Wpisy od Tomasz Jastrun
Zmarli i żywi
W Zaduszki chodziłem po Powązkach, odkrywając, jak wielu zmarłych jest młodszych ode mnie. Myślałem też o tych znajomych i bliskich, którzy odeszli w tym roku. Fotograf Jurek Modrak, tak niedawno dzwonił do mnie i zmienionym głosem powiedział: mam raka. Janusz Głowacki, który już przestał gniewać się na mnie, nie miał wyjścia. Wojciech Młynarski, czytał i lubił moje felietony, więc kawałek mnie z nim też umarł. Julię Hartwig ostatni raz widziałem w sali domu Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Jurek
Oddać życie
Zaprzysiężenie Frania na ucznia. Beznadziejna uroczystość. Ciężka, ponura, sztywna, bogoojczyźniana. Podobne uroczystości były w mojej szkole w latach 60. Gdy maluchy śpiewają nasz hymn, jeszcze wyraźniej widać jego wzruszającą archaiczność, z szablą, z Bonapartem i tym „z ziemi włoskiej do Polski…”. Dzieci recytowały też słynny katechizm polskiego dziecka „Kto ty jesteś? / Polak mały”. Najlepsza jest końcówka: – A w co wierzysz? – W Polskę wierzę. – Coś ty dla niej? – Wdzięczne dziecię. –
Pokój przechodni
Jestem w pokoju hotelowym w Bielsku-Białej. Taki pokój w hotelu, jeśli tkwi się w nim samemu, obnaża ludzką samotność i znikomość, ja przynajmniej tak to czuję. Pokój przechodni. I życie przechodnie. Z okna widok na wzgórza we mgle. Jak co roku jestem w jury literackiego konkursu dla dzieci i młodzieży Lipa 2017. To już 35. edycja. Jeszcze pamiętam, jak prace laureatów drukowane w książce szły do cenzury. Niezwykły jest ten konkurs także dlatego, że równorzędne nagrody dostaje setka dzieci.
Dłonie
Mam już kolejny wykład, może bardziej gawędę, o Bolesławie Leśmianie. Tym razem w zamojskiej książnicy. Poeta mieszkał przez wiele lat w tym mieście, które w listach określał jako podłe miasteczko. Teraz by tak nie powiedział. Stara część Zamościa kwitnie, to jedna z ładniejszych starówek w Polsce. Pisałem już o tym: to skandal, że Leśmian – jest okrągła rocznica jego urodzin – nie został patronem tego roku. Wśród patronów jest dwóch błogosławionych. Leśmian był za mało narodowym
Mózg rośnie
Kupiłem pierwszy, gruby tom dzienników Wiktora Woroszylskiego. Zabolała mnie kieszeń, a potem dłoń się ugięła, taki jest ciężki. Pisarz, kolega mojego ojca, sztandarowa literacka postać polskiego stalinizmu. Wtedy był bezwzględny i fanatyczny. Budził strach. Napisał w tych czasach tomik wierszy „Śmierci nie ma”, gdzie, jak ktoś powiedział, wszystko było kłamstwem, począwszy od tytułu. Nieprawda, raczej złudzeniem i wiarą. Dlatego w późniejszych czasach był czołową postacią opozycji – zmiana
Duchowe piekło
Po latach znowu jadę do Kazimierza nad Wisłą. Podróż szosą na Lublin, na poboczach trwają na wielką skalę prace budowlane, powstaje trasa szybkiego ruchu. Dawno tędy nie jechałem i wszędzie widzę wielkie zmiany na lepsze, czyli „Polskę w ruinie”. I pomyśleć, że zaledwie w dwa lata rządów PiS nastąpił taki skok cywilizacyjny. Cud po prostu. W pobliżu Janowca Magiczne Ogrody, park rozrywki dla dzieci. Chłopcy zachwyceni. Antoś był tu kiedyś z klasą, więc z wielką dumą grał rolę przewodnika.
Ptaki już fruną na południe
W niewielkim Braniewie na tle wież bazyliki mniejszej dostrzegam nagle na niebie wielki klucz ptaków odlatujących na południe, jak znak od Boga. Ten widok zostanie mi na zawsze w pamięci. Wyczytałem, dlaczego ptaki, gdy mają pokonać wielkie dystanse, lecą w kluczach. Pierwszy tworzy korytarz powietrzny, który ułatwia lot następnym, szybciej się męczy, więc jest co jakiś czas zastępowany przez inne. Identycznie zachowują się kolarze w grupie. Wszystkie zwierzęta są naszymi bliskimi krewnymi, co tylko czasami chcemy dostrzec. A mój sześciolatek
Na kolejne urodziny
Wieczór autorski w miasteczku G. niedaleko Leszna. Wzruszająca niespodzianka. Pod koniec spotkania dyrektorka biblioteki weszła na salę z tortem czekoladowym z płonącymi świeczkami, sala wstała, a była pełna, i odśpiewała mi „Sto lat”. Tak w małym G. uświęcono moje 67 lat. Serdecznością ludzi się chwalę, wiekiem nie. Kiedy zdążyłem przeżyć te lata? Są trzy osoby z tygodnikiem PRZEGLĄD w ręku, proszą o dedykację na felietonie. Zaskakuje, że nawet w takich małych miasteczkach tygodnik, przecież o nakładzie nie tak dużym, ma gorących czytelników. Wielu
Kto ruszy kamień
Zawsze po zagranicznych podróżach dziwi mnie, że w Polsce ludzie notorycznie nie mówią sobie dzień dobry. Myślę o nieznajomych, którzy spotykają się na ścieżce w lesie, na klatce schodowej czy w windzie. Ciekawe są tu różnice kulturowe. W Szwecji zwykle wtedy nic się nie mówi, ale daje znak kiwnięciem głowy i oczami, że akceptuje się nieznajomego. W większości krajów następuje głośne powitanie. Te powitania nieznajomych są ważne, gdyż to odruch serdeczny. Nie znamy się, ale widzimy i akceptujemy, nie mamy złych zamiarów. W Polsce przy takim spotkaniu jest
Macki
Znajoma z Siedlec pisze: „Od 20 lat obsługuję stoisko na dorocznych tragach rolniczych. Jest tu scena, stadion sportowy, na scenie wręczają nagrody najlepszym wystawcom, hodowcom zwierząt. Ale teraz jest coś nowego. Dobiegają dźwięki orkiestry wojskowej, hymn państwowy i pieśni patriotyczne. Wszędzie wojskowe ciężarówki i ludzie w mundurach. Wałęsają się jakieś dziewczyniny w buciorach wojskowych i z papierosem w ustach. Potem dowiedziałam się, że to były oddziały obrony terytorialnej. Od razu nasuwa się myśl, że te oddziały mogą







