Bardziej współpraca niż wyścig

Bardziej współpraca niż wyścig

W kosmosie nie opłaca się naśladowanie. Lepiej szukać nowych kierunków rozwoju

Karol Wójcicki – popularyzator wiedzy o kosmosie

Czy zgodzi się pan z poglądem, że Amerykanie, wysyłając w nowej rakiecie astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną, potwierdzili swój prymat w kosmosie?
– To bardzo ważny krok w dziedzinie kosmicznego biznesu, bo zaakcentował konkurowanie prywatnych firm w eksploracji przestrzeni okołoziemskiej. Firma Elona Muska stała się absolutnie czołowym graczem na tym rynku i na pewno trwa teraz wyścig, kto zarobi więcej. Włączenie się prywatnego biznesu znacząco obniżyło koszty lotów kosmicznych. Przenoszenie ludzi na orbitę nie odbywa się za darmo i amerykańska agencja kosmiczna NASA z pewnością przelała na konta firmy spore pieniądze. Kolejne osoby wykupują miejsca na lot w kosmos. To się szybko rozkręca.

To znaczy, że konkurenci Amerykanów, Chińczycy i Rosjanie, zostają w tyle?
– Nie traktowałbym tej rywalizacji w kategoriach wyścigu. Tutaj jest o wiele więcej współpracy, bo to niezbędny warunek postępu. Do tej pory Rosjanie zarabiali spore pieniądze na transportowaniu do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) sprzętu, zaopatrzenia i ludzi. Teraz stracili to źródło dochodu. Pewnym czynnikiem była tutaj aneksja Krymu przez Rosję, po której pewne obszary współpracy zostały ograniczone, np. w przemyśle kosmicznym, w tym kupowanie od Rosji silników rakietowych. Od przeszło 10 lat Amerykanie nie mieli statku kosmicznego do komunikacji z ISS, ale obecnie mogą zrezygnować z lotów sojuzami. To jednak nie znaczy, że Rosjanie już niczego nie mogą. Przodują w organizacji lotów załogowych, świetnie sobie radzili na własnej stacji orbitalnej Mir. Może nie mają szczęścia w badaniach planet Układu Słonecznego, ale nie ma tutaj mowy o zdecydowanej rywalizacji.

A Chińczycy? W niektórych opracowaniach zwraca się uwagę, że podejmują bardziej ambitne wyzwania niż Rosjanie.
– Chińczycy są w ciekawej sytuacji, bo sami już latają w kosmos, mieli nawet własne stacje orbitalne. Być może podejmą wysiłek lotu na Księżyc. Niestety, mało o tym się mówi, nie mają rozbudowanego PR kosmicznego. Właściwy czas rywalizacji w kosmosie przespali, ale teraz ich postęp w tej dziedzinie jest bardzo dynamiczny.

Symbolem pokojowej, cywilnej współpracy kosmicznej pozostaje jednak nadal ISS, stworzona wspólnie przez Rosjan i Amerykanów.
– Każdy z uczestników projektu, Amerykanie i Rosjanie, ma tutaj swój udział, a dodatkowo włączają się inne państwa. Swój moduł ma Europejska Agencja Kosmiczna, są moduły kanadyjski, japoński. Kanadyjczycy zbudowali np. wysięgnik, robotyczne ramię będące ważnym i spektakularnym elementem funkcjonowania stacji. Nie można jednak wykluczyć, że uczestnicy różnych programów kosmicznych wykorzystują dane z eksperymentów, czy to na stacji, czy z urządzeń naziemnych, w dziedzinie militarnej. O większości tych prac nie mamy pojęcia. Prawdopodobnie bada się np. możliwość strącania sztucznych satelitów.

Panuje przekonanie, że azjatyccy uczestnicy kosmicznego wyścigu podglądają liderów i kopiują najnowocześniejsze rozwiązania techniczne i technologiczne.
– Moim zdaniem nie opłaca się naśladowanie, bo po co wydawać pieniądze na wyważanie dawno otwartych w jakiejś dziedzinie drzwi? Bardziej sensowne jest szukanie takich kierunków rozwoju, które otwierają zupełnie nowe perspektywy. To stwarza również większe możliwości współpracy z pozostałymi partnerami. Dlatego np. Japończycy nie wysyłają ludzi w kosmos, ale budują własne moduły dla stacji orbitalnych. Zajęli się także eksploatacją próbek pochodzących z planetoid. Hindusi planują własną misję na Marsa. Dla Europejczyków Mars na razie jest „pod górkę”, ale podejmują inne inicjatywy, szukają takich obszarów badań, których nikt dotąd nie ruszał. Chińczycy testują możliwości bardzo innowacyjnych badań podjętych już w USA, ale to nie znaczy, że będą je wdrażać, bo to ogromnie kosztowne. Jest np. kwestia zbudowania rakiety, która tak jak Falcon będzie wracać na Ziemię i precyzyjnie lądować po każdym locie kosmicznym. To przecież ogromna oszczędność – wyprodukowanie rakiety wielokrotnego użytku.

Amerykanie byli dumni z wielokrotnie używanych promów kosmicznych.
– Tak, ale do wyniesienia na orbitę wymagały one rakiety nośnej ze zbiornikami paliwa i wszystko to było bezpowrotnie tracone, gdy wpadała do oceanu. Teraz udało się skonstruować urządzenie korzystniejsze ekonomicznie. Nic dziwnego, że pozostali uczestnicy też chcieliby, aby podbój kosmosu odbywał się taniej.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 25/2020

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy