Biopolityka

Biopolityka

Zacznijmy od początku. W przeciwieństwie do innych drapieżników ludzie mają twarze płaskie. Część uzębiona nie jest wysunięta do przodu jak u lisów, wilków czy niedźwiedzi. Zęby słabsze, kły mniejsze i nie tak ostre. Jak na drapieżnika człowiek został przez naturę słabo wyposażony; brak mu także pazurów. Bijąc się z drugim osobnikiem, miał początkowo do dyspozycji tylko pięści, bo już nogi, którymi wymierzał kopniaki, były ryzykownym narzędziem dla nieprzyuczonego. Najbardziej do przodu wysuniętą częścią twarzy jest nos, który w walce jest nie dość, że bezużyteczny, to jeszcze najbardziej narażony na stłuczenie. Walka z drugim człowiekiem samymi tylko rękami i nogami nie prowadziła przeważnie do rezultatu odpowiadającego wściekłości towarzyszącej walce. Zadowolić tę wściekłość mogłoby zagryzienie tego drugiego, ale, jak powiedziałem, z powodu płaskości twarzy i słabości uzębienia jest to dla człowieka nieosiągalne. Wykorzystanie pałek i kamieni nie wniosło wiele nowego, poza godnym uwagi skutkiem socjalnym: zmniejszyła się nieco nierówność między silnymi i słabymi. Potem dzięki dziwnemu skokowi w ewolucji człowieka coraz większą rolę wśród narzędzi agresji odgrywał organ ukryty w twardym opakowaniu czaszki, to znaczy mózg. Historia materialnych wynalazków służących ludziom do zabijania ludzi jest dość dobrze znana. Jeśli uwzględnić całą historię gatunku, to nie można się nadziwić, że przejście od maczugi do bomby atomowej i kałasznikowa zajęło ludzkości tak mało czasu.
Chociaż jestem w zasadzie pacyfistą, muszę przyznać, że w historii zabijania się ludzi były momenty zasługujące na szacunek i podziw. Czytałem gdzieś opis średniowiecznej bitwy, w której brało udział 50 tysięcy rycerzy; w ciągu dwu dni zginęło trzech, z nich jeden w wypadku, bo utopił się w grząskim moczarze. Rycerze w lśniących, pięknie nieraz zdobionych, ale ciężkich zbrojach mieli spowolnione ruchy, a więc też czas na myślenie, co razem z innymi przyczynami doprowadziło do sublimacji agresji i ukształtowania się rycerskiej etyki walki. Była ona bezsprzecznym postępem w dziedzinie moralności, ale na niej postęp się skończył. Z niej się wywodzi pojedynek, także wysublimowana forma agresji, w społeczeństwie demokratycznym zupełnie niezrozumiała. Mówię tu o momentach wyjątkowych, pozostających na szlachetnym marginesie wiecznego, z natury ludzkiej wynikającego szkodzenia sobie nawzajem aż do zabijania się włącznie.
Państwo zostało wprowadzone po to, aby odebrać jednostkom naturalne prawo wzajemnego fizycznego, a także psychicznego szkodzenia sobie i przekazania prawa przemocy autorytetowi publicznemu. W zamian za posłuszeństwo władzy jednostka otrzymuje jakie takie zabezpieczenie przed prywatną agresją swoich bliźnich.
I chociaż autorytet publiczny (państwo, władza) sam bywa narzędziem ucisku, rzadko staje się tak niebezpieczny dla jednostek jak wielka gromada ludzka puszczona luzem.
W procesie cywilizowania się człowiek nauczył się panować nad niektórymi swoimi pragnieniami, gdy mógł dzięki temu osiągnąć odległy cel. I tak już neolityczny rolnik potrafił odmówić sobie zjedzenia kaszy jaglanej, aby zasiać proso i mieć później więcej kaszy. Podobnie niektóry złoczyńca: opanowuje piekące pragnienie zaszkodzenia drugiemu natychmiast, co dałoby mu szybko satysfakcję, ale naraziło na późniejszy odwet. Potrafi przezwyciężyć się i poszukać sposobu, aby nie on osobiście, lecz inni zaszkodzili jego wrogowi czy rywalowi, w miarę możliwości zabili go, a on sam żeby pozostał bezkarny. (Borys Souvarine w swojej słynnej kiedyś biografii Stalina szuka klucza do charakteru tego zbrodniarza i pod tym kątem rozpatruje jego postępki w czasie, gdy był jeszcze bojownikiem o wyzwolenie ludzi pracy. Otóż metoda walki Stalina na zesłaniu czy w więzieniu z towarzyszami, którzy mu się narazili, polegała na znalezieniu wyręczycieli, gotowych zemścić się na tych, na których on sam nie miał odwagi otwarcie się mścić. Z tej cechy jego charakteru Souvarine wywodzi niektóre jego późniejsze zachowania polityczne).
Współczesne państwo jest tak niepodobne do pierwotnych monarchii jak maczuga do kałasznikowa, ale jego zasadniczy cel jest taki sam jak na początku. Stanowi, jak twierdzi Fryderyk Bastiat, narzędzie obrony koniecznej społeczeństwa. Ma zapewniać ludziom bezpieczeństwo, łagodzić złe uczucia, nie pozwalać na agresywne zachowania, sprzyjać przyjaznym stosunkom między ludźmi. Jedynym usprawiedliwieniem dla państwowej, urzędowej przemocy jest obrona ładu i spokoju, ochrona ludzi przed przemocą fizyczną i psychiczną. Ze względu na swój główny cel państwo samo nie może być wylęgarnią złych uczuć, agresywnych nastrojów czy fałszywych poglądów.
Trochę niezależnie, a trochę zależnie od swoich celów i założeń państwo współczesne stanowi nieprzebrany rezerwuar narzędzi prawnych, socjotechnicznych, symbolicznych i innych, z którego czerpią osobnicy czy to bezinteresownie, niejako „hormonalnie” agresywni, czy chciwi cudzych dóbr. Słyszę o mafii paliwowej, pamięta się jeszcze o gangu z Pruszkowa i podobnych rzeczach. Zastanawiam się, dlaczego ci ludzie nie zdobyli się na cierpliwość i nie założyli partii politycznej, jak to zrobiło wielu innych. Korzyści byłyby nieco inne niż z mafii, ale wcale nie mniejsze. Pruszkowscy gangsterzy nie mogliby się zabijać (chociaż i to by kiedyś przyszło), ale rozkosz grożenia, straszenia, pomiatania ludźmi mogliby przeżywać, zasiadając w sejmowej komisji śledczej do sprawy Rywina czy Orlenu i nie musieliby się niczego bać. A ci z mafii paliwowej, którym chodziło tylko o pieniądze: czy nie stać ich było na cierpliwość, żeby założyć jakiś instytut sztuki filmowej (robić filmy na dzisiejszym polskim poziomie każdy potrafi) i ograbiać innych drogą całkiem bezpieczną, bo państwową? Najszybszą drogą kariery w Polsce jest polityka. Mafosi i gangsterzy szukają drogi jeszcze szybszej. Po co im to?
Państwo polskie nie jest narzędziem obrony koniecznej społeczeństwa. Widzimy to, patrząc na jego działanie wewnętrzne i zewnętrzne. Instytut Pamięci Narodowej budzi obawy wśród milionów obywateli, sieje terror psychiczny, a przed kim i kogo broni? W polityce zagranicznej kogo broni obrona czeczeńskich przez polskiego ministra? Kogo broni „polityka historyczna” przeciw Rosji i Niemcom? Polska scena polityczna jest opanowana przez jakąś agresywną populację, która zdolna jest szkodzić każdemu, kto jej się narazi, ale nie rządzić. Klucza do zrozumienia tej populacji trzeba szukać w biologii, nie w politologii. Popatrzcie na tych śledczych posłów, bo ich najdokładniej pokazują: zauważcie, że ich ludzkie twarze mocują się z jakąś ciemną siłą duchową, która chciałaby im nadać kształt bardziej wysunięty do przodu i wyposażyć w długie i ostre kły.

Wydanie: 11/2005

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy