponował pan operę o Oldze Boznańskiej? – Dwa lata temu, w związku ze 150-leciem urodzin malarki, moja uczelnia, Uniwersytet Muzyczny im. Fryderyka Chopina, otrzymała zamówienie na operę i mnie powierzono zadanie napisania muzyki. Autorka sztuki teatralnej o Boznańskiej Duśka Markowska-Resich została autorką libretta, które, co zrozumiałe, musiało być krótsze niż utwór dramatyczny, ponieważ czas wypowiadania słów śpiewanych







