Kto ruszy kamień

Kto ruszy kamień

Zawsze po zagranicznych podróżach dziwi mnie, że w Polsce ludzie notorycznie nie mówią sobie dzień dobry. Myślę o nieznajomych, którzy spotykają się na ścieżce w lesie, na klatce schodowej czy w windzie. Ciekawe są tu różnice kulturowe. W Szwecji zwykle wtedy nic się nie mówi, ale daje znak kiwnięciem głowy i oczami, że akceptuje się nieznajomego. W większości krajów następuje głośne powitanie. Te powitania nieznajomych są ważne, gdyż to odruch serdeczny. Nie znamy się, ale widzimy i akceptujemy, nie mamy złych zamiarów. W Polsce przy takim spotkaniu jest milczenie, oczy są spuszczone lub skierowane na bok albo patrzymy na siebie wilkiem. Ta tylko pozornie błaha rzecz ma poważne konsekwencje. Jest u nas przez to zimniej. Potwierdzają to badania, które mówią, że Polacy przodują w Europie w braku zaufania do siebie nawzajem, do instytucji i do państwa. A przecież potrzebujemy znaków braterstwa. Ilekroć wbrew naszemu obyczajowi mówię dzień dobry nieznajomym na leśnej ścieżce czy wchodząc do windy, dostaję skwapliwą odpowiedź.

W pobliżu robotnicy budują dom jednorodzinny. Więc hałasy. I to ich gadanie. Ci ludzie są zanurzeni po uszy w gęstym sosie wulgaryzmów i świntuszenia. I jakby więcej nic. Gdybym ich zapytał o politykę, pewnie by odpowiedzieli, że polityków p… Pan Tomek też jest robotnikiem, przy okazji alkoholikiem, wiele w nim polskiej autodestrukcji, ale czyta książki i ma wiele zdrowego rozsądku. Porządkuje nam ogród. Mówi, że jak przez chwilę posłucha TVP Info, cały się trzęsie ze złości. I ma mordercze instynkty. Nie ma jednego polskiego narodu, jest ich wiele.

Beata Szydło zapewnia, że Polska nie chce wyjść z Unii. I nie wyjdzie. Oddycham z ulgą. Ale co będzie, jak Unia wyjdzie z Polski? Prezes bierze to pod uwagę i mówi na miesięcznicy: „Bądźcie pewni, że będziemy mieli taką Polskę, że nikt nam nie narzuci woli z zewnątrz. Nawet jeżeli w pewnych sprawach pozostaniemy w Europie sami, to pozostaniemy i będziemy tą wyspą wolności, tolerancji, tego wszystkiego, co tak silnie było obecne w naszej historii”. Wolność i tolerancja w ustach prezesa brzmią równie fałszywie jak prawo i sprawiedliwość. Czas powołać Ministerstwo Prawdy. A właściwie już nie trzeba, telewizja publiczna spełnia tę funkcję. Słyszę, jak TVP Info cytuje te słowa prezesa o polskiej wyspie, a potem są głosy turystów z Zachodu, że tylko tu czują się bezpiecznie, a w Europie Zachodniej już nie.

Wracam do opowiadań Antoniego Czechowa, zawsze z podziwem i atencją. Pisarz bezlitosny w opisie ludzi, kpi z nich, a zrazem ich kocha. To paradoksalne połączenie jest niezwykłe. I jaki morderczy obraz ówczesnej Rosji. A carska cenzura to puszczała. O ileż łagodniejsza niż ta nawet w bardziej liberalnych czasach PRL.

Pracowałem po studiach – połowa lat 70. – w redakcji „Tygodnika Kulturalnego”. Nawet za czasów łagodnego Gierka cenzura szalała. Niekiedy miało to wymiar groteskowy. Pamiętam, jak po wizycie amerykańskiego prezydenta w Warszawie zdejmowane były z łamów pism teksty antyamerykańskie, w innych tygodniach wymagane. W 1977 r. napisałem pierwszy reportaż. Wysłano mnie wtedy do Kamienia Pomorskiego, miałem opisać tamtejsze życie kulturalne. Takie tematy proponowano w tej niekomercyjnej epoce. Miało to pewne zalety, co widzimy dzisiaj, gdy wszystko, także tekst dla pisma, jest produktem.

Nie znalazłem w tym miasteczku za wiele kultury, za to półmafijne układy, frakcje i sploty konfliktów. I o tym napisałem. Ale już pierwsze zdania tekstu, który miał tytuł „Kto ruszy kamień”, okazały się nie do przyjęcia. Tekst zaczynał się słowami: „Muzeum Regionalne mieści się w dawnym kościółku św. Mikołaja, widać go z daleka, bo stoi na wzgórzu, wśród starych drzew, których korzenie sięgają czasów pogańskich. W dole pobliski plac Wolności, gdzie areszt, sąd i posterunek MO sąsiadują z kinem”. To ostanie zdanie zostało pokreślone przez przerażonego redaktora jako niecenzuralne, jako kpina. A ja straciłem zaufanie redakcji. Kartki z tym tekstem pożółkły, spinacz nie wiedzieć czemu zardzewiał, ale sprawa cenzury i autocenzury jest nadal żywa. W mediach rządowych panuje teraz nie mniejsza czujność niż w tamtych czasach. Potem mnie już nie wysyłano, abym pisał reportaże. Uznano, że mam złe intencje i celowo chcę zaszkodzić pismu. Wkrótce zostałem wylany z pracy. Stało się dla mnie oczywiste, że czas zacząć tworzyć alternatywne pisma poza cenzurą. I miałem szczęście brać udział w tym niezwykłym przedsięwzięciu.

Wydanie: 38/2017

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy