Litwiniec i kundlizm

Litwiniec i kundlizm

Bogusław Litwiniec wiedział, że główne starcie między lewicą a prawicą rozgrywa się na polu kultury

3 stycznia na cmentarzu Grabiszyńskim we Wrocławiu, przy dźwiękach jazzowego big-bandu, kilkaset osób pożegnało Bogusława Litwińca, osobistość i genialnego człowieka, nazywanego w środowisku wrocławskiej bohemy „Padre”. Bogusław Litwiniec nie jest wielowymiarową legendą, jak chcą go zakwalifikować dzisiejsi autentyczni i okazjonalni admiratorzy. Bo legendy przynależą do czasu przeszłego. A on jest rzeczywistością kilkudziesięciu lat z życia Wrocławia, Dolnego Śląska, Polski, a nawet Europy i świata. Choć wielu chciało go pomniejszyć, uciszyć, utrącić jego kolejne przedsięwzięcia, by nazwisko Litwiniec zostało zapomniane.

Bogusław Litwiniec zawsze był kojarzony z lewicą. Był aktywny bez względu na ustrój, polityczne afiliacje ludzi władzy, klimat polityczny w naszym kraju. Bo jako człowiek lewicy wiedział doskonale to, czego większość dzisiejszych tzw. lewicowców nie rozumie – że główne, uniwersalne, ponadczasowe starcie między lewicą a prawicą rozgrywa się na polu kultury. W tym zawiera się testament, jaki zostawił Litwiniec działaczom i politykom mieniącym się polską lewicą.

Był nie tylko wielkim artystą. Będąc zdeklarowanym socjalistą, całą twórczością i działaniem społecznym pokazał, że lewica musi być przesiąknięta ideami społecznej sprawiedliwości, walki z wyzyskiem oraz nierównościami ekonomicznymi i społecznymi, internacjonalizmu. Ideom socjalistycznym wierny był przez całe życie, bo kierowała nim zasada: z ludźmi dla ludzi. Czy dzisiejsi polscy lewicowcy z tych drogowskazów potrafią skorzystać?

Czas pokaże.

Bogusław Litwiniec to również były senator RP, europarlamentarzysta, twórca kultury w najszerzej rozumianym wymiarze, reżyser, aktor, pomysłodawca wielu inicjatyw kulturalno-społecznych. O atmosferze i obyczajach w dzisiejszej RP niech świadczy fakt, że nad urną z jego prochami nie pochylił się nikt oficjalnie wydelegowany przez Senat RP. Prywatnie, jako długoletni przyjaciel domu Litwińców, także jako członek stowarzyszenia byłych parlamentarzystów RP, pożegnał zmarłego Jacek Uczkiewicz.

„Padre” od 1957 r. kierował założonym przez siebie studenckim Teatrem Kalambur, a w latach 1967-1993 był organizatorem i szefem rozsławiającego Wrocław na całym świecie przedsięwzięcia pod nazwą Międzynarodowy Festiwal Teatru Otwartego (do 1975 r. był to Festiwal Festiwali Teatrów Studenckich). W 1975 r. ogłosił manifest „21 przekonań sztuki otwartej”, będący esencją kontrkultury. Był też zaangażowany w wiele inicjatyw kulturalnych, takich jak Ośrodek Teatru Otwartego „Kalambur” czy Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych we Wrocławiu. Współtworzył i redagował miesięcznik „Śmiech Europy”, należał do założycieli Stowarzyszenia Europejskich Więzi we Wrocławiu.

By tekst nie przerodził się w encyklopedyczny, beznamiętny zbiór informacji o tym wybitnym człowieku – żywym, twórczym, aktywnym do ostatnich swoich dni – wystarczy ten fragment podsumować w taki oto sposób: odszedł człowiek orkiestra, człowiek instytucja, gigant działalności kulturalnej i intelektualnej.

W 2016 r. Wrocław był Europejską Stolicą Kultury. Miasta z tym tytułem przez rok skupiają na sobie uwagę całej Europy. Tym samym mają niepowtarzalną szansę nie tylko wnieść wkład w rozwiązywanie kwestii ważnych dla Starego Kontynentu, ale przede wszystkim przyśpieszyć swój rozwój, zyskać skuteczną promocję, pokazać swoje dotychczasowe, historyczne osiągnięcia i dokonania. Twórcy strategii i planów, które przyniosły Wrocławiowi sukces w postaci przyznania mu miana ESK, od początku zderzyli się z blokadą uwzględniania w jakikolwiek sposób w ramach tych obchodów nazwiska czy dorobku Bogusława Litwińca. Był to skandal, pokazujący miałkość ludzi z ratusza. Trzeba tu dodać, że od 1990 r. miastem de facto zarządza ta sama opcja polityczno-społeczna, o tych samych korzeniach i afiliacjach. Różnice i kontrowersje programowe uwidaczniające się przed wyborami samorządowymi są w zasadzie drugo- czy nawet trzeciorzędne. A gorące zapewnienia wrocławskich polityków o ich demokratycznej, liberalnej, progresywnej i europejskiej proweniencji właśnie w takich sytuacjach zostają zweryfikowane.

Przejawem hipokryzji było nie tyle pojawienie się wrocławskich notabli na pogrzebie Bogusia Litwińca, ile nieszczere żale podkreślające jego rolę, znaczenie, dorobek dla miasta i regionu. Podsumowanie tego smutnego dnia odbyło się w pomieszczeniach kawiarni Kalambur i sąsiadującej z nią galerii oraz miejscu dyskusji zwanym Kalaczakra. Nad tymi pomieszczeniami znajduje się niemal nie używana dziś sala Teatru Kalambur. Litwiniec od wielu lat zabiegał u władz różnych szczebli – nie tylko w ratuszu, ale i w ministerstwach – o możliwość użytkowania czy przejęcia (ponownie) tej sali. I ciągle spotykał się z odmową, głównie na poziomie lokalnym. Podczas pożegnania i rozmów w kawiarni odtworzono na ekranie – ku pamięci – sytuację, kiedy Litwiniec, uderzając pięścią w stół, mówi zdenerwowany: „Dwa ministerstwa się zgodziły, a Zdrojewski powiedział nie”.

Bogusław Litwiniec jako osoba kojarzona z lewicą, a jednocześnie tytan najszerzej rozumianej kultury, stanowił nie tylko zagrożenie dla mentalności miejskich urzędników zajmujących się kulturą bądź polityką lokalną. Był także dowodem, że dorobek i materialne dziedzictwo Polski nie zaczęły się w 1990 r., a to, co było przedtem, nie było „czarną dziurą”. Niewątpliwie Bogusław Litwiniec to uosobienie zjawiska bezcennego, ale wciąż niedocenianego, jakim dla całej przestrzeni publicznej był fenomen kultury studenckiej lat 60. i 70. XX w. Czasu Polski Ludowej.

Melchior Wańkowicz ukuł pojęcie kundlizmu, określając nim wiele negatywnych cech charakterystycznych dla Polek i Polaków. Kundlizm występuje tam, gdzie własne interesy przedkładane są nad interesy innych ludzi – państwa, społeczeństwa, a towarzyszy temu zazwyczaj poniżenie, podeptanie godności innych ludzi, przemilczanie itd. To typowy przykład mentalności plemiennej, wsobnej, małostkowej i zazdrosnej. Nie ma więc co dziwić się marnej jakości demokracji liberalnej w Polsce. Kundlizm bowiem ma się nad Odrą, Wisłą i Bugiem całkiem dobrze.

Dorobek Bogusława Litwińca powinien stanowić drogowskaz dla tych wszystkich, którym drogie są ideały będące „od zawsze” istotą lewicowości: sprawiedliwość społeczna, równość szans, pluralizm poglądów, szacunek dla odmienności, tolerancja i zrozumienie innego człowieka. Warto w tym miejscu poinformować, że powstałe i oficjalnie zarejestrowane Stowarzyszenie Przyszłość, Socjalizm, Demokracja ma w zakresie swojej aktywności szerzenie ideałów tak bliskich twórczości Bogusława Litwińca. Stanowi ono płaszczyznę wymiany doświadczeń, poglądów, idei i pomysłów dla najszerzej pojętej lewicowości.

Fot. Agencja Wyborcza

Wydanie: 4/2023

Kategorie: Sylwetki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy