Prof. Walicki o generale Jaruzelskim

Prof. Walicki o generale Jaruzelskim

Odpowiedzialność Generała i małość polityków prawicy

W „Dziennikach” prof. Andrzeja Walickiego znalazło się niemało zapisków odnoszących się do gen. Wojciecha Jaruzelskiego, do podjętej przez niego decyzji o stanie wojennym, do okresu jego rządów i do życia po rezygnacji z prezydentury. Poniższy tekst jest fragmentem zapisków, które znalazły się w rozdziale „Generał” w wydanej przez PRZEGLĄD książce „PRL i skok do neoliberalizmu. Jaruzelski. Solidarność. Zdrada elit” pod redakcją Joanny Schiller-Walickiej i Pawła Dybicza.


 

10 XI 2006

Po lekturze książki Generała

Przeczytałem wstrząsającą broszurę gen. Jaruzelskiego („Stan wojenny w Polsce. Starsi o 25 lat”), wydaną w przewidywaniu ultrahecy. M.in. o całkowitym ignorowaniu jego poprzednich publikacji, zgromadzonych w nich faktów. O ewolucji poglądów Bogdana Borusewicza, który mówił niegdyś o „amoku” Jarosława Kaczyńskiego, który w 1994 r. nazywał „Solidarność” ruchem „monstrualnym”, nienadającym się do jakiejkolwiek demokracji.

A teraz w książce-wywiadzie „O dwóch takich…” mówi, że „jeśli stan wojenny był do uniknięcia, to Jaruzelskiemu należy się kula w łeb”. Cytowałem analogiczną wypowiedź z 1992 r., gdy istniała jeszcze w Polsce kara śmierci.

Dla mnie osobiście sprawa Jaruzelskiego ma wymiar moralny, który uniemożliwia mi pogodzenie się z tzw. obozem postsolidarnościowym.

 

13 XII 2006
Degradacja Generała

[…] Według „Gazety Wyborczej” sondaże wskazują, że do dziś 46% respondentów uważa stan wojenny za konieczny – ale poglądy te nie istnieją w środkach masowego przekazu!

TVP 1: Mirosław Chojecki nawołuje do uznania SB i „twórców stanu wojennego” za przestępców! Wałęsa za to mówi, że walczył z systemem, a nie z Generałem, i nawołuje do ostrożności sędziów. Potworny happening w centrum Warszawy.

A teraz gada uśmiechnięty (!) Andrzej Paczkowski. Zmarnowana dekada, przekreślenie aspiracji milionów… Zbigniew Brzeziński, że Jaruzelski „zmarnował swą życiową szansę”. Lech Wałęsa rozsądnie odpowiada, że rozmawiał z „wielkimi tego świata” i nikt nie dawał nam szansy, to dlaczego w taką szansę wierzyć miał Jaruzelski?

Notabene dlaczego dekada, skoro już w roku 1987 była w praktyce prawie zupełna wolność? A do 1989, od roku 1981, też tylko niecałe 8 lat.

Pokazywano też Marka Borowskiego, na szczęście mówił tylko, że radykalne reformy w wykonaniu Jaruzelskiego były niemożliwe. OK!

14 XII. Na czołówce „Dziennika”, że prezydent Lech Kaczyński żąda degradacji Jaruzelskiego! Z odebraniem generalskiej emerytury.

Obrzydliwość, hańba!

 

13 XII 2008
Dwa wywiady – Kania i Modzelewski

Nadeszła „Gazeta Świąteczna”, 13-14 XII, z dwoma bardzo ciekawymi wywiadami z okazji rocznicy stanu wojennego: wywiad Adama Michnika i Wojciecha Maziarskiego ze Stanisławem Kanią oraz wywiad Artura Domosławskiego z Karolem Modzelewskim („Nie mieliśmy szans”). Pierwszy bardzo dobry, wewnętrznie spójny, obfitujący w konkretne dane, drugi natomiast nieco rozczarowujący – aczkolwiek też ciekawy, nawiązujący bezpośrednio do konferencji w Jachrance. […]

PRL i skok do neoliberalizmu – książka prof. Walickiego w naszej księgarni

Modzelewski nie podzielał zdumiewającego naiwnego optymizmu stoczniowców („A co ma Armia Radziecka do związków zawodowych?”). Już to retoryczne pytanie dowodzi notabene, że w PRL nie było totalitaryzmu. Od początku wiedział, że to, co się dzieje, to zamach na podstawy systemu. Zdumiewał go wręcz „brak reakcji siłowej ze strony władz”. Wiedział dobrze, że „uniezależnienie się »Solidarności« od władzy, przy równoczesnym braku mechanizmów demokratycznych, prowadziło do rozkładu organizatorskich funkcji państwa. A to z kolei wiodło do katastrofy gospodarki – sterowanej przez państwo, a nie przez prawa rynku”.

Istotnie – jeśli gospodarką kieruje „widzialna ręka administracji”, to załamanie tej ręki musi być totalną gospodarczą katastrofą!

Kania utracił zaufanie wojska, bezpieki i partii (ściślej: aktywu PZPR). Aparat chciał pacyfikacji „Solidarności”. A więc Jaruzelski miał do wyboru już tylko wprowadzić stan wojenny albo odejść i pozostawić to zadanie swemu następcy, zapewne komuś z „betonu”.

Zgoda! Tylko skąd wniosek, że dlatego nie było w Polsce miejsca na „manewr w stylu Dubczeka”, bo „nie było partii, która wraz ze społeczeństwem stanęłaby za swoim przywódcą przeciw ZSRR”? Jest to półprawda, a więc błąd! Bowiem:

(1) gdyby tak było, to wszystko sprowadzałoby się do „czynnika subiektywnego”! Woda na młyn oszołomów dowodzących, że zabrakło tylko dobrej woli!

(2) gdyby nawet decydował „czynnik subiektywny”, to co z „S”? Czyżby była ona chętna do przysłuchiwania się partyjnym „reformatorom”? Czyżby gotowa była entuzjastycznie poprzeć Jaruzelskiego – tak jak Gomułkę w 1956 r. lub jak Czesi Dubczeka?

(3) dlaczego niby ludzie odpowiedzialni za państwo i gospodarkę mieli przykładać rękę do katastrofy państwa i gospodarki – skoro sam Modzelewski przyznaje, że w warunkach ówczesnych działalność „Solidarności” prowadziła do tego właśnie? Kompromis z „S” czy też „przechytrzenie” „Solidarności” możliwe były tylko dzięki zasadniczej zmianie systemu oraz sytuacji międzynarodowej, czyli w warunkach niemieszczących się w ramach ówczesnej realności.

Modzelewski zgadza się z tą diagnozą, rozumie chyba, że nie było lepszej alternatywy! Dlaczego więc stwarza wrażenie, że zadecydował brak dobrej woli, czy brak patriotyzmu wśród kadr wojskowych i partyjnych? Stwierdza, że „większość Polaków uważa, że Jaruzelski dobrze zrobił”. Nie jest jasne, dlaczego ta większość nie ma racji.

Własne motywy z 1981 r. wyjaśnia tak: skoro wymusiliśmy legalizację, to trzeba dbać o utrzymanie siły ruchu, utrzymywać go w stanie mobilizacji przez stałe „podwyższanie poprzeczek”. Ale przecież sam pisze, że dla PZPR umowy gdańskie były „pokojem brzeskim”, czyli ustępstwem maksymalnym, że ruch prowadził swą działalnością do katastrofy ówczesnego systemu jako całości, w tym do totalnej gospodarczej klęski. A skoro tak, to może miał nadzieję na „finlandyzację”, czyli całkowitą zmianę systemu przy zachowaniu jedynie ograniczeń suwerenności? Ależ nie, pisze wręcz, że to było niemożliwe. A więc dlaczego spodziewał się, że sytuacja zmieni się, jeżeli tylko „skruszeje beton”?

A może widzi to tak dziś, a wtedy miał złudzenia? Owszem, tak nawet pisze. Ale skoro tak, to czemu jest tak surowy w ocenie ówczesnego kierownictwa i jego bazy? Może było ono po prostu bardziej realistyczne? Może miał rację, stawiając opór „podwyższaniu poprzeczek” przez „S”? Może stan wojenny był jednak przysłowiowym „mniejszym złem”?

Sam przecież pisze, że realną alternatywą było dojście do władzy betonu i wprowadzenie stanu wojennego przez beton – czy nie byłby to gorszy stan wojenny? Czy nie było ludzi, którzy gotowi byliby zastosować sądy polowe zamiast internowań? A jeśli jakimś cudem ówczesne kierownictwo zupełnie zapomniałoby o swojej odpowiedzialności za ówczesne państwo i zaczęło aktywnie popierać „S” w dziele demontażu systemu – co wtedy? Czy przypadkiem nie nastąpiłaby wówczas eskalacja konfliktu i stuprocentowa ingerencja zewnętrzna?

Ergo: nie wystarczy stwierdzić, że „nie mieliśmy szans”, bo partia i wojsko były przeciw nam! Jeśli działalność „S” bez radykalnej zmiany systemu prowadziła do katastrofy, a radykalna zmiana systemu była w warunkach rzeczywistości pojałtańskiej rzeczą niemożliwą, to trzeba stwierdzić, że działalność „S” nie była politycznie odpowiedzialna i że Jaruzelski ma prawo powoływać się na Weberowską „etykę odpowiedzialności”.

Bardzo szanuję Modzelewskiego i chciałbym się z nim zgadzać. Ale on ma dwie dusze – duszę historyka i duszę człowieka wiernego swoim głębokim zaangażowaniom po stronie „S”. Trudno mieć o to pretensje. A dlatego też jego głos nie może być w tych sprawach ostatnim słowem.

 

25 V 2013
Godz. 22.00
Śmierć Generała

Wiadomość przed chwilą: zmarł w szpitalu na Szaserów gen. Jaruzelski!

Zapisuję, co myślę – zobaczymy, czy się sprawdzi. Komentarz do ostatniej wiadomości. Prof. W[erblan?], że – wg kancelarii Prezydenta – decyzja co do pochowania Gen. uzależniona od woli Jego rodziny.

Sądzę, że wiadome kręgi wywierają presję na Monikę Jaruzelską lub (jeśli) wdowę po J., aby w celu „pojednania narodowego”, zawsze najważniejszego dla Zmarłego, zrezygnowano z należnego Mu pochówku w celu uniknięcia konfliktów itd. Że będzie to w dodatku przedstawiane jako szlachetny kompromis, godny chrześcijańskiego narodu i potwierdzający (w interpretacji rodziny) pełną godności i pokory postawę Zmarłego.

A więc zwycięstwo oszołomstwa jako krok ku zgodzie narodowej.

 

27 V 2013

Ustalono – wbrew protestowi dyrektora IPN, że to „hańba” – że Jaruzelskiego pochowa się na Powązkach, wśród żołnierzy I Armii, na ich prośbę skierowaną do… Prezydentowej! A nekrolog prezydenta Bronisława Komorowskiego brzmi: „Generał Wojciech Jaruzelski, decyzją Parlamentu Prezydent Polski w latach 1989-1990”. „Parlamentu”, a nie „narodu” i Polski, a nie „III RP”. Duża małość!

Za to bardzo przyzwoity nekrolog prezydenta Krakowa, Jacka Majchrowskiego. […]

 

13 XII 2016
Degradacja Jaruzelskiego
Po dzienniku TV:

Potworna decyzja szaleńców o pośmiertnej degradacji Jaruzelskiego i Kiszczaka! Uzasadnienia z obłędną nienawiścią, z weteranami radykalnego skrzydła „S” (Andrzej Gwiazda) w tle1. Andrzej Werblan mówi, że ostatnia taka rzecz z pośmiertnym sądem i skazaniem na śmierć miała miejsce w 1954 r. w Chinach! A przedtem oczywiście wyjęcie z grobu i powieszenie Cromwella2 i inne takie ewenementy. […]

1 Z projektu ustawy wnioskowanej przez ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza wykreślono nazwiska obu generałów.

2 Oliver Cromwell – główna postać angielskiej wojny domowej, lord protektor Anglii, Szkocji i Irlandii w latach 1653–1658. Zmarł 3 września 1658 r. Po restauracji Stuartów jego ciało zostało 30 stycznia 1661 r. usunięte z grobowca, publicznie powieszone, a następnie pochowane w nieznanym miejscu w Londynie. Cromwell znalazł się na 10. pozycji na liście 100 najwybitniejszych Brytyjczyków wszech czasów.

Fot. Krzysztof Żuczkowski/Forum

Wydanie: 22/2021

Kategorie: Sylwetki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy