Profesor w La Scali?

Profesor w La Scali?

Z uczennicami na scenie

Byłaby pani za badaniem psychologiczno-psychiatrycznym kandydatów?

– Tak, uważam to za pomysł godny rozważenia. Być może pewnego dnia będzie to standardowa procedura. Argumentem za przeprowadzaniem odpowiednio skonstruowanego psychotestu jest fakt, że często właśnie mała odporność na stres, brak umiejętności radzenia sobie z tremą i zaburzenia w relacjach interpersonalnych uniemożliwiają naukę śpiewu lub pracę w zawodzie śpiewaka.

Mówi się, że depresja u artystów jest jednym z delikatniejszych schorzeń.

– Depresja jest chorobą cywilizacyjną, ale nadwrażliwość artystów sprzyja chorobom poważniejszym niż depresja. Dzisiejszy świat artystyczny jest niezwykle bezwzględny i odrzuca osoby, których zachowanie odbiega od ogólnie przyjętych zasad. Ostra konkurencja narzuca twarde zasady gry. Każdy dyrygent czy dyrektor teatru chce pracować z otwartymi, nieprzysparzającymi problemów artystami. Minęły już czasy, kiedy primadonna obrażała się na dyrygenta i wychodziła, trzaskając drzwiami. Nawet największe gwiazdy nie pozwalają sobie na takie zachowania.

Bo wiedzą, że szybko znajdzie się kilka innych, które tylko czekają, by zająć ich miejsce w hierarchii śpiewaków?

– Można tak powiedzieć, szczególnie że dziś trudno o gwiazdy, które poziomem przewyższają inne o kilka klas. We współczesnym, dobrym teatrze operowym poziom artystyczny i wokalny śpiewaków jest bardzo wyrównany. Wszechobecna konkurencja wyśrubowała perfekcjonizm wykonania, a niezliczone, wspaniałe i doskonałe pod względem jakości nagrania płytowe ową tendencję w prezentacjach artystycznych jeszcze ugruntowują.

Kiedy uczeń albo uczennica przejmuje role swojego nauczyciela, jest to największy sukces pedagoga czy sygnał, by kończyć karierę?

– Kończyć karierę? Dlaczego? Niejednokrotnie miałam wielką przyjemność śpiewania na scenie z moimi uczennicami. Na przykład w przedstawieniu „Orfeusz i Eurydyka” ja grałam Eurydykę, a moje uczennice Monika Korybalska-Kozarek i Agata Widera-Burda kreowały Orfeusza i Amora. Takie spektakle dostarczają mi wielu wzruszeń. Wspaniale też było usłyszeć pochwałę z ust maestra: „Świetnie we trzy brzmicie”. Kiedyś mój profesor zapytał mnie, czy jestem gotowa na to, by moi wychowankowie śpiewali lepiej ode mnie. Odpowiedziałam mu, że tego właśnie oczekuję. Na tym, w moim odczuciu, polega rola nauczyciela. Droga prawdziwego Mistrza. Może to górnolotnie powiedziane, ale prawdziwe. W swojej pracy dzielę się nie tylko wiedzą, jaką zdobyłam podczas studiów i po ich ukończeniu, ale również doświadczeniem scenicznym i wiedzą nabytą podczas wieloletniej praktyki. Tym samym moi wychowankowie na początku drogi artystycznej są bogatsi o moje doświadczenia. Przynajmniej teoretycznie. Oczywiście nawet najwybitniejszy pedagog, podobnie jak rodzice, nie zdoła ochronić swojego „dziecka” przed popełnieniem błędów…

Naprawdę nie boi się pani konkurencji ze strony uczennic?

– A dlaczego miałabym się bać? Uczę najlepiej, jak potrafię. Jestem dumna ze swoich absolwentek. Zawsze przekazuję wszystko, co wiem na dany temat. Co więcej, studenci mają niejednokrotnie okazję sprawdzić, jak moja metoda nauczania śpiewu sprawdza się w praktyce. Często zapraszam na swoje spektakle i koncerty uczniów. Myślę, że taka konfrontacja bywa nieraz skuteczniejsza niż kilka intensywnych lekcji w klasie. Uważam, że dla każdego dobrego śpiewaka znajdzie się miejsce, gdzie będzie mógł rozwijać talent, ponieważ nie ma dwóch takich samych głosów ani dwóch takich samych osobowości. Oczywiście spodziewam się, że wychowam uczennice, które będą dla mnie realną konkurencją, bo będą śpiewać role wykonywane także przeze mnie, ale nie uważam, aby mogło to stanowić problem. Zdaję sobie sprawę, że za jakieś sto parę lat przestanę grać amantki, bo nie będzie uchodziło, aby dojrzała artystka śpiewała rolę dzierlatki. Charakteryzacja może sprawić cuda, ale z pewnymi partiami trzeba będzie się pożegnać. A tak poważnie – uwielbiam uczyć i żywię głęboką nadzieję, że moi absolwenci będą wspaniałymi artystami odnoszącymi sukcesy na całym świecie A konkurencja? Liczę się z nią i bardzo ją szanuję. Pozdrawiam jednocześnie moje wspaniałe koleżanki po fachu!

Strony: 1 2 3

Wydanie: 6/2016

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy