Wrocławska brunatna fala

Wrocławska brunatna fala

Narodowcy przez godzinę jeździli wynajętym od miasta tramwajem, głosząc z okien przez megafon swoje idee

Tegoroczny wrocławski „Marsz Patriotów” był okazalszy niż poprzednie. Ulicami stolicy Dolnego Śląska przemaszerowało prawie 10 tys. zwolenników Narodowego Odrodzenia Polski. Nacjonaliści uczcili 97. rocznicę odzyskania niepodległości po swojemu, pod hasłami „Precz z islamem” i „Razem przeciwko brukselskiej okupacji”. Podczas godzinnego marszu zakończonego pod pomnikiem Bolesława Chrobrego wznoszono tradycyjne okrzyki: „Wielka Polska katolicka”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” czy „Tu jest Polska, nie Bruksela, tu się zboczeń nie popiera”. Skandowano również: „Polska ponad podziałami, wypierdalać z uchodźcami”.

Od alternatywy do neonazizmu

Wrocław to w pewnym sensie miejsce paradoksalne, od jakiegoś czasu cierpiące na osobliwą polityczną schizofrenię. Władze z rządzącym już czwartą kadencję prezydentem Dutkiewiczem na czele uparcie reklamują miasto jako otwarte, tolerancyjne, dumne ze swojej wielokulturowej historii. Taki Strasburg Europy Środkowej, „miasto spotkań”, jak brzmi jedno z haseł promocyjnych ukutych przez prezydenckich PR-owców. Tylko że spod cienkiej warstwy marketingowego pudru co rusz bezwstydnie wygląda brzydsza twarz, a właściwie brunatna gęba.

Owszem, jeszcze w latach 80. Wrocław mógł nosić zaszczytny tytuł nieformalnej stolicy polskiej kontrkultury – to w końcu tutaj powstała i prężnie działała legendarna Pomarańczowa Alternatywa. W latach 1980-1981 silny ośrodek oporu przeciwko PRL-owskim władzom stanowił tutejszy oddział NSZZ Solidarność, m.in. z radykalnie lewicowym wówczas Józefem Piniorem. Jednak po 1989 r. coś się zacięło.

Słynna wrocławska alternatywa zaczęła być stopniowo wypierana przez skrajną prawicę wywodzącą się ze środowisk kibolskich oraz organizacji typu NOP. Dziś raczej nikogo już nie dziwią regularne seanse nienawiści urządzane przez brunatnych na ulicach „miasta spotkań”.

Oczywiście nie jest tak, że owa smutna zmiana dokonała się nagle i wszystkich bez wyjątku zaskoczyła. Wprost przeciwnie – już na początku lat 90. wielu uważnych obserwatorów czuło, że sytuacja społeczna w mieście zmierza w niezbyt korzystnym kierunku.

Swoistym aktem założycielskim dla wrocławskich nacjonalistów była zadyma, do której doszło 24 lutego 1990 r. Tego dnia na wrocławskim rynku odbywała się radosna demonstracja czarnoskórych studentów z okazji uwolnienia przywódcy Afrykańskiego Kongresu Narodowego Nelsona Mandeli. Grupka skinheadów usiłowała zakłócić wiec, wznosząc hasła gloryfikujące południowoafrykański apartheid oraz… Ku-Klux-Klan. Po chwili agresja słowna przerodziła się w fizyczną. Ogoleni na łyso młodzieńcy zaatakowali studentów, doszło do bijatyki, której biernie przyglądała się milicja.

Przypadek chciał, że tuż obok wiecowali działacze wrocławskiej Solidarności. Dopiero na ostry apel Władysława Frasyniuka milicjanci wkroczyli do akcji. Znamienne są wspomnienia Frasyniuka z nakręconego w 2005 r. krótkiego filmu dokumentalnego „Krzyczeliśmy: »apartheid«”: „To było dla mnie zaskoczenie. W mieście, w którym dotąd nie było żadnej agresji, które było otwarte, kolorowe, barwne, w którym nigdy do nikogo nie miano pretensji, że nosi kolczyki lub ma kolorowe włosy, w mieście, gdzie panowała największa tolerancja, największa otwartość, w mieście Solidarności, nagle organizuje się grupa młodych, którzy chcą bić czarnych!”.

Strony: 1 2

Wydanie: 48/2015

Kategorie: Opinie

Komentarze

  1. Tafadzwa Patience Madjgara
    Tafadzwa Patience Madjgara 4 kwietnia, 2016, 16:11

    Najbardziej patriotyczne srodowisko Polski, przytulane przez PiS. Prosze zajrzec na strony Newsweeka i skonfrontowac ow patriotyzm z wiedza historyczna.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Tafadzwa Patience Madjgara
    Tafadzwa Patience Madjgara 4 kwietnia, 2016, 16:12

    c.d. wiedza historyczna kibicow legii.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy