Batory gratis

„Bądź dumny ze swego dziedzictwa!” – atakuje mnie olbrzymi billboard. Biało-czarny. „Bądź dumny” – nakazuje mi wbijanie się w dumę na skrzyżowaniu w czasie jarzącego się czerwonego światła. Z czegóż mam być dumny? Zerkam poniżej. A tam kreską narysowana postać i informacja „Batory pogromca Iwana Groźnego. Psków 1581”. I już wiadomo, że ten chudziutki jak promocyjna supermarketowa sardyneczka, opływowy facecik to sam król Stefan Batory. Z którego mam być dumny, bo to dziedzictwo moje.
420 lat temu rzeczywiście król RP, Stefan Batory, odniósł sukces w wojnie z Rosją. Uprzedził cara Iwana pragnącego zająć Inflanty i ziemie białoruskie należące do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Uderzył na Rosję cwanie, na Połock, Wielkie Łuki i Psków, odcinając Inflanty od Moskwy. Swoje osiągnął rozejmem w Jamie Zapolskim w 1582, zdobywając Inflanty i ziemię połocką. Tyle że sukces zmarłego ciut później króla i Rzeczypospolitej był krótkotrwały. Miasto Połock nie wpisało się w dziedzictwo kulturowe Polski, bo Rosja szybko je odbiła. Inflanty ciut bardziej, ale nie należą do kulturalnej mitologii polskiej. Gdyby zaś spojrzeć na tamtą wojnę z innej strony, to warto przypomnieć, że za 200 tys. ówczesnych złotych polskich Batory zgodził się na przyznanie Hohenzollernom brandenburskim opieki nad chorym umysłowo Albrechtem Fryderykiem pruskim. Co związało Prusy Książęce z Brandenburgią i było początkiem separacji lenna od Polski. Tego król Batory nie przewidział lub nie chciał przewidzieć. Bo przewidywalność nie była popularną cechą wśród władców I Rzeczypospolitej. Czy zatem mam być dumny z dziedzictwa kiepskiej kalkulacji politycznej? Dlaczego mam być dzisiaj dumny z polskiego zwycięstwa nad Rosją odniesionego 400 lat temu? Kto wpadł na pomysł, żeby takie dziedzictwo dzisiaj propagować? Czy nie mamy innych powodów do dumy? A może to kolejna kryptoreklama gorzały?
Król Stefan Batory był znany nie tylko jako dobry strateg, ale także mistrz propagandy wojennej. W czasie jego kampanii przeciw Rosji, przeciw Gdańsku przy wojsku była drukarnia polowa, zasypująca ulotkami komunikującymi o kolejnych zwycięstwach królewskich. Billboardów wtedy jeszcze nie było, podobnie jak telewizji. Ale dwór zaprzągł do propagandy wojennej najlepszych autorów. Sam Jan Kochanowski „Orfeusza Sarmackiego” ku chwale wojennej napisał. Może do tego dziedzictwa nawiązują reklamiarze z licznych w stolicy billboardów.
„32. rocznica nigdy nierozliczonych zbrodni Grudnia ’70 na Wybrzeżu” – atakuje mnie inny olbrzymi billboard. Tu znów dylemat. Po „Pogromcy Iwana Groźnego”, po „Zupie, która była za słona”, po „Bieliźnie Palmersa”, po różnych proszkach bez namaczania, nie wiem co z tą „rocznicą”. Czy mam być dumny z „nierozliczenia”, czy mam zachwycać się tak zacnym jubileuszem? Ciekawe, jak będzie obchodzone 40-lecie, a jaka feta może być na okrągłe 50-lecie! A może to jakaś promocja tego „nierozliczenia”? Obniżka zbrodni o 32% czy obniżka „nierozliczenia”? Jak najlepiej wtedy płacić: kartą, przelewem czy gotówką?
To wszystko miga na migocących światłach. Zwłaszcza kiedy obok chudego Batorego z flaszką pręży się szynka królewska oferowana w sieci popularnych supermarketów, a „nierozliczone zbrodnie” z policzoną, tanią jak barszcz białą kiełbasą w konkurencyjnej sieci. Czy Batory jest na kilogramy, a „nierozliczone zbrodnie” sprzedają na sztuki? Czy może w promocyjnych pakietach 3 + 1 gratis?
Wreszcie światło zielone. Odjeżdżam dumny z dziedzictwa swego. Karkówki po 2,30 i szamponu energetycznego.

 

Wydanie: 8/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy