Wpisy od Agnieszka Wolny-Hamkało
Polska łydka na wakacjach
Na pierwszym planie ogromne ręce Barbary – łapska, chciałoby się rzec. Blade, gigantyczne, jak wielkie martwe ryby wyrzucone na brzeg. Dopiero za łapskami widzimy Barbarę: szeroką jak filar, z dziwnie rozciągniętą na boki twarzą. Jej klockowaty korpus zajmuje cały pierwszy plan. Po chwili dostrzegamy za nią niewielkiego człowieczka, który wychyla się nieśmiało zza jej ramienia. Człowiek wielkości gawrona, o niepewnym uśmiechu cudzoziemca. Oboje, Barbara i jej mąż, mają dziwne futrzane
Podstępna roślina
Mądralińskie podręczniki cierpliwie tłumaczą, że za trudne zadania należy się samemu nagradzać. Czyli: odskrobię gar po pieczonych jabłkach, a w nagrodę fundnę sobie coś z poniższej listy: seks stulecia, stójkę na łące lub sójkę w lesie. Wszystko jedno, byle cel działał motywująco. Dlatego rok temu, kiedy miałam – jak chce język marketingu – ssanie na pisanie, też sobie coś przyobiecałam. A ponieważ zapowiadała się żmudna praca, nagroda też musiała być
Pro publico bono
Na festiwale filmów dokumentalnych przychodzi inna publiczność niż na klasyczne festiwale filmowe, nawet te ambitne, z sekcjami filmów o sztuce. Do Gdyni co roku przybywa cała polska śmietanka – są gwiazdy, suknie, fotki na ściankach z logotypami. Czujemy w powietrzu prawdziwe pieniądze. I prawdziwe namiętności. Ważne jest, kto z kim stoi i siedzi, jak kto się z kim wita – knajpa i plaża aż syczą od domysłów. Całemu show towarzyszą eleganckie kliknięcia aparatów fotograficznych, nieme ostrzenie kamer –
To ja zabiłem Laurę Palmer
„Jestem nieślubnym dzieckiem / Bogarta i Marilyn Monroe / To ja / zabiłem Laurę Palmer”, pisał w wierszu „Casablanca” Marcin Świetlicki. Całe nasze pokolenie rozmarzonych, niewydarzonych licealistów i studentów śpiewało potem razem z nim tę piosenkę, która znalazła się na płycie „Ogród koncentracyjny”. Wszyscy wiedzieli, kim jest Laura Palmer i kto ją zabił. W końcu całe to pokolenie śniło jeden kolektywny sen: o olbrzymie przekazującym agentowi Cooperowi mroczną tajemnicę, o Pieńkowej Damie – kobiecie zakochanej
Specjalny kierowca
Rzecznik prasowy biblioteki w Poznaniu to niekwestionowany mistrz świata. Jako dziennikarz usunięty przez polityczną blokekipę z radia jest nie tylko rzecznikiem mającym wieloletnie kontakty w środowisku kulturalnym Poznania, ale też inteligentnym facetem. I wszyscy go lubią. Kiedy zatem jechałam na konferencję „Kultura czytania”, poumawiał mnie do 150 telewizji, 200 radyj i 78 portali. Albowiem nikt jeszcze nie odmówił niczego rzecznikowi prasowemu biblioteki w Poznaniu. Mężczyzna ten wyznaczył całą trasę, podał numery telefonów do dziennikarzy i zapewnił, że nad wszystkim
Całkowite zaćmienie
– Ja mam z trumienką, a ty z czym? – Ja z impotencją. – Ej, ma ktoś z dziurą w krtani? Jest sobotni wieczór, na stole jednej z wrocławskich knajpek oprócz wina lądują paczki papierosów. W nowych, słynnych opakowaniach: z fotogeniczną trumienką, nad którą – w towarzystwie gromnicy – stoją smutni rodzice. Ze skulonym na łóżku mężczyzną, przygnębionym brakiem erekcji. Także z pornograficzną dziurą w krtani, z gnijącym paluszkiem i wampirzycą krwiście opluwającą chusteczkę. – Ja zawsze biorę te z impotencją – odzywa się pewien
Świecić tyłkiem nie jest łatwo
Każdy chciałby mieć bezbożnie długie szkity, smagłą łydkę i pociągłe udo. Jednak słowiańszczyzna przekazała nam głównie białą skórę Słowian. A w bonusie miłość do kotleta i sałatki z majonezem. W ogóle większość ludzi na świecie nie wygląda jak jaguary, które ktoś na chwilę przemienił w człowieka, zostawiając niechcący zwierzęcą sprężystość kroku i tajemnicze prążki w tęczówkach. Na starość nie rośnie nam trzeci garnitur zębów, a ulubione ciasteczka bezwzględnie poszerzają naszą osobowość. Dlatego z taką ulgą witamy każdy
Horror gore, czyli feralna kluseczka
Pięty obcięło ciotce w latach 80. Wujek trzasnął drzwiami od łazienki i lustro wdzięcznie odpadło ze ściany, odcinając ciotce po eleganckim plasterku mięsa z każdej pięty. Tę tragedię przypominali mi zawsze rodzice, kiedy biegałam przez przedpokój, tańczyłam w łazience i machałam parasolką przed lustrem. „Najwięcej tragedii zdarza się w domu”, dodawali. I przytaczali jakieś statystyki oraz badania. Traktowałam to jak niemądre przysłowie ludowe. Jak miałam w nie wierzyć, skoro inne kłamały? Drugie najchętniej przytaczane stwierdzenie – „W domu
Wieczór z manekinem
Gniotę w ręku wizytówkę z nazwą klubu, numerem budynku i nazwą ulicy. Jest to jedna z głównych ulic Wrocławia, tuż przy legendarnym przejściu podziemnym, ale nie mogę sobie przypomnieć tej knajpy. Nazywa się Nietota, hi, hi – myślę – może dlatego nie pamiętam. Ale potem widzę dziwnie pomalowane drzwi, trzy schodki, odsłonięte okna i przypominam sobie, że jest to knajpka, do której wrocławscy aktorzy lubili kiedyś chodzić po premierach. Tymczasem za pół godziny właśnie tu ma się odbyć spektakl. Teatr






