Wpisy od Jan Widacki
A poza tym nic na działkach się nie dzieje
Już od ponad miesiąca siedzę z dala od miasta. Tęsknym okiem spoglądam na zamknięte na czas pandemii Tatry. Swoją drogą, nie bardzo wiem, czemu to zamknięcie pustych poza sezonem Tatr ma służyć. Chyba mimo wszystko o tej porze łatwiej byłoby w Tatrach spotkać niedźwiedzia niż koronawirusa. Ale ktoś tak to wymyślił i tak jest. Jako zdyscyplinowany obywatel podporządkowuję się zarządzeniom władz, choć tego akurat zarządzenia nie rozumiem. Pogoda wciąż piękna, codziennie odnotowuję, jak w Tatrach ubywa śniegu. Tu,
Po epidemii
Epidemia kiedyś się skończy i trzeba będzie żyć bez epidemii. Może wynikną z tych doświadczeń jakieś korzyści? To okrutne, ale prawdziwe – wojna stymuluje i przyśpiesza postęp techniczny, a przy okazji postęp cywilizacyjny. Gdyby nie II wojna światowa, jeszcze długo, a może wcale, nie byłoby nie tylko radaru, ale nawet… długopisu. Gdyby nie zbrodnie wojenne i ich doświadczenie przez ludzkość, nie powstałyby instytucje chroniące prawa człowieka, a nawet nie jest pewne, czy samo pojęcie prawa człowieka by powstało. Epidemia jest jak wojna. Czy bez epidemii rozwinęłyby
Jak zwalczać cholerę?
W roku 1873 w Krakowie zmarł na apopleksję prof. Antoni Wachholz, historyk, były rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po latach jego syn Leon, profesor medycyny sądowej, tak to wspominał: „Ponieważ śmierć ojca przypadała na czas epidemii cholery, władze sanitarne miejskie zarządziły, aby przy katafalku ojca umieszczone były miseczki z karbolem surowym. Zapach ten utkwił mi tak w pamięci, że dziś jeszcze woń surowego karbolu nasuwa mi na pamięć katafalk w pokoju obitym kirem, ze zwłokami ojca. Z tego czasu zapamiętałem
Koronaprezydent
PiS z koalicjantami przeforsowało ustawę o korespondencyjnych wyborach prezydenta, bardzo przy tym zachwalając ten tryb wyborów. A dopiero co prominentni działacze PiS gorliwie przekonywali, że wybory korespondencyjne są niedopuszczalne, bo łatwo je sfałszować i fałszerstwa są nie do wykrycia. Jeszcze niedawno publicznie tak twierdzili stary pisowski wyjadacz i niegdysiejszy spin doktor tej formacji Adam Bielan i młody wilk Marcin Horała. Jarosław Kaczyński z uporem dąży do wyborów 10, a choćby i 17 maja, bo wie, że kiedy kryzys się rozleje, jego „kandydat
Sen wariata śniony nieprzytomnie
Jarosław Kaczyński upiera się przy majowym terminie wyborów prezydenckich. Nie jest to przejaw jego starczego uporu, który przypisują mu niektórzy politycy i publicyści, tylko wynik zimnej, cynicznej kalkulacji. W maju urzędujący prezydent Duda, którego największym osiągnięciem – jak dowiedzieliśmy się niedawno z ust samego prezesa – jest żona, ma ogromne szanse na zwycięstwo. Tylko on prowadzi intensywną kampanię wyborczą, jeżdżąc (latając?) po Polsce. A to osobiście dogląda, jak w Orlenie rozlewają płyn odkażający, a to w mundurku ni to harcerza, ni to gajowego gdzieś
Czas zarazy, czas po zarazie
Myślałem, że uda się nie pisać o koronawirusie. Nie uda się. Liczba zarażonych wciąż rośnie, rząd wprowadza kolejne ograniczenia. Już od dawna granice są zamknięte, nieczynna większość sklepów, zamknięte restauracje i kawiarnie, szkoły i uczelnie, kina i teatry. Nawet w kościołach na mszy nie może być więcej niż pięć osób, tak samo na pogrzebie. Nie działają sądy, w bardzo ograniczonym zakresie pracują urzędy. Odwołane wszystkie konferencje, wczasy, wycieczki. Do tego doszło ograniczenie możliwości wychodzenia z domu. Można wyjść
Gdy minie zaraza
Czy dziś można pisać o czymś innym niż epidemia koronawirusa, jej bezpośrednie i pośrednie skutki? Przecież epidemia kiedyś się skończy i trzeba będzie żyć w zdezorganizowanym przez nią świecie. A dezorganizacja będzie ogromna. Jak ogromna, tego jeszcze nikt nie wie. Świat po koronawirusie będzie na pewno inny. I w tym innym świecie, w innych, nowych warunkach, trzeba będzie, obok wielu nowych problemów, rozwiązywać też stare. Te, których nie rozwiązano w lepszych okolicznościach przed epidemią. Takim nierozwiązanym problemem
„Silni, zwarci, gotowi” i „jakoś to będzie”
To pierwsze hasło już raz Polacy słyszeli. Nie baliśmy się Niemców. Bolszewików pogoniliśmy już w 1920 r., więc tym bardziej ich się nie baliśmy. Wedle rządowej propagandy byliśmy „silni, zwarci, gotowi!”. Nawet przez myśl nikomu, chyba łącznie z Rydzem-Śmigłym, nie przeszło, że jednak trzeba się bać i Niemców, i bolszewików równocześnie. Naród był przekonany, że „nikt nam nie zrobi nic, bo z nami Śmigły, Śmigły, Śmigły-Rydz”. 1 września 1939 r. nawet poważni, mogłoby się zdawać, ludzie zakładali
Korozja państwa PiS
Dotąd PiS wszystko uchodziło bezkarnie. Afera goniła aferę, skandal wybuchał za skandalem, wpadka następowała za wpadką. Na słupki poparcia wciąż nie miało to wpływu, czemu nie mogli się nadziwić socjolodzy i politolodzy. Ale przecież jest granica. Jak to śpiewały dzieci: „Balon rośnie, że aż strach, przebrał miarę, no i… trach!”. Społeczeństwo nie reagowało na łamanie konstytucji przez prezydenta i rząd. Nawet na to, że w sprawach konstytucji prezydent jest ewidentnym krzywoprzysięzcą. Wszak nie dość, że ślubował: „Uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom
Sędziowie
Dawno nie mówiło się o sędziach tyle co teraz. Dla jednych to kasta, dla drugich – ostatni bastion demokracji w Polsce. Sto razy już powtarzałem, że nawet najlepiej funkcjonujący wymiar sprawiedliwości z natury rzeczy produkuje każdego roku ponad milion niezadowolonych. W sprawach cywilnych i gospodarczych, gdzie z definicji połowa musi przegrać (by druga połowa mogła wygrać), wszyscy ci, którzy przegrali, są z reguły niezadowoleni z sądu. W sprawach karnych jeszcze gorzej – niezadowoleni są wszyscy skazani. Uważają,







