Człowiek z SZSP – rozmowa z prof. Jackiem Raciborskim

Człowiek z SZSP – rozmowa z prof. Jackiem Raciborskim

Okrągły Stół to ten moment, kiedy Kwaśniewski naprawdę rośnie, kiedy staje się jedną z najważniejszych postaci w tym procesie

Pamięta pan pierwsze spotkanie z Aleksandrem Kwaśniewskim?

– O tak! To był luty lub styczeń 1980 r., byłem wtedy kierownikiem studenckiego klubu Sigma na Uniwersytecie Warszawskim i koordynowałem prace nad spektaklem/happeningiem stanowiącym rekonstrukcję X Zjazdu RKP(b), później WKP(b), tzw. zjazdu kronsztadzkiego. Na tym zjeździe doszło do wielkiego konfliktu między frakcjami w partii bolszewików, m.in. o stosunek partii komunistycznej do związków zawodowych, o samą koncepcję związków, o demokrację wewnątrzpartyjną. Z przygotowań do tej rekonstrukcji i z samego spektaklu, który odbył się w marcu 1980 r., Piotr Bikont zrobił film dyplomowy. Wspominam ten spektakl, bo pokazuje on pewien klimat, jaki w tamtym czasie zrodził się w Socjalistycznym Związku Studentów Polskich. Kwaśniewski był wtedy kierownikiem wydziału kultury lub zastępcą kierownika, a więc działał w sferze, w której często kontestowano ówczesny ład polityczny. I dostał polecenie od Gabrielskiego, by nam pomógł. Ale coś zawalił, już wtedy miał opinię luzaka.

I tak się poznaliście?

– Nigdy nie należałem do jego grupy, ale znałem go jako naczelnego tygodnika „ITD”, do którego zdarzało mi się pisać, a potem naczelnego „Sztandaru Młodych”, a on znał mnie. Jako naczelny musiał już być bardziej poprawny politycznie, ale zarazem trochę kontestował, uchodził za reformatora. Bardzo sprawnie poruszał się na styku dwóch kultur: biurokratycznej kultury partyjnej i rodzącej się właśnie kultury yuppies. Był popularny, nie powielał sztampy młodzieżowego działacza, cechował go luz, a w kuluarach studenckich narad i zjazdów bywał krytyczny wobec towarzyszy z KC.

Człowiek na nowe czasy

Dlaczego więc awansował?

– Nie on jeden. Przez ruch młodzieżowy wiodła wówczas główna droga do stanowisk w aparacie partyjnym i państwowym. Ale kariera Kwaśniewskiego była wyjątkowo szybka i pozbawiona okresu terminowania na niskich i średnich szczeblach aparatu władzy. Sądzę, że reformatorsko nastawiona część kierownictwa partii szukała dość świadomie jakichś innowatorów, nowych twarzy. Kwaśniewski znakomicie odpowiadał potrzebom czasu kryzysu władzy. Trzeba było szukać jakichś pomysłów. A on miał spore wyczucie nowych czasów. Jako naczelny „Sztandaru Młodych” otworzył gazetę na środowisko hobbistów komputerowych, wydawał adresowane do nich pismo „Bajtek”, wszczynał ważne debaty o cywilizacyjnych wyzwaniach stojących przed Polską. To go ustawiało w pozycji tego, który patrzy do przodu. Stronił jednak od stanowisk partyjnych. Przyjął dopiero stanowisko ministra w rządzie Messnera.

Na tamte czasy awans błyskawiczny. Jak system nomenklatury – patologiczny, jak się wydaje – mógł nie zgubić takiego talentu, nie wepchnąć go w biurokratyczne koleiny?

– Odpowiem, wskazując w punkcie wyjścia pewien przykład. Wybrany na III Zjeździe SZSP Komitet Wykonawczy Rady Naczelnej składał się z 18 osób. Przyjrzałem się ich losom w III RP. Oto zestawienie funkcji do których doszli: 1. prezydent RP (dwie kadencje), 2. minister skarbu, 3. wiceminister w URM i MSZ, ambasador w USA, 4. prezes PZU „Życie”, 5. przewodniczący Rady Nadzorczej TVP, 6. redaktor naczelny „Trybuny”, 7. wiceprezes zarządu PGNiG, 8. wysoki urzędnik w Kancelarii Prezydenta, ambasador w Kijowie, 9. prezes Związku Banków Polskich, 10. dyrektor gabinetu politycznego ministra. Z pozostałych ośmiu trzech zostało właścicielami sporych firm, dwóch dyrektorami, jeden zmarł przed 1989 r. i tylko dwóch nie osiągnęło znaczących pozycji. Zdumiewające nagromadzenie karier. Takich przypadków znalazłem wśród elit ówczesnego ruchu młodzieżowego więcej. Nie tylko z Ordynackiej, ale też ze Smolnej.

Strony: 1 2 3 4 5

Wydanie: 47/2014

Kategorie: Sylwetki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy