Wpisy od Jerzy Domański
Histeria teczkowa
Polowanie na Lecha Wałęsę jest jak fala. Ma przypływy i odpływy. Teraz mamy kolejne wzmożenie. Histeria propagandowa, inspirowana przez IPN po kontaktach z wdową po gen. Kiszczaku, jest zbieżna z celami politycznymi obecnej władzy. Rozdęcie sprawy teczek Wałęsy ma go do końca sponiewierać i pozbawić historycznych zasług. Ale to tylko wstęp do ważniejszej operacji. Mówią o niej wprost ludzie, którzy od lat żyją ze zwalczania Wałęsy i którym chodzi o zastąpienie go w podręcznikach historii innymi osobami. Tymi najgodniejszymi oczywiście są przede wszystkim oni sami. Historia
To trzeba było zrobić
Jestem za, a nawet przeciw. Wałęsowskie podejście do problemu odżyło. I znowu może być stosowane, bo argumenty, jakimi przerzucali się zwolennicy i przeciwnicy programu 500+, dużo więcej mówią o dzisiejszej Polsce niż wyniki ostatnich wyborów. Rzeczywistość okazała się szarobura z dziurami i zaciekami. I choć partie polityczne mówiły swoje, to poglądy upartych Polaków nie za bardzo się z tym pokrywały. Z wyjątkiem wyborców PiS, którzy czekali na swoje. No i tych rodaków, którzy wiedzą, że aby być, trzeba też co nieco
Na celowniku komisji
Nie było gęstej mgły. Nie było bałaganu w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego. Nie było załogi za słabo wyszkolonej, by mogła sprostać bardzo trudnym warunkom atmosferycznym, ani presji, by lądować za wszelką cenę. Nie było ostrzeżeń strony rosyjskiej przed wyborem lotniska w Smoleńsku. Nie było rywalizujących ze sobą kancelarii prezydenta i premiera – niestety, obydwu nieprofesjonalnych i niepanujących nad organizacją lotu. Nie było kogoś, kto zdecydował, że w jednym samolocie znajdą się wszyscy dowódcy sił zbrojnych i tak wiele osób ważnych
WC przebił KPCh
Życie partyjne w Polsce pełne jest paradoksów. Bo jak logicznie wytłumaczyć, że PO, która przez tyle lat rządziła i w powszechnym mniemaniu uchodzi za potęgę, ma mniej członków płacących składki niż SLD? Partia, której pogrzeb od lat wieszczą media, zwłaszcza te – i to też paradoks – uważające się za liberalne. A to, ile kto ma pod sobą szabel, wyszło przy okazji wyborów szefów PO i SLD. Dla Grzegorza Schetyny jest to tylko potwierdzenie dość oczywistej refleksji, że partia władzy ma powab przyciągania wielu
Pytania bez odpowiedzi
Szału nie było. Tłumu europosłów też nie. Beata Szydło jechała do Strasburga jak na wojnę, a na miejscu okazało się, że nikt nie chce z nią wojować. Największe frakcje polityczne w Parlamencie Europejskim chciały od niej odpowiedzi na jedno dość proste pytanie: co polska premier ma zamiar zrobić z tym pasztetem, który jej partia samodzielnie i dobrowolnie wypichciła? Bo pasztet tak brzydko pachnie, że już wszyscy mają z nim kłopoty. Największe sami Polacy, którzy dość masowo protestują, ale też Parlament Europejski, który stoi
Na pasku polityków
Kubeł zimnej wody wylany na głowy dziennikarskich celebrytów w czasie stadionowych jasełek, które transmitowały ich macierzyste stacje telewizyjne, to symboliczny dowód myślowej i zawodowej mizeroty tuzów branży. Trzeba kompletnie odlecieć, by wierzyć, że tak można. I że w ogóle wypada tak postępować komuś, kto nie jest z kabaretu lub cyrku. Wiem, że słowa „nie uchodzi” są w tym światku kompletnym anachronizmem, ale tym bardziej sądzę, że dobrze opisują cały wachlarz zachowań ludzi mediów, które krok po kroku doprowadziły do tego,
Kaligula by tego nie wymyślił
Miały być media narodowe i są ich początki. Wyjaśniło się wreszcie, co PiS miało na myśli, zapowiadając dobrą zmianę w mediach publicznych. Poznaliśmy lidera tej dobrej zmiany, nowego prezesa TVP. Powołanie Jacka Kurskiego jest wydarzeniem tej miary, że można je porównać tylko z mianowaniem przez cesarza Kaligulę konia o wdzięcznym imieniu Incitatus senatorem Rzymu. Nie wiemy, jaką rolę w Senacie odegrał mianowaniec Kaliguli, ale możemy przewidzieć, co z mediami, do niedawna publicznymi, zrobi Kurski. Intencje tego, który podjął tę decyzję oficjalnie
Lud tego nie kupi
Święta mamy mocno przedłużone. A to dzięki PiS, które zadbało, by okres robienia świątecznych prezentów przeciągnąć na nowy rok. Tyle że wszystko tu na opak. Jako anty-Mikołaj nowa władza bije rekordy. Chyba jeszcze nikomu nie udało się tak szybko pozbyć tylu wyborców. Sprezentowano im taki pakiet rozwiązań, że aby go odrzucić, ludzie muszą wyjść na ulicę. Bo jak inaczej zwrócić niechciane prezenty? Ileż to razy widziałem już ten obrazek. Władza nowa, ale jak zwykle przekonana, że trwać
Podzielony wigilijny stół
Lepiej już było! Albo odwrotnie. To, co lepsze, dopiero nadchodzi. Tak najkrócej można opisać stan nastrojów towarzyszących Polakom na progu starego i nowego roku. Totalny rozjazd ocen. Te oczekiwania tak bardzo się rozmijają, że trzeba będzie cudu, by je posklejać. By państwo mogło być jako tako funkcjonującą całością. Dość minimalistyczne to oczekiwania, choć i one mogą być na wyrost, jeśli nie sięgniemy do źródeł. Do przyczyn tego gigantycznego rozdźwięku między Polakami. I zostawmy na boku, choć na moment, polityków. Bo oni
Obrońcy wzajemnej adoracji
Demokracji trzeba bronić. To oczywiste. Kolejnych powodów dostarcza w szybkim tempie nowa władza. Ale u nas jest niestety gorzej. Demokracji trzeba bronić także przed częścią jej dzisiejszych obrońców. Co rusz widzę kogoś, kto przez osiem lat nosił koszulkę z napisem „władza”, a teraz odwrócił ją na drugą stronę i co tam ma? Piękny napis: „Demokracja – chodźcie z nami”. Widzę ludzi, którzy świetnie sobie radzili za czasów PO i PSL. Niezwykłych farciarzy, bo jakoś fortuna ich niezwykle pokochała. Ciągle






