All inclusive czy obóz przetrwania

All inclusive czy obóz przetrwania

Polacy chętnie spędzają urlop za granicą, ale chcą mieć wszystko jak u siebie w kraju

– Do końca nie wiedzieliśmy, kiedy wylecimy – opowiada Anna, która zdecydowała się spędzić w lipcu parę dni urlopu na Majorce. – Za każdym razem przesuwano czas wylotu. Biuro podróży nie odbierało telefonów, z rezydentem nie było kontaktu. Musieliśmy siedzieć na lotnisku, a ponieważ bagaże zostały już nadane, każdy miał tylko podręczny. Co chwila któryś z pasażerów pytał pozostałych o pieluchę, wodę, butelkę dla dziecka… Dzieci płakały, a my byliśmy wyczerpani.

Pani Anna wykupiła pięciodniowe wakacje last minute, na które – jak większość uczestników wycieczki – pojechała z dziećmi. Na miejscu okazało się, że rezydent był przeważnie nieobecny, a obsługa hotelowa mówiła tylko po angielsku. – Dla mnie to nie problem, ale gdyby na podobną wycieczkę chciała pojechać moja mama, miałaby kłopot – dodaje.

Prawdziwe problemy zaczęły się jednak w dniu powrotu. Wylot był zaplanowany na godz. 12.20 w niedzielę. – Nie mogliśmy się skontaktować z rezydentem, nikt nie przyjechał pod hotel, żeby zawieźć nas na lotnisko. Każdy musiał organizować sobie transport na własny koszt – skarży się turystka. Uczestnicy wycieczki opuścili Majorkę dopiero następnego dnia około godz. 14, po wielogodzinnym koczowaniu na lotnisku. – Kiedy w końcu otworzyli bramkę, nie wierzyliśmy, że lecimy. Nikt z nas nawet się nie ruszył – wspomina Anna. – A po przekroczeniu bramki kazano nam czekać w rękawie kolejną godzinę, potem tyle samo w samolocie.

Historia powrotu z Majorki miała prawdopodobnie związek ze strajkami pracowników linii Ryanair. Kiedy wczasowicze tkwili na lotnisku Palma de Mallorca, przewoźnik wystosował oświadczenie po hiszpańsku. Natomiast organizujące wyjazd biuro TUI do tej pory nie złożyło wyjaśnień. Pani Anna złożyła reklamacje do obu firm.

Rozczarowanie usługami biur podróży nie należy do rzadkości. Jeden z wypowiadających się na forum www.easygo.pl pisze: „Pojechałem (…) na tygodniowe wczasy na wyspę Korčula do miejscowości Vela Luka. Hotel Adria Beach reklamowany jako trzygwiazdkowy tak naprawdę jest częściowo odnowionym ośrodkiem wypoczynkowym pamiętającym czasy Tita. Pokoje są OK, ale windy w budynku nie działają, a w barze na blat leje się woda z sufitu. W stołówce (opisywanej jako restauracja) królują plastikowe meble ogrodowe i jedzenie bez smaku. W musli podawanym na śniadanie kilka osób znalazło larwy owadów. Kilkanaście osób po kolacji dostało poważnego zatrucia pokarmowego. Sytuacja z zatruciami pojawiała się co dwa-trzy dni. Rezydent (czasami) obecny w hotelu był całkowicie niekompetentny”.

Niekompetencja, niedostępność, a czasem nieuczciwość rezydentów, niezgodność opisu z rzeczywistością, opóźnienie lotów lub zakwaterowania – to najczęściej powtarzane zarzuty. „Nigdy bym się nie decydował na wyjazd, gdybym wiedział, że będę pozbawiony opieki rezydenta (…). Wprawdzie jest numer alarmowy, ale żeby się połączyć, trzeba mieć dużo cierpliwości, a jak już się połączycie, to pani po trudnych pytaniach rzuca słuchawką albo obiecuje, że pomoże, aby potem nie nawiązać żadnego kontaktu”, pisze użytkownik forum na stronie www.wakacje.pl. Klienci biur podróży często skarżą się też na ukryte koszty. „Po przyjeździe do hotelu dowiedziałem się, że muszę wnieść opłatę w wysokości 20 euro (podatek krajowy). Wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że nie zostałem o tym poinformowany. Wycieczki u rezydentki – ok. 50-75% droższe niż na własną rękę, tak naprawdę za nic”, żali się inny turysta. „Rezydentka nie potrafiła udzielić mi prostej informacji na temat organizacji powrotu z hotelu na lotnisko, tylko namawiała mnie na 30-minutowe spotkanie – opowiada klientka jednego z wiodących biur podróży. – Dowiedziałam się później, że oferowała na nim swoje wycieczki, których ceny okazały się dwa razy wyższe niż w lokalnych biurach”.

Mimo złych doświadczeń z organizowanymi wyjazdami Polacy chcący spędzić wakacje za granicą korzystają najczęściej z usług biur podróży. W zeszłym roku wykupionych zostało ponad 6 mln wycieczek. Najchętniej wybierane przez rodaków miejsca na urlop to Grecja, Bułgaria, Turcja, Egipt i – ostatnio – Albania. – Różnice w cenach są jednak bardzo wysokie, w zależności od czasu wyjazdu – mówi Tomasz Chodorski z biura turystycznego Horn na warszawskiej Pradze. – Koszt tańszego wyjazdu w lipcu i sierpniu to średnio 2,5 tys. zł od osoby. A już w październiku można kupić tygodniowy wyjazd do Bułgarii ze śniadaniami za kilkaset złotych. Inny wyjazd w to samo miejsce będzie kosztował teraz 3 tys. zł, a pod koniec września – ok. 1 tys. zł.

Polacy chętnie spędzają wakacje za granicą, ale oczekują takiej samej wygody i poczucia bezpieczeństwa jak w kraju. Niektóre biura podróży stworzyły więc w Grecji i Chorwacji tzw. polskie strefy. Idea polega na skupieniu rodaków w jednym miejscu i stworzeniu im otoczenia, które odwzorowywałoby polskie warunki. Turyści obsługiwani są przez Polaków, a hotelowy jadłospis składa się m.in. ze schabowego i pierogów. Wszelkie atrakcje są zaplanowane pod gust odbiorcy. „Możemy wziąć udział w takich zabawach jak »Familiada Show«, »Kocham cię, Polsko« czy »Venus kontra Mars«, gdzie panie będą odpowiadać na pytanie, do czego służy akumulator, a panowie będą zachodzić w głowę, z jakiego kraju pochodzi firma Zara”, czytamy na portalu Wirtualna Polska. Na wieczorach kinowych puszczane są polskie komedie, a największym powodzeniem cieszą się dyskoteki. Furorę robi disco polo i piosenka „Przez twe oczy zielone”. Tego rodzaju wakacje mają stanowić propozycję dla tych, którzy wyjeżdżają za granicę po raz pierwszy.

Mimo sarkastycznych komentarzy w internecie niektórym odpowiada taki model wyjazdu. „Żadnych opóźnień w podróży i, co najważniejsze, polska strefa. Wspaniali Magda i Adriano, którzy co wieczór umilali nam pobyt (konkursy, dyskoteka trochę za krótko). Bez polskiej strefy pobyt w małej miejscowości byłby nudny”, pisze Jadwiga na www.easygo.pl.

Poza regularnymi ofertami wyjazdowymi pozostają jeszcze last minute, których ceny zaczynają się od 1 tys. zł – to właśnie one są wybierane najchętniej, tym bardziej że większość podróżujących płaci za wyjazd kilku osób. – Rzecz w tym, żeby wykupić wycieczkę albo o wiele wcześniej – wtedy można trafić na promocje – albo kilka dni przed wyjazdem – radzi Tomasz Chodorski. – Po ubiegłorocznym sukcesie duże biura podróży wykupiły znacznie więcej lotów i hoteli niż zazwyczaj, spodziewając się jeszcze większego przypływu klientów. Teraz muszą często wyprzedawać oferty w ostatniej chwili, żeby pokryć poniesione koszty. Stąd tyle „lastów” w te wakacje.

Zdaniem Tomasza Chodorskiego prawdziwe „lasty” w wakacje są na rynku rzadkością. Last minute to oferta, która wynika z nadwyżki wykupionych przez biuro miejsc w hotelach w stosunku do chętnych na wyjazd. – Te miejsca i loty są już opłacone. Jeśli nie ma na nie chętnych, biuro podróży w ostatniej chwili drastycznie obniża ceny, żeby koszty mogły się zwrócić – wyjaśnia Chodorski. – Jednak drastyczne obniżenie ceny za wyjazd następuje naprawdę w ostatniej chwili.

Według autora bloga podróżniczego Przedreptać Świat pod nazwą last minute często kryje się desperacja biura podróży, usiłującego spłacić zaciągnięty dług. Zaniżanie standardów wyjazdu byłoby więc oczywistą częścią łatania dziur w budżecie firmy. Choć w internecie roi się od porad związanych z pozywaniem nieuczciwych organizatorów, odszkodowania lub zadośćuczynienia od biura można się domagać jedynie w sytuacji niewywiązania się touroperatora z umowy lub wadliwego spełnienia jej warunków. „Art. 16b Ustawy o usługach turystycznych wskazuje, że jeśli »klient stwierdza wadliwe wykonywanie umowy, powinien niezwłocznie zawiadomić o tym wykonawcę usługi oraz organizatora turystyki«”, radzą autorzy strony dobry-prawnik.info. Ważne jest również, żeby wszelkie wady wyjazdu zostały wykazane: tu potrzebne jest pisemne zgłoszenie zastrzeżeń i udokumentowanie tego zdjęciami.

W lipcu media przypomniały najgłośniejsze upadki z ostatnich lat dużych organizatorów wycieczek. Jednak bankructwo firmy było możliwe do przewidzenia z powodu nietypowo niskich cen wyjazdów. Rzadko kiedy upadłość następowała nagle. Poprzedzały ją długie okresy wyprzedaży miejsc po zaniżonych cenach.

Na szczęście od końca 2016 r. klienci biur podróży są chronieni Turystycznym Funduszem Gwarancyjnym w przypadku niewypłacalności operatora. Wpłacanie składek do TFG obowiązuje wszystkich organizatorów wyjazdów zagranicznych. Środki z funduszu mają pokryć koszty powrotu do kraju oraz zwrot wpłat za niezrealizowane lub niedokończone imprezy turystyczne. Od lipca tego roku rozszerzono krąg biur podróży zobligowanych do wpłacania składek na TFG. Wciąż jednak brakuje jasnych przepisów zabezpieczających uczestników wycieczek przed zaniżaniem przez biura standardów wyjazdu, dodatkowymi opłatami i opóźnieniem wylotów. Tym, dla których wyczekiwany urlop okazał się pasmem stresu, pozostaje dochodzenie praw przez reklamacje lub pozwy sądowe.

Wydanie: 31/2018

Kategorie: Społeczeństwo

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy