Litwiniec i kundlizm

Litwiniec i kundlizm

15.11.2004 WROCLAW PLAC UNIWERSYTECKI UNIWERSYTET WROCLAWSKI AULA LEOPOLDINA SWIETO UNIWERSYTETU WROCLAWSKIEGO WRECZENIE NAGRODY KSIEZNEJ JADWIGI SLASKIEJ DLA KAZIMIERZOWI KUTZOWI I NORBERTOWI HEISIG N/Z BOGUSLAW LITWINIEC FOT. PAWEL KOZIOL / Agencja Wyborcza.pl

Bogusław Litwiniec wiedział, że główne starcie między lewicą a prawicą rozgrywa się na polu kultury 3 stycznia na cmentarzu Grabiszyńskim we Wrocławiu, przy dźwiękach jazzowego big-bandu, kilkaset osób pożegnało Bogusława Litwińca, osobistość i genialnego człowieka, nazywanego w środowisku wrocławskiej bohemy „Padre”. Bogusław Litwiniec nie jest wielowymiarową legendą, jak chcą go zakwalifikować dzisiejsi autentyczni i okazjonalni admiratorzy. Bo legendy przynależą do czasu przeszłego. A on jest rzeczywistością kilkudziesięciu lat z życia Wrocławia, Dolnego Śląska, Polski, a nawet Europy i świata. Choć wielu chciało go pomniejszyć, uciszyć, utrącić jego kolejne przedsięwzięcia, by nazwisko Litwiniec zostało zapomniane. Bogusław Litwiniec zawsze był kojarzony z lewicą. Był aktywny bez względu na ustrój, polityczne afiliacje ludzi władzy, klimat polityczny w naszym kraju. Bo jako człowiek lewicy wiedział doskonale to, czego większość dzisiejszych tzw. lewicowców nie rozumie – że główne, uniwersalne, ponadczasowe starcie między lewicą a prawicą rozgrywa się na polu kultury. W tym zawiera się testament, jaki zostawił Litwiniec działaczom i politykom mieniącym się polską lewicą. Był nie tylko wielkim artystą. Będąc zdeklarowanym socjalistą, całą twórczością i działaniem społecznym pokazał, że lewica musi być przesiąknięta ideami społecznej sprawiedliwości, walki z wyzyskiem oraz nierównościami ekonomicznymi i społecznymi, internacjonalizmu. Ideom socjalistycznym wierny był przez całe życie, bo kierowała nim zasada: z ludźmi dla ludzi. Czy dzisiejsi polscy lewicowcy z tych drogowskazów potrafią skorzystać? Czas pokaże. Bogusław Litwiniec to również były senator RP, europarlamentarzysta, twórca kultury w najszerzej rozumianym wymiarze, reżyser, aktor, pomysłodawca wielu inicjatyw kulturalno-społecznych. O atmosferze i obyczajach w dzisiejszej RP niech świadczy fakt, że nad urną z jego prochami nie pochylił się nikt oficjalnie wydelegowany przez Senat RP. Prywatnie, jako długoletni przyjaciel domu Litwińców, także jako członek stowarzyszenia byłych parlamentarzystów RP, pożegnał zmarłego Jacek Uczkiewicz. „Padre” od 1957 r. kierował założonym przez siebie studenckim Teatrem Kalambur, a w latach 1967-1993 był organizatorem i szefem rozsławiającego Wrocław na całym świecie przedsięwzięcia pod nazwą Międzynarodowy Festiwal Teatru Otwartego (do 1975 r. był to Festiwal Festiwali Teatrów Studenckich). W 1975 r. ogłosił manifest „21 przekonań sztuki otwartej”, będący esencją kontrkultury. Był też zaangażowany w wiele inicjatyw kulturalnych, takich jak Ośrodek Teatru Otwartego „Kalambur” czy Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych we Wrocławiu. Współtworzył i redagował miesięcznik „Śmiech Europy”, należał do założycieli Stowarzyszenia Europejskich Więzi we Wrocławiu. By tekst nie przerodził się w encyklopedyczny, beznamiętny zbiór informacji o tym wybitnym człowieku – żywym, twórczym, aktywnym do ostatnich swoich dni – wystarczy ten fragment podsumować w taki oto sposób: odszedł człowiek orkiestra, człowiek instytucja, gigant działalności kulturalnej i intelektualnej. W 2016 r. Wrocław był Europejską Stolicą Kultury. Miasta z tym tytułem przez rok skupiają na sobie uwagę całej Europy. Tym samym mają niepowtarzalną szansę nie tylko wnieść wkład w rozwiązywanie kwestii ważnych dla Starego Kontynentu, ale przede wszystkim przyśpieszyć swój rozwój, zyskać skuteczną promocję, pokazać swoje dotychczasowe, historyczne osiągnięcia i dokonania. Twórcy strategii i planów, które przyniosły Wrocławiowi sukces w postaci przyznania mu miana ESK, od początku zderzyli się z blokadą uwzględniania w jakikolwiek sposób w ramach tych obchodów nazwiska czy dorobku Bogusława Litwińca. Był to skandal, pokazujący miałkość ludzi z ratusza. Trzeba tu dodać, że od 1990 r. miastem de facto zarządza ta sama opcja polityczno-społeczna, o tych samych korzeniach i afiliacjach. Różnice i kontrowersje programowe uwidaczniające się przed wyborami samorządowymi są w zasadzie drugo- czy nawet trzeciorzędne. A gorące zapewnienia wrocławskich polityków o ich demokratycznej, liberalnej, progresywnej i europejskiej proweniencji właśnie w takich sytuacjach zostają zweryfikowane. Przejawem hipokryzji było nie tyle pojawienie się wrocławskich notabli na pogrzebie Bogusia Litwińca, ile nieszczere żale podkreślające jego rolę, znaczenie, dorobek dla miasta i regionu. Podsumowanie tego smutnego dnia odbyło się w pomieszczeniach kawiarni Kalambur i sąsiadującej z nią galerii oraz miejscu dyskusji zwanym Kalaczakra. Nad tymi pomieszczeniami znajduje się niemal nie używana dziś sala Teatru Kalambur. Litwiniec od wielu lat zabiegał u władz różnych szczebli – nie tylko w ratuszu, ale i w ministerstwach – o możliwość użytkowania czy przejęcia

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 04/2023, 2023

Kategorie: Sylwetki