Bywam bardziej Klossem niż Mikulskim

Bywam bardziej Klossem niż Mikulskim

Wybuchowa rola. W połowie kariery. Zdarzało się, że chciałem o Klossie zapomnieć, ale świat mi na to nie pozwalał – wspominał Stanisław Mikulski (1929-2014)

KLOSS JEST NIEŚMIERTELNY

O jego żywotności świadczyło też to, że pracowaliśmy w dużym tempie i właściwie nie zaliczył żadnej poważnej wpadki. Poza tym w ciągu pierwszych sześciu odcinków awansował z porucznika na kapitana. Co więcej, w zamyśle Safjana i Szypulskiego Kloss miał zginąć po szóstym odcinku, ale tak się nie stało. Kto o tym zdecydował? Przewodniczący Komitetu ds. Radia i Telewizji Włodzimierz Sokorski przed wyborami do Sejmu w 1965 r. spotykał się na Śląsku z robotnikami. Na sali z półtora tysiącem górników i hutników rozmowa z polityki szybko przeszła na „Stawkę”. Problem wybuchnął nagle, górnicy i hutnicy mieli jeszcze w uszach zapowiedź spikerki telewizyjnej: „Za miesiąc zobaczą Państwo ostatni odcinek przygód kapitana Klossa”. Jak relacjonował „Expres Wieczorny” z czerwca 1965 r., podobno na tym spotkaniu krzyczeli: „Kloss nie powinien zginąć!”, „Chcemy bohatera żywego!”. W telewizji zdecydowano więc, że „Stawka” będzie kontynuowana. Ale żeby oddać i powagę sytuacji, i ilość miejsca, które J-23 znalazł w sercach publiczności w całym kraju, wspomnę, że z drugiej strony Polski też dochodziły pomruki niezadowolenia na wieść o końcu przygód Klossa. Studenci Politechniki Gdańskiej przysłali w tamtych dniach zbiorową petycję w sprawie żywotności Klossa z pogróżkami, że zablokują wejście do TV, gdy on zginie. I w ogóle, telewizję zasypywały listy z pytaniami o autentyczność postaci. O to, skąd się wziął, a przede wszystkim pełno w nich było gratulacji, podziękowań i szantaży, aby Kloss działał dalej. Redakcje gazet w całym kraju też chętnie przedrukowywały listy czytelników zabraniające przedwczesnego wpędzenia do grobu mego bohatera.

KLOSS, WARSZAWA

(…) Do tego stopnia byłem nieprzygotowany na setki listów, które zaczęły mnie zasypywać, że jeszcze na początku starałem się odpisywać. Nawet więcej – w jednym przypadku wziąłem adres z koperty i będąc na Śląsku, zażyczyłem sobie, żeby mnie zawieziono pod ten adres. Mieszkało tam starsze małżeństwo, ludzie po sześćdziesiątce. Wojnę spędzili w Szwecji. Wcześ­niej napisaliśmy do siebie dwa czy trzy razy, wysłałem im nawet zdjęcie, a oni w rewanżu dwa pudełka kolorowych szwedzkich zapałek. Mam do dziś w domku na wsi tę pamiątkę. Z nimi utrzymywałem kontakt nawet po „Stawce”. Zapukałem, otworzyli zdziwieni – zawitał do nich Kloss! Radości nie było końca. Mnie się zrobiło niezmiernie miło, bo moje zdjęcie stało tam na komodzie.
Już wtedy rodziła się we mnie wątpliwość – co się stanie dalej, skoro teraz jestem dla wszystkich tylko Klossem? Ludzie zapominali moje nazwisko, tylko pisali do mnie: „Hans Kloss”. Ale nie było czasu na zastanawianie się. Po wakacyjnej przerwie powstało kolejnych osiem odcinków teatralnej „Stawki większej niż życie”. Nieregularność ich premier tłumaczy to, że Safjan z Szypulskim po prostu nie nadążali z pisaniem. A widownia chciała Klossa. Co jest godne podkreślenia, bo to właściwie publiczność wymusiła jego nieśmiertelność. Nie zwracała uwagi na „przymiotnikową” ocenę naszej serii przez krytyków. Że to płaskie, beztroskie, naiwne widowisko stworzone tylko ku uciesze widowni. Ale to przecież znane prawo – im bardziej publiczność coś lubi, tym krytycy lubią to mniej.

Zaczynały spływać na mnie splendory. Za niesłychane tempo i utrzymywanie poziomu widowiska serial dostał Nagrodę Ministra Kultury II stopnia. A ja z czasem mieszkanie na Ścianie Wschodniej, w jednym z trzech wieżowców, które górowały wtedy jako jedyne nad Śródmieściem Warszawy. Nazywane były „cygarami”. Mieszkanie było maleńkie, 35 m kw. Dwa pokoje ze ślepą kuchnią. Wtedy kolekcjonowałem lampy. Miałem ich dość dużo. Pierwszą kupiłem, będąc na planie filmowym na Ziemiach Zachodnich. Czy mogłem przypuszczać, że stanie się zaczątkiem kolekcji, a ta znowu przyczyną kolejnej przeprowadzki? (…)

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 49/2014

Kategorie: Sylwetki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy