Wpisy od Jerzy Domański
Polityka śmietnikowa
Jeżeli słyszę słowa o polityce historycznej płynące z ust polityka tej partii, która rządzi teraz, albo tej, która rządziła przez osiem lat, to wiem, że czekają nas kolejne, coraz bardziej prymitywne kłamstwa. Jeśli słyszę, że oto przyszedł czas na mówienie prawdy, to wiem, że nadchodzi wielka fala bezczelnego wykorzystywania braku wiedzy u młodych Polaków. I żerowania na oportunizmie ich rodziców i dziadków, którzy nie chcą bądź nie potrafią bronić własnych życiorysów i własnych, ogromnych przecież dokonań. Kłamstwa po wielokroć powtarzane i nazywane prawdą
Morawiecki odleciał
„Niesiemy Ciebie, Polsko, jak żagiew, jak płomienie. Gdzie Cię doniesiemy?”, pytał z emfazą Kornel Morawiecki, otwierając jako marszałek senior obrady nowo wybranego Sejmu. Wystarczyły zaledwie cztery miesiące, by sam sobie odpowiedział. Niestety, nie jest to odpowiedź na miarę pompatycznych deklaracji kreującego się na autorytet moralny polityka. Promowany przez pisowskie media na sumienie polityki Morawiecki trafił do Sejmu po 25 latach bezskutecznych zabiegów o poparcie wyborców. Swój pierwszy w życiu mandat zdobył, startując
Zamach na rozum
Na czarno-białej okładce PRZEGLĄDU, który ukazał się po katastrofie pod Smoleńskiem, był tytuł „Solidarni w żałobie”. Tak wtedy myśleliśmy. Mimo że bardzo krytycznie ocenialiśmy ówczesnego prezydenta i rząd PiS. Uznaliśmy, że ta katastrofa przekreśla wcześniejsze pretensje. Że w obliczu takiego nieszczęścia nie ma miejsca na małostkowe podziały i wyrzuty. Dziś też uważam, że główna myśl, z jaką chcieliśmy trafić do Czytelników, miała głęboki sens. Solidarni w żałobie. Tego chcieliśmy. I myśleliśmy, że tak może być. Że bezsens tylu śmierci może dać chociaż
Zatrzymać barbarzyńców
Zakazać i nakazać. Ach, jak oni lubią te słowa. Pal licho, gdyby używali ich tylko w czasie kazań. Ale nie. Najbardziej kochają zakazy prawne i zapisy w kodeksach. Tak jakby sami nie wierzyli w potępienie wieczne. Wolą kary doczesne. A najbardziej więzienie. Usłużni politycy uchwalą przecież, co trzeba. Także teraz, gdy Episkopat wezwał polityków do pełnej ochrony życia ludzkiego w Polsce. Jeszcze przecież się nie zdarzyło, by prawica zlekceważyła takie żądanie. Tak jest i tym razem. Zaczął się wyścig, kto
Sumienia rzadko używane
Jeszcze po Brukseli jeździły karetki z ofiarami zamachów, gdy premier Szydło ogłosiła w telewizji, że nie widzi możliwości, aby w tej chwili do Polski przyjechali imigranci. Bardzo smutny dzień, a na dodatek ta żenująca wypowiedź. Że też nie ma na zapleczu rządu nikogo, kto by powiedział, że lepiej milczeć, niż opowiadać takie zawstydzające rzeczy. Najzwyklejsza ludzka solidarność, że o rozumie politycznym nie wspomnę, wymagałaby od osoby reprezentującej państwo polskie innego zachowania. Przecież naszych granic nie szturmują rzesze uchodźców, a bez pracy ponad miliona imigrantów
Komu bije dzwon
To już nie są dzwonki alarmowe czy ostrzegawcze żółte kartki. Zaczyna nam bić dzwon. Bo gdy nie tylko w prywatnych rozmowach, ale również publicznie stawiane jest pytanie o zagrożenie zwarciem siłowym Polaków z Polakami, to mądrzy ludzie muszą się bać. I lepiej tego strachu się nie wstydzić, mówiąc wprost o tym, co może się stać. Nie by straszyć, bo wiadomo, że Polak niczego się nie boi, ale by studzić zapędy niektórych polityków. A że tacy są, to widać, gdy występują przed swoimi wyznawcami. Podobnie jak widać młodych napaleńców z mózgami
Jak sobie strzelić w stopę
Czas zawsze galopuje. Choć odnoszę wrażenie, że PiS ma jakiś dodatkowy czasoprzyśpieszacz. Ledwie pół roku prezydentury Andrzeja Dudy i ponad trzy miesiące rządów Beaty Szydło, a tyle się zdarzyło, że Szwajcarom wystarczyłoby na dekadę lub więcej. Furgot taki, jakby za rok lub dwa wszystko miało się skończyć i trzeba było bardzo się śpieszyć. Bo co PiS teraz wyszarpie, to jego. Albo wręcz odwrotnie, PiS buduje głębokie fundamenty pod długie rządy. Najprawdopodobniej, jak to zwykle
Skuteczne pranie mózgów
Czekali z bronią w ręku na III wojnę światową. Dla kilkunastu tysięcy młodych ludzi najkrwawsza z wojen nie skończyła się tak, jak by chcieli. Nowa Polska w 1945 r. nie była dla nich ojczyzną. Choć mogła być, bo miliony Polaków takich samych jak oni, nie patrząc na wady nowego ustroju, wzięły się do katorżniczej pracy. I zaczęły odbudowywać niemiłosiernie zrujnowany kraj. Efekty tego pełnego wyrzeczeń trudu są wielkie. Są materialną podwaliną dzisiejszej Polski. Ale nie tylko pracą żyli wówczas
Kombatanci się lustrują
Ludzie nie są jednowymiarowi, a świat nie jest zbudowany z tak prostych modułów, jak to sobie może wyobrażać pewna część naszego gatunku. Najłatwiej tę grupę opisać, posiłkując się kadrą Instytutu Pamięci Narodowej i jej podobnymi wyznawcami teczkowej wersji najnowszej historii Polski. Od paru miesięcy właśnie tacy ludzie są nadreprezentowani w życiu medialnym. A wiadomo, że jak kogoś nie ma w którejś z licznych stacji telewizyjnych, to jakby nie żył. I tak jedne media lansują poglądy teczkowców w trwających wiele godzin nadzwyczajnych programach o kolejnych






