Bywam bardziej Klossem niż Mikulskim

Bywam bardziej Klossem niż Mikulskim

KIM JEST „JANEK”?

To mój filmowy pseudonim, oprócz kryptonimu J-23. Wydaje się, że pytanie gnębiło nie tylko Niemców z serialu, krytyków z krwi i kości, ale również decydentów w telewizji. Od nich zależały dalsze losy Klossa. Ośrodek Badania Opinii Publicznej w szczycie popularności „Stawki” zrobił badania na temat mego bohatera. Gdyby to było dzisiaj, to mielibyśmy nie 18 odcinków, ale 180. A wtedy? Publikując te badania, „Kurier Polski” z listopada 1969 r. zatytułował je „Kpt. Kloss odważny i patriotyczny, ale… niewierny wobec kobiet”. Przy okazji zwrócono uwagę na złe rekwizyty w serialu, sztuczność dekoracji, występowanie tych samych aktorów w różnych rolach. Poza tym wyszło czarno na białym, że wszystkie odcinki „Stawki” oglądało 80% telewidzów w kraju. Tylko 15% niektóre. Zaledwie 5% pozostało poza zjawiskiem. I czy naprawdę Kloss był niewierny? Chciałbym trochę go wytłumaczyć, bądź co bądź zżyliśmy się przez te lata. Niewierność Klossa w porównaniu ze współczesnymi bohaterami jest do wybaczenia. To przecież agent tajnych służb, więc obecność obok niego pięknych kobiet wydaje się oczywista. Jest zgodna z zasadami gatunku. Nawet jeśli on traktuje te piękne panie w sposób instrumentalny, to nie dlatego, że tak chce. Najważniejsze dla Klossa jest zadanie do wykonania. Jeśli tylko piękna dziewczyna może mu w tym pomóc – wykorzysta swój urok. Ale zawsze pozostaje dżentelmenem. I nawet częściej odbiera sygnały erotycznej gry, niż je wysyła. Ba, nawet ma skrupuły. Jak w odcinku „Edyta”, gdy autentycznie zakochuje się w Edycie. Zrozumiałe współczucie dla pań, które stanęły na jego drodze, rośnie, gdy weźmiemy pod uwagę, co to za aktorki. Same nasze najpiękniejsze (…). I wszystkie ufarbowane na blond. Grają Niemki w obcym, podbitym kraju, które wyczuwając wrogie otoczenie, lgną do mocnego charakteru. To nie tylko charakter, i to nie tylko Niemki. Wygląd Klossa powoduje, że radiotelegrafistka Marta, Barbara Sołtysik w odcinku „Wielka wsypa”, zaczyna nadawać w jego stronę wiadome fale. Anna z „Ostatniej szansy”, grana przez Ewę Wiśniewską, wzbudza w Klossie nie tylko współczucie; widać, że Klossowi podoba się ta dziewczyna i ryzykuje dekonspirację, aby ją uratować z Gestapo.

(…) Najbardziej rozerotyzowany odcinek Klossa? Może „Zdrada”? Gdzie cała rzecz dotyczy tego, w jaki sposób piękna dziewczyna może przysłużyć się Niemcom? Kloss musi rozpracować Christin Kield, w tej roli Beata Tyszkiewicz. Właściwie nie wiadomo do końca, czy jest w niej autentycznie zakochany, czy tylko udaje miłość, aby wypełnić zadanie.

I jeszcze trzeba dodać, że wszelkie aluzje do życia intymnego bohatera są delikatnie zaznaczane. Czy to przez przeniesienie kamery z bohaterów na amorka wiszącego na ścianie w Cafe Rose, czy przez dopinanie przez Klossa munduru, zanim trzaśnie obcasami na pożegnanie z dziewczyną w „Wiem, kim jesteś”. (…)

PUPILKI WŁADZY

Cokolwiek by mówić, nasze środowisko w tamtych czasach było bardzo hołubione przez władzę. Władza czuła się niesłychanie usatysfakcjonowana, gdy na okolicznościowe imprezy przychodzili ludzie sztuki. Zapraszano nas na koncerty i akademie; aktorzy tam występowali. Mówiliśmy wiersze, czytaliśmy teksty. Dzisiaj jesteśmy traktowani jak normalni obywatele. Należy nam się tyle, ile wypracujemy. Ale wówczas? Ja wiem, że wiele osób ze środowiska korzystało z tego, że władza nas lubiła i hołubiła. I teraz mogą mieć ukryty żal, że się skończyło. Prawdę mówiąc, myśmy mieli jak u pana Boga za piecem.
– Pan korzystał dużo z przywilejów?

– Nie pchałem się za bardzo do tego, żeby korzystać. Gdy składałem podanie o samochód, to jak każdy obywatel. I dostawałem. Oczywiście mogłem podejrzewać, że dyrektor FSO, widząc moje nazwisko, przyśpieszał sprawę. I możliwe, że tak było. Chociaż znowu nie zmieniałem tych samochodów tak często. (…)

Na początku lat 70. udzieliłem wywiadu, w którym przyznałem się dziennikarzowi, żartując, że nie mam jak uprawiać mojego hobby, chodzi o te lampy. Nowe eksponaty nie mieszczą mi się w mieszkaniu. Mieszkałem już na Marszałkowskiej, na 35 m kw, w jednym z wieżowców na Ścianie Wschodniej. Rzeczywiście, nagromadziło się tych lamp już całkiem sporo. Za jakiś czas odbieram telefon od pewnego pułkownika. „Dzwonię z polecenia ministra Jaruzelskiego”, który szefował wtedy Ministerstwu Obrony Narodowej. „O co chodzi?”. „Pan w wywiadzie powiedział, że ma za małe mieszkanie”. Odparłem, że nie narzekam, naprawdę, to był żart. On na to: „Ale gdyby pan chciał, to generał może pomóc w tej sprawie”. I zostawił mi telefon. Powiedziałem o tej sytuacji mojej siostrze, ona przekazała dalej, zaczęliśmy rodzinnie radzić, że skoro jest możliwość, to dlaczego nie skorzystać? Byłem nadal kawalerem z odzysku. Ale wciąż myś­lałem o rodzinie. W przyszłości mogłoby się przydać większe mieszkanie. Dzwonię więc po kilku dniach do tego pułkownika i przedstawiam prośbę. On odpowiada krótko: „Dobrze!”. I za pół roku dostaję zawiadomienie, że przydzielono mi mieszkanie. Adres: Chmielna. Natychmiast poszedłem zobaczyć. Blok właśnie powstawał. Nie wpuścili mnie, kazali przyjść wiosną. Więc pojawiłem się wiosną i zwiedzałem blok jeszcze w stanie surowym. Wchodzę pod numer, który ma być mój – patrzę, a tam wielkie mieszkanie. Tak to od kolekcji lamp, której początek dała jedna, przywieziona z Ziem Zachodnich, stałem się posiadaczem mieszkania, które ma 70 m kw.

Tutaj chciałbym wspomnieć o gen. Wojciechu Jaruzelskim. Jako minister obrony narodowej kilka lat z rzędu zapraszał na wyjazdy czy obiady środowisko kultury: aktorów, literatów, dziennikarzy. Taki miał zwyczaj. To było grono kilkudziesięciu osób. Albo autokarami jechaliśmy do jednostki na warszawskim Bemowie, albo wsadzano nas w samolot i lecieliśmy na poligon do Drawska Pomorskiego. Na pokazy musztry, sprzętu. Potem był wspólny obiad, grochówka i dalej, co kto chciał. Jeszcze raz powtórzę – skłamałbym, gdybym nie miał satysfakcji, że traktowano mnie inaczej niż normalnego obywatela naszego kraju. Wiem, że nie każdy miał możliwość żyć w taki sposób.

Tytuł, skróty i zdjęcia pochodzą od redakcji

Fragmenty z książki Stanisława Mikulskiego Niechętnie o sobie, w opracowaniu literackim Pawła Oksanowicza, Melanż, Warszawa 2012

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 49/2014

Kategorie: Sylwetki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy