Boję się oddychać

Boję się oddychać

Na choroby powstałe w wyniku zanieczyszczeń powietrza co roku umiera około pół miliona Europejczyków, w tym 47,3 tys. Polaków

Prof. Andrzej Lekston – kierownik Pracowni Hemodynamiki Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu

Idąc do pana, minęłam ponad setkę osób – starszych, młodszych i dzieci, czekających przed gabinetami. Nawet pacjenta dowiezionego karetką więzienną. To codzienność?
– W zasadzie tak, ale w okresie alertu smogowego znacznie zwiększa się liczba pacjentów, szczególnie tych dowożonych karetkami. Alert smogowy oznacza podwyższenie stężenia pyłu zawieszonego PM10 ≥ 200 mikrogramów/m sześc., co zwiększa śmiertelność ogólną o 6%, a z przyczyn sercowo-naczyniowych o 8%. Efekt ten utrzymuje się jeszcze przez dwa tygodnie i to nie koniec. Przez następne dwa tygodnie śmiertelność jest o ok. 2-4% większa niż normalnie. Po zakończeniu alarmu smogowego nawet u osób wcześniej niechorujących mogą się pojawiać niepokojące stany złego samopoczucia. A w przypadku dzieci z astmą czy alergików trzeba być szczególnie wyczulonym.

Zaczynam się bać oddychać.
– Zupełnie słusznie. Według raportu „Jakość powietrza w Europie” przygotowanego przez Europejską Agencję Środowiska, na choroby powstałe w wyniku zanieczyszczeń powietrza rocznie umiera około pół miliona Europejczyków, a w samej Polsce aż 47,3 tys. osób. To jakby wymarło całe mniejsze miasto. Pod tym względem znajdujemy się na siódmym miejscu wśród 40 krajów Europy. Dodajmy jeszcze, że życie statystycznego mieszkańca UE z powodu zanieczyszczonego powietrza skraca się nawet o osiem miesięcy. Polaka – o 10 miesięcy.

Jakie choroby wywołuje zanieczyszczone powietrze?
– Raport stwierdza np., że u dzieci, których matki w okresie ciąży były narażone na wysokie stężenia PM2,5, prawdopodobieństwo nawracającego zapalenia płuc było średnio trzy razy większe niż u dzieci z grupy kontrol­nej. A wśród dzieci astmatycznych prawdopodobieństwo wystąpienia nawrotowego zapalenia oskrzeli było już pięciokrotnie wyższe niż w grupie dzieci nieastmatycznych. Zwiększa się nie­płodność u mężczyzn, gdyż długotrwałe wdychanie pyłów powoduje uszkodzenie plemników i prowadzi do spadku produkcji testosteronu. I oczywiście zwiększa się liczba przypadków niewydolności krążenia, zawałów serca oraz udarów mózgu. Najbardziej narażone są osoby starsze i dzieci.

W jakich miastach powietrze jest najbardziej zanieczyszczone?
– Z 65 przebadanych miast w Polsce jedynie w sześciu powietrze mieści się w normie. Do najbardziej zanieczyszczonych należą: Kraków, Rybnik, Nowy Sącz, Zabrze i Katowice. Także w wielu innych miastach – m.in. w Warszawie, we Wrocławiu, w Częstochowie i Opolu – zanieczyszczenie powietrza poważnie przekracza dopuszczalne normy.

Zabrze jest więc w czołówce. Czy dlatego lekarze tam postanowili zbadać ten problem?
– Mając doświadczenia z wieloletniej praktyki lekarskiej, zaczęliśmy się zastanawiać nad pewnymi prawidłowościami i postanowiliśmy podejść do nich naukowo. W okresach grzewczych, gdy nad miastami kłębią się dymy z palenisk domowych, już od lat regularnie wzrasta liczba pacjentów z objawami zawałów serca, udarów mózgu, kłopotami z układem krążenia, nie mówiąc o katarach alergicznych czy astmie. Dlatego wraz ze Śląskim Oddziałem Wojewódzkim Narodowego Funduszu Zdrowia planujemy przeanalizować dane ok. 600 tys. pacjentów hospitalizowanych z przyczyn sercowo-naczyniowych w całym województwie. Badanie ma na celu odniesienie tych danych do wyników pomiarów zanieczyszczeń oraz warunków pogodowych uzyskanych w stacjach ulokowanych najbliżej miejsca zamieszkania chorych. To zestawienie pozwoli nam jednoznacznie dowieść, że występowanie alertu smogowego na danym obszarze wpływa na wzrost liczby pacjentów z problemami układu oddechowego i krążeniowego.

Zrobiono już takie badanie pilotażowe?
– Tak, zespół pod kierownictwem prof. Mariusza Gąsiora we współpracy z Zakładem Biostatystyki Śląskiego Uniwersytetu Medycznego przeprowadził częściowe badania. Studenci koła naukowego wraz z lekarką Anetą Cieślik napisali projekt badawczy. W jego ramach połączyli dane z NFZ, obejmujące pacjentów leczących się z powodu chorób serca, układu krążenia lub udaru mózgu, z informacjami z wojewódzkiego inspektoratu ochrony środowiska o stężeniu szkodliwych substancji w powietrzu oraz alertach smogowych. W ten sposób, używając specjalnego algorytmu, badano częstość zawałów, udarów i innych powikłań kardiologicznych, a także śmiertelność podczas alarmów smogowych. Pod uwagę wzięto wpływ dziennego stężenia dwutlenku siarki, tlenków azotu, czadu i pyłów zawieszonych.

Jakie były wnioski?
– Okazało się, że w czasie gdy notowano wysoki poziom tlenków azotu, do szpitali trafiało o 12% więcej chorych z zawałem serca, o 16% wzrastała liczba udarów mózgu. Wyższe prawdopodobieństwo udaru mózgu związane było z wyższymi stężeniami tlenku azotu, dwutlenku azotu, tlenku węgla, pyłów PM10, mniejszą prędkością wiatru oraz ogłoszeniem alarmu smogowego trzy i pięć dni przed udarem. Pojawiło się też o 18% więcej pacjentów z zatorowością płucną. Hospitalizacje z tego powodu były częstsze w przypadku wyższego stężenia tlenku i dwutlenku azotu, niższego stężenia ozonu i wyższej wilgotności powietrza. Te same czynniki powodowały, że w śląskich szpitalach pojawiali się pacjenci z migotaniem przedsionków. Te badania były częściowe, ich wyniki są bardzo niepokojące. Chcemy je rozszerzyć, ale szukamy na to środków. Województwo śląskie jest idealne do takich analiz, bo zajmuje ok. 4% powierzchni kraju, a emituje ok. 50% zanieczyszczeń.

Rozumiem, że osoby ze słabszą odpornością, chorujące przewlekle na astmę, alergie, serce muszą o siebie szczególnie zadbać, gdy zanieczyszczenie powietrza gwałtownie rośnie. A jakie objawy powinny niepokoić zdrowych?
– Właśnie wczoraj trafił do nas 53-letni mężczyzna, który – jak twierdził – nigdy wcześniej nie chorował. I oczywiście nie robił żadnych badań profilaktycznych, jak większość dorosłych Polaków niedbających o własne zdrowie. Okazało się, że od pewnego czasu miał kłopoty z nadciśnieniem i krążeniem, ale bagatelizował je. Smogowi zawdzięcza częściową martwicę mięśnia sercowego. Zaczęło się od bólu w klatce piersiowej i niedokrwienia serca. Mężczyzna wylądował na ostrym dyżurze. Trzeba się badać, dbać o odporność, wtedy możemy uniknąć tak gwałtownych zdarzeń. Przecież organizm to coś, co mamy najcenniejszego. Róbmy raz w roku przeglądy, badajmy ciśnienie, poziom cukru i inne podstawowe parametry. Będziemy odporniejsi, wcześ­niej wykryjemy coś niepokojącego. Apelować można w nieskończoność. Zadbać o siebie musimy sami.

Co szkodzi nam najbardziej?
– Czy na co dzień myśli pani o tym, ile litrów powietrza przepływa przez pani organizm?

Nie myślę, po prostu oddycham.
– A szkoda. W każdej minucie wykonujemy 15 oddechów – nie mówimy tu o bieganiu czy szybkim marszu, ale o normalnej pozycji dorosłego człowieka. Z każdym oddechem pobieramy pół litra powietrza. W ciągu minuty jest to ok. 7,5 litra powietrza, w ciągu doby – uwaga – ponad 10,5 tys. litrów (czyli 10,5 m sześc.). Tylko około jednej piątej wdychanego powietrza stanowi tlen, reszta to inne składniki, w tym niestety także pyłowe i gazowe. Jak więc organizm ma się bronić przed tą ogromną ilością brudu, pyłu? Powoli się poddaje.

Czy będziemy wychodzić z domu tylko w maskach?
– Maski nie są dobrym rozwiązaniem. Takie zwykłe, chirurgiczne, w niewielkim stopniu nas ochronią. Lepsze kosztują ponad 200 zł plus filtry. Ile osób na to stać? Zawsze uważam, że w życiu najdroższa jest bieda. Jeśli mimo apeli medialnych ludzie sami nie zrozumieją, że paląc w piecach wszystkim, co wpadnie im w ręce, oszczędzają tylko doraźnie i szkodzą sobie, swoim dzieciom, starszym członkom rodziny, sąsiadom, to problem nie zniknie. Jeśli nie będziemy o siebie dbać, badać się profilaktycznie, bo np. nie mamy pieniędzy na wizytę u lekarza, to problem nie zniknie. Sami sobie tworzymy smog.


Koszty leczenia chorób spowodowanych zanieczyszczeniami powietrza wynoszą w Unii Europejskiej
940 mld euro rocznie.


Trucizny z komina i rury wydechowej
• Pyły o średnicy cząsteczki mniejszej od 10 µm łatwo dostają się do naszego układu oddechowego. Te o cząsteczce mniejszej niż 2,5 µm docierają nawet do pęcherzyków płucnych. Cząsteczki pyłów drażnią błonę śluzową dróg oddechowych i hamują naturalny mechanizm ich oczyszczania, czego efektem jest większa skłonność do powstawania infekcji i zaostrzenia już istniejących schorzeń, takich jak astma, przewlekła obturacyjna choroba płuc. Znajdujące się w powietrzu związki siarki, azotu, amoniak, sadze, związki organiczne wchodzą w interakcje z różnymi alergenami lub substancjami neutralnymi, zwiększając ryzyko silniejszych reakcji alergicznych.
• Spalanie śmieci wiąże się z emisją do atmosfery cząsteczek metali, a także ich związków organicznych i nieorganicznych. Dotyczy to głównie rtęci, ołowiu, kadmu, niklu, chromu, arsenu. Metale te głównie przez układ oddechowy dostają się do naszego organizmu i pozostają w nim wiele lat. Efektem może być uszkodzenie komórek i narządów, szczególnie ośrodkowego układu nerwowego (zaburzenia tzw. wyższych czynności mózgowych, zaburzenia snu, zachowania, nastroju), układu oddechowego (reakcje alergiczne, podrażnienie błony śluzowej układu oddechowego, uszkodzenie drobnych oskrzelików i pęcherzyków płucnych), układu sercowo-naczyniowego (zaburzenia rytmu i przewodnictwa, nadciśnienie tętnicze). Choroba nie pojawia się od razu, ten proces rozwija się w czasie, podstępnie.
• W czasie spalania paliwa w pojazdach uwalniany do atmosfery jest benzen. Może on niszczyć materiał genetyczny komórek i powodować nowotwory.
• Benzo(a)piren, B(a)P jest uwalniany głównie w procesie spalania drewna lub węgla w piecach domowych. Kolejnym źródłem B(a)P są spaliny samochodowe, przede wszystkim z silników wysokoprężnych.
Źródło: Stowarzyszenie Krakowski Alarm Smogowy, redakcja SmogLab


Zagrożenie dla płodu
Dzieci, z uwagi na większą aktywność fizyczną i niższy wzrost, a także niedojrzałość metabolizmu, mają niższą tolerancję na zanieczyszczenia powietrza niż osoby dorosłe. Alergolodzy alarmują, że coraz więcej jest alergii i astm. Mówimy także o dzieciach, które narażone były na zanieczyszczenia powietrza jeszcze w życiu płodowym. Praktycznie wszystkie zanieczyszczenia z tzw. niskiej emisji przechodzą przez łożysko. Jest to szczególnie niebezpieczne dla rozwijającego się i dojrzewającego płodu, zwiększa ryzyko m.in. obumarcia płodu, niskiej wagi urodzeniowej, przedwczesnego porodu, słabszego funkcjonowania układu odpornościowego, gorszego rozwoju intelektualnego w wieku późniejszym.
Źródło: Stowarzyszenie Krakowski Alarm Smogowy, redakcja SmogLab

Wydanie: 4/2017

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy