Paryż wszystko zmienia?

Paryż wszystko zmienia?

Czy kwestia uchodźców i zagrożenie terrorystyczne to kres ery Angeli Merkel? Jeszcze nigdy tak dużo na to nie wskazywało

Paryż dotarł do Berlina. Markus Söder, minister finansów Bawarii z ramienia CSU, krótko po krwawych zamachach w Paryżu odczytał tę tragedię jako początek zwrotu w niemieckiej polityce wobec uchodźców. – Paryż wszystko zmienia. Byłoby dobrze, gdyby Angela Merkel uznała, że czasowo nieograniczone otwarcie granic było błędem. Chcieliśmy pomóc i pomogliśmy, ale teraz także my jesteśmy przeciążeni – powiedział. – Rząd Niemiec przede wszystkim musi myśleć o własnych obywatelach, dlatego należy ustalić górną granicę liczby migrantów – żądał Söder. Choć wpływowy premier Bawarii Horst Seehofer ostro skrytykował Södera, swojego możliwego następcę, za wykorzystanie zamachów do krytyki Merkel, w meritum sprawy go poparł. – Należy natychmiast zaostrzyć kontrole na granicach – stwierdził Seehofer.

Koniec bajki

„Letnia bajka” – tak jeszcze kilka miesięcy temu mówiono w Niemczech, odnosząc się do liberalnej polityki wobec uchodźców. W tych rzeczywiście niezwykłych letnich miesiącach fala solidarności ogarnęła nie tylko rząd z kanclerką Merkel, która w obliczu narastającej liczby uchodźców w sierpniu de facto otworzyła granice Niemiec, zawieszając unijne ustalenia Dublin III. – To nam się uda – mówiła wówczas Merkel, a zdanie to stało się równie popularne jak określenie „mama Merkel”, którego uchodźcy używali w odniesieniu do szefowej niemieckiego rządu. Także spora liczba społeczników zaangażowała się (i angażuje do dziś) w organizację konkretnej pomocy, większość społeczeństwa wyrażała przychylność dla uchodźców, a za nią lub przed nią podobne nastawienie manifestował główny nurt mediów, w tym nawet wielu konserwatywnych komentatorów.

Teraz trzeba powiedzieć: koniec bajki, nadchodzi zima, nie tylko z perspektywy uchodźców, których godne (i ciepłe) ulokowanie staje się dla administracji coraz większym wyzwaniem. Tylko w pierwszych 10 miesiącach tego roku ponad 350 tys. osób złożyło w Niemczech wnioski o azyl, w szczytowym dotychczas październiku doliczono się 55 tys. wniosków. Jednak faktyczna liczba uchodźców na terenie Niemiec jest jeszcze większa. Sam rząd oczekuje w tym roku łącznie ok. 800 tys., eksperci jeszcze więcej. To głównie Syryjczycy, ale i Albańczycy, Irakijczycy i Afgańczycy. Są problemy z rejestracją tych ludzi, gminy rozpaczliwie szukają kolejnych miejsc do ich ulokowania, a protesty przeciw nowym ośrodkom nie ustają. Rządowa koalicja – CDU i socjaldemokraci (SPD) – spiera się o kolejne pomysły, w tym m.in. o centra tranzytowe na granicach państwa.

Ta zima będzie więc także najostrzejsza w dotychczasowej karierze Merkel i być może trudna do przetrwania. Współrządząca w Berlinie CSU, siostrzana partia chadeckiej CDU, już od miesięcy daje kanclerce kontrę w sprawie uchodźców. I nie tylko ze względu na to, że Bawaria jest fizycznie pierwszym miejscem, do którego docierają uchodźcy wędrujący przez Bałkany i Austrię. CSU zawsze reprezentowała prawe skrzydło chadecji, a na prawo od CSU „ma być już tylko ściana”, jak mawiał Franz-Josef Strauss, ikona tej partii.

Söder, Seehofer i inni dolewają co rusz kolejne kubły brudnej wody do rzeki niechęci wobec Merkel, a wznosząca fala zalewa już prawy brzeg jej partii, czyli CDU. – Musimy wreszcie dojść do tego, aby odsyłać uchodźców już na samych granicach. Jeśli nam się to nie uda, obywatele stracą zaufanie do Merkel – powiedział w niedzielę po zamachach paryskich Klaus-Peter Willsch, członek Bundestagu z ramienia CDU. Willsch mówił nie o upadku rządu. Mówił wyłącznie o możliwym upadku Merkel. Według niego, „w klubie parlamentarnym panuje rozpacz”, bo rząd nie słucha tego, co przekazują mu partyjne doły. Czy żelazna kanclerz – najbardziej wpływowa polityczka Europy, o której przez lata mówiono, że nawet największe problemy spływają po niej niczym po teflonowej patelni – może rzeczywiście upaść?

Osamotnienie kanclerki

Thomas de Maiziere już na długo przed obecnym kryzysem uchodził za jednego z kilku możliwych następców Merkel. Niepozorny nieco de Maiziere, niegdyś szef resortu obrony narodowej, to dziś najściślej współpracujący z kanclerką członek gabinetu. Jako minister spraw wewnętrznych to głównie on odpowiada za organizację ogromnego przedsięwzięcia, jakim jest przyjęcie rosnącej z dnia na dzień liczby uchodźców. 61-letni polityk od dawna nie kryje, że nie do końca jest mu po drodze z liberalnym kursem Merkel. Ale zamachów w Paryżu nie połączył z kwestią uchodźców, jak to zrobił Söder.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 48/2015

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy