Biała flaga

Biała flaga

Lewica wciąż niezorganizowana, próby zjednoczenia czy w ogóle jakiegokolwiek ożywienia budzą po raz kolejny nadzieję, ale zostały podjęte stanowczo zbyt późno i idą dość niemrawo.

Platforma Obywatelska nie tylko nie jest w stanie wygrać jesiennych wyborów, ale nawet nie wierzy w możliwość zwycięstwa. Czego wymagać od szeregowych członków tej partii, kiedy nawet nowo mianowani ministrowie w publicznych wypowiedziach mówili wprost, że przyszli tylko na cztery miesiące. Mogę zrozumieć, że patrzyli realistycznie i godzili się objąć swoje urzędy, licząc się z tym, że będzie to tylko do wyborów. Ale mówić o tym otwartym tekstem? Do potencjalnego elektoratu? Do członków własnej partii? Taka jawnie demonstrowana niewiara w zwycięstwo?

Nastroje jawnie kapitulacyjne, a równocześnie wniosek o postawienie Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu. Kompletna schizofrenia! Mając na to pełne osiem lat, PO próbuje pociągnąć Ziobrę do odpowiedzialności konstytucyjnej za działania w latach 2005-2007 dopiero teraz, trzy miesiące przed końcem kadencji Sejmu, w sytuacji, gdy dołuje w sondażach, a PiS ma rekordowe poparcie. Oczywiście z postawienia Ziobry przed Trybunałem nic nie wyjdzie, poza jeszcze jedną kompromitacją Platformy. W powszechnym odbiorze będzie to kolejna, w dodatku nieudolna, próba zemsty. Gdy w 2007 r. PO wygrała wybory, gdy wszystkie draństwa IV RP były w świeżej pamięci, przy pełnej społecznej aprobacie można było PiS rozliczyć za dwa lata łamania praworządności. Wtedy był czas i na Trybunał Stanu, i na odpowiedzialność, nie tylko konstytucyjną, ale i karną. Poza powołaniem komisji śledczej (tzw. do spraw nacisków) pod arcynieudolnym przewodnictwem Andrzeja Czumy, nawiasem mówiąc poglądami bliskiego PiS, nie zrobiono nic. Obawiam się, że po wyborach PiS nie będzie wobec Platformy tak wyrozumiałe.

Ale oprócz PiS do władzy idzie Kukiz. Showman bez programu, bez politycznego doświadczenia, bez elementarnej znajomości mechanizmu funkcjonowania państwa, w ogóle, zdaje się, nie za mądry i homofob na dodatek, chyba niezbyt przywiązany do demokracji, za to charyzmatyczny. Ziejący nienawiścią prostego przekazu: trzeba rozwalić cały aktualny system polityczny. Bo rządzą zdrajcy i złodzieje, a cały ten system się nie sprawdził. Bo w wyniku jego działania młodzi nie mają perspektyw, mieszkań, a zamiast dobrych posad jedynie umowy śmieciowe. Jak Kukiz to rozwali, będą to wszystko mieli. Perspektywy, mieszkania, dobre posady. A wszystko za sprawą JOW-ów, o których zwolennicy Kukiza, a i sam lider, niewiele wiedzą. Oprócz JOW-ów Kukiz zapowiada, zdaje się, zabranie pieniędzy bankom i supermarketom. Nie wiem, jak to zrobi i co zrobi z tymi pieniędzmi (on chyba też nie), ale w końcu co to szkodzi. Pamiętam wiec przedwyborczy Konfederacji Polski Niepodległej w 1989 r. Jeden z demagogów krzyczał wtedy, że trzeba zabrać pieniądze z budżetu MON i MSW. Panowało bowiem wówczas przekonanie, że te dwa resorty mają jakieś mityczno-gigantyczne budżety. Ale drugi demagog zarzucił pierwszemu, że jak się te pieniądze zabrane z MON i MSW rzuci na rynek, zacznie się potężna inflacja. „Tak – zgodził się po chwili namysłu pierwszy demagog – dlatego też pieniądze zabrane z MON i MSW należy publicznie spalić”. Przypominam to, by pokazać, że nie takie już gospodarcze programy wyborcze przeżyliśmy.

Może nie doceniam sprawności organizacyjnej otoczenia Kukiza, ale wydaje mi się, że w wyborach jego ugrupowanie nie uzyska wyniku, jaki na razie dają mu sondaże. Wybory parlamentarne to jednak co innego niż prezydenckie. Trzeba znaleźć kandydatów na listy, zarejestrować te listy, prowadzić kampanię. Do tego potrzebne są profesjonalny aparat w terenie i pieniądze. Poza tym na listach muszą się znaleźć kandydaci, którzy potrafią zdobyć jakieś elementarne zaufanie wyborców. Trzeba też pamiętać, że układanie partyjnych list kandydatów z natury rzeczy rodzi rozmaite konflikty. Czy Kukiz nad tym zapanuje? Tym bardziej że na listy będzie musiał brać ludzi sobie nieznanych, nie ma też struktur, które pomogłyby mu w selekcji kandydatów. Jeśli nawet ugrupowanie Kukiza uzyska połowę tego, co dają mu sondaże, to i tak do Sejmu wejdzie siła destrukcyjna i nieprzewidywalna, populistyczna, bliższa mimo wszystko PiS niż Platformie. Ta ostatnia, nawet wsparta głosami NowoczesnychPL, którzy mają szansę przekroczyć próg wyborczy, znajdzie się w mniejszości. PSL, jeśli tylko nowy zwycięzca będzie go do czegoś potrzebował, chętnie zmieni dotychczasowego koalicjanta. Zostaje jeszcze SLD lub szersza nieco koalicja lewicy. Na razie sondaże nie wróżą im dobrze. Nie wygląda na to, by po najbliższych wyborach lewica miała odegrać w Sejmie większą rolę.

Wszystko wskazuje na to, że jesienią znów podrepczemy do urn oddać głos na mniejsze zło.

Wydanie: 27/2015

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy