Blog
Pilna potrzeba dekretynizacji
Jeszcze nie odetchnęliśmy po sensacjach, jakich dostarczają nam nieustannie nasze ulubione kręgi polityczne, a już zbliżają się nowe wydarzenia, coraz upiorniejsze w swej wymowie moralno-politycznej. Putin wygrywa w Rosji wybory. Cały świat śle gratulacje. Nasz prezydent telefonuje z życzeniami, co może mieć znaczenie w przyszłym łagodzeniu napięć pomiędzy naszymi krajami. Natychmiast pomyślałem, że pora na kolejny atak ze strony rządzącej koalicji. Długo nie czekałem. Niemal na drugi dzień nasz arcywspaniały minister Pałubicki atakuje
Eksces?
Do licznych patologii, na jakie cierpi obecnie nasze państwo, dołącza się nam nowa. Jest nią dominacja służb specjalnych nad resztą organów władzy państwowej i polityką państwa jako całości. Patologia ta odżywała raz po raz w czasach komunizmu i demaskowana była podczas kolejnych „odwilży” jako „jeżowszczyzna”, „beriowszczyzna” i inne „yzny”, które zawsze polegały na tym, że organa bezpieczeństwa osiągały przewagę nie tylko nad innymi, formalnie wyższymi od nich organami państwa, ale także nad faktycznie rządzącymi organami partii. Nawet
Ważne to je, co je moje
Manifestujący przed ambasadą Rosji w Warszawie członkowie Młodego Frontu Białoruskiego podarli, podeptali i na koniec wrzucili do śmieciowego kosza rosyjską flagę. Uczynili to z pobudek szlachetnych, bo protestowali przeciwko połączeniu Białorusi z Rosją. Polska policja państwowa tym razem bacznie obserwowała zdarzenia, była na miejscy, nie tak jak wcześniej podczas manifestacji pod konsulatem rosyjskim w Poznaniu. Zdeptanie, podarcie i skoszowanie flagi zaprzyjaźnionego z nami państwa skonsultowała od razu z prokuraturą. I oto pojawiło się nowe rozstrzygnięcie, warte chyba upowszechnienia. Pan
Notes dyplomatyczny
Na początek sprostowanie – ministrowi Geremkowi, jak się okazało, przeszkadza, że minister Pałubicki i jego UOP prowadzą własną politykę zagraniczną. Geremek zabrał wreszcie głos i powiedział jasno, kto odpowiada za politykę zagraniczną państwa, a kto za łapanie szpiegów. I słusznie. Chociaż – czy nie za późno? Kilka miesięcy zadrażnień spowodowało, że sami wypchnęliśmy się ze świata wielkiej polityki. W tym świecie, kto się nie spotyka, tego po prostu nie ma. Więc nas – taka jest logika – w stosunkach
Oscar a sprawa Polska
Andrzej Wajda wielkim reżyserem jest. I wspaniałomyślnym. Świadectwem – Centrum Sztuki Japońskiej w Krakowie, na które przeznaczył swoją nagrodę, a także statuetki Złotego Lwa, Złotej Palmy i teraz Oscara, ofiarowane Uniwersytetowi Jagiellońskiemu. Nie wypominając noblistom, tylko Wisława Szymborska przekazało dwój medal Muzeum UJ w Collegium Maius. Wałęsa wolał Częstochowę, Miłosz… własną szafę. Jako zwykły widz niemal od 40 lat podziwiam filmy Wajdy, znajdując w nich wartką akcję, gorzką mądrość oraz bieżącą publicystykę.
Gorycz zasłużonych
Politycy z Unii zachowują spokój. Przyjmą każdy wynik wyborczy i… dadzą sobie radę. Spoistość Akcji maleje, utrata władzy byłaby jej końcem „Społeczeństwo obywatelskie” było przed ćwierćwieczem jednym z dwóch najważniejszych pojęć – fetyszy ówczesnej opozycji demokratycznej. Drugim był „naród” (lepiej: „Naród”). Opozycja zresztą dzieliła się już wtedy w taki właśnie sposób, że jedni stali raczej za Społeczeństwem Obywatelskim, a drudzy za Narodem. Ta linia podziału biegnie potem przez całe dzieje
Podziemny Krzysztof Gąsiorowski
Rodzeństwo Gąsiorowskich jest niewątpliwie godne powieści, a mam tu na myśli nieżyjącego już Piotra, Małgosię Bocheńską i nade wszystko poetę Krzysztofa. Powieść mogłaby być skandaliczna i sensacyjna, aż żal, że mnie nie wypada jej napisać. Krzyśka znam od lat pięćdziesiątych, to on właśnie zaprowadził mnie do „Hybryd”. Ostatnimi laty nie miał łatwego życia. Był jednym z założycieli odnowionego po stanie wojennym ZLP i jednym z jego dygnitarzy (?). Potem, jak prawie cała literatura, zjechał na psy, ale na początku lat
Błazen czystej krwi
Boy uważał, że kultura niemiecka jest dla Polaków obca, zbyt ciężka, a poza tym nie mieliśmy w Polsce prawdziwego Oświecenia i tę lukę można zapełnić tylko utworami Voltaire’a, Diderona Jest pan od kilkudziesięciu lat zafascynowany postacią Tadeusza Boya-Żeleńskiego, o czym najlepiej świadczy pańska ostatnia książka. To portret nie tylko niezwykłego człowieka, ale i wybitnego pisarza, tłumacza, recenzenta, felietonisty. Jak pan sądzi, czy gdyby Boy żył dzisiaj, przeniósłby się do „Przeglądu” ze swoimi artykułami? – Niewykluczone. On miał temperament,
Mile widziany gość w Kibucu
Mało znany epizod z pobytu Marka Hłaski w Izraelu Życie Marka Hłaski (1932-1969) ciągle pełne tajemnic, niedomówień i dramatycznych zwrotów. Po rewelacyjnym debiucie zbiorem opowiadań pt. „Pierwszy krok w chmurach” znalazł się na ustach wszystkich. W 1958 r. dostał nagrodę wydawców, co wiązało się ze stypendium w Paryżu. Jak się miało okazać, nigdy już nie powrócił do kraju. Po wyjeździe z Polski w 1958 r. mieszkał w wielu krajach, w tym także w Izraelu, co jakiś czas starając się o zezwolenie na powrót do ojczyzny.
Z pilotem w ręku
Dokument musi być odwrotnością zwykłych wiadomości, newsów. News pokazuje rzeczywistość od frontu, a dokument od tyłu, z boku… W czasie wielkiej powodzi na Dolnym Śląsku prasa doniosła, że niewiele brakowało, aby cała rodzina utopiła się we własnym mieszkaniu. Woda podchodziła już do pierwszego piętra, ale nikt z rodziny tego nie zauważył, ponieważ wszyscy byli pochłonięci oglądaniem filmu “Szczęki”. Zetknęły się dwa horrory, jeden rozrywkowy, drugi rzeczywisty. Ten rzeczywisty w ostatniej minucie wygrał rywalizację






